poniedziałek, 10 grudnia 2012

Regeneracyjne serum do paznokci Regenerum

Witajcie :)

Wybaczcie tę krótką nieobecność - wyjechałam z Torunia na weekend i nie miałam dostępu do Internetu. Z racji tego, że nagromadził mi się ogrom produktów do recenzowania, będziecie teraz często katowane moimi recenzjami <złowieszczy śmiech> ;) Przechodząc do rzeczy - dziś kilka słów o regeneracyjnym serum do paznokci Regenerum.

Opakowanie: plastikowa biała tubka z zakrętką, więc samoistnie się nie otworzy. Nie jest też na tyle słabe, by pęknąć czy coś takiego, więc tutaj spory plus.

Za ok. 20 zł otrzymujemy 5 ml serum z datą ważności 6 miesięcy od otwarcia. Cena według mnie jest w porządku, gdyż serum ma wysoką jakość i jest bardzo wydajne. Problem stanowi jedynie krótka data ważności, bo według mnie serum starczy na 2-3 miesiące codziennego używania, więc jeśli chcemy je zużyć do końca przed upływem daty ważności, przerwy między kolejnymi kuracjami nie powinny być zbyt długie. Jedna kuracja natomiast powinna trwać 4-6 tygodni, więc po niej można zrobić ok. 2 miesiące przerwy, a następnie zacząć na nowo.

Skład: Jest naprawdę bardzo dobry. Mamy tutaj witaminę A i E, olejek z orzeszków makadamia, olejek z pestek winogron, olejek ze słodkich migdałów, olejek cytrynowy. Nie zabrakło też niestety ulepszaczy typu substancje zapachowe itp. Ale generalnie jestem na tak, bo ulepszaczy jest nie wiele i w składzie znajdują się na ostatnich pozycjach, czyli jest ich najmniej. O szczegółach możecie poczytać na przykład TUTAJ.

Sposób użycia: Pędzelkiem, który jest zakończeniem odkręconej tubki nanosimy na paznokcie serum (by je wydobyć należy trochę ścisnąć tubkę). Serum wmasowujemy w paznokcie do wyschnięcia. Czynność tą powtarzamy raz dziennie. I tu moim zdaniem zaczynają się schody, bo serum, które ma w sobie mnóstwo olejków bardzo długo się wchłania i praktycznie niemożliwe jest wtarcie go pędzelkiem do sucha. Ja robiłam tak, że nakładałam je, nieco wcierałam pędzelkiem i zostawiałam tak na ok. godzinę, po czym pozostałości wcierałam palcami. Także jest z tym trochę zabawy, więc nie jest to środek dla leniwych. Szczerze powiedziawszy ja używałam to serum regularnie tylko z początku, potem już mi się nie chciało :/



Obietnice producenta: Wzmacnia i regeneruje paznokcie, nawilża i poprawia elastyczność płytki paznokciowej, zwiększa odporność paznokci na uszkodzenia, pielęgnuje skórki wokół paznokci, rozjaśnia przebarwienia na paznokciach.

Dostępność: Tylko w aptekach.

Moja opinia: Mimo nieregularnego stosowania stan moich kruchych, łamliwych i rozdwajających się paznokci z chropowatą płytką poprawił się. Paznokcie są mocniejsze i bardziej odporne na uszkodzenia, zniknęły wszelkie przebarwienia (choć z tym akurat nie miałam jakiś wielkich problemów), płytka paznokcia wygładziła się i ma kolor taki, jaki mieć powinna. Paznokcie niestety nadal są kruche, ale przynajmniej już się nie rozdwajają, a to rozdwajanie było na tyle straszne, że spędzało mi sen z powiek. Jestem zatem zadowolona z efektów. Szkoda tylko, że codzienne stosowanie tego specyfiku jest dość uciążliwe. Podczas kuracji nie można też oczywiście mieć pomalowanych paznokci, ale tak jest akurat ze wszystkimi kuracjami na paznokcie. Z tym, że stosując odżywki, które mają formę emalii, mamy pomalowane paznokcie na bezbarwny kolor, dzięki czemu są twardsze i mają dodatkową barierę ochronną. Takiego efektu brakuje mi niestety w Regenerum, dlatego na razie przestawiłam się na odżywkę Eveline SOS. Do Regenerum z pewnością jeszcze wrócę.

Podsumowując:
+ wzmacnia paznokcie, wygładza płytkę
+ zapobiega rozdwajaniu
+ produkt jest wydajny
+ niska cena
+ wygodne opakowanie
+ produkt dostępny w niemal każdej aptece
+ całkiem niezły skład

- uciążliwa aplikacja zniechęcająca do codziennego stosowania
- krótka data ważności
- nie pozostawia żadnej warstwy ochronnej na paznokciu, którego podczas kuracji nie można także pokryć żadną emalią

Ocena: 4/5

Miałyście do czynienia z tym produktem? Co o nim sądzicie? A może używacie innych specyfików dla wzmocnienia paznokci? Zapraszam do dyskusji :)

piątek, 7 grudnia 2012

Trzy paczuszki :)

Hej! :)

W tym tygodniu przyszły do mnie trzy paczuszki (no chyba, że doliczymy kuriera z pralką to cztery :P). Dziś dostałam ostatnią, więc pomyślałam, że czas byście poznały ich zawartość.

Pierwsza przyszła paczuszka z podkładem Bourjois 123. Próbowałam go kupić na 40% obniżce w Rossmannie, ale spóźniłam się i już nie było mojego koloru. Udało mi się za to odkupić jeden raz użyty flakon na Allegro za 30 zł. Kolor po prostu nie odpowiadał poprzedniej właścicielce. Dodatkowo dziewczyna dorzuciła mi gratis dwa testery poczwórnych cieni Maybelline (11 Purple Drama i 22 Bronze Drama), gdyż stwierdziła, że u niej tylko leżą i się kurzą. Przygarnęłam je zatem i stwierdziłam, że chętnie przetestuję. Zakup uważam więc za korzystny.



W drugiej paczce mieściło się zamówienie ze strony sklepu wizazysci.pl. Znalazły się tam:
  • etui na pędzle Lancrone - jestem z niego ogromnie zadowolona, bo wreszcie mogę bezpiecznie transportować moje pędzle. Wchodzi tam 9-10 pędzli (ja na dziesiąty pędzel, którym jest pędzel Essence do eyelinera o cieniutkim trzonku, wykorzystuję przegródkę na końcu, która chyba przegródką nie jest :P - zobaczcie zresztą na zdjęciu)


  • zestaw trzech pędzli do twarzy Sunshade Minerals
  • pędzel Lancrone E 135(Large Fluff) - zamierzam go używać do rozświetlacza. Niestety włosie z jednej strony jest krzywo przycięte (widać na drugim zdjęciu), więc będę musiała poprawić to sama

  • paletki Sleek: Snapshots i Au Naturell:

W trzeciej paczce znalazła się moja maska na imprezę sylwestrową - organizujemy ze znajomymi bal maskowy :)

Prawda, że robi wrażenie? ;)

I to już koniec tego szału zakupowego, bo nie chcę zostać bankrutem ;) Cieni mam w tej chwili tyle, że raczej długo nie będę dokupywać nowych. No i będzie co recenzować (masakra, bo jeszcze mam sporo zaległych produktów do zrecenzowania :P).

Co myślicie o przedmiotach z mojego zakupowego szału? Spodobało Wam się coś? :)

czwartek, 6 grudnia 2012

List do Świętego Mikołaja

Hej dziewczyny! :)

Nie będę oryginalna - skoro wszyscy zamieszczają na swoich blogach listy do św. Mikołaja dzisiaj, to nie będę gorsza :D

Oto lista moich życzeń, którą należy potraktować nieco z przymrużeniem oka ;)

1. Książka "Pierwsze damy drugiej Rzeczpospolitej" - wydaje się być interesująca, co potwierdza moja przyjaciółka, która pracuje w księgarni. Zresztą ja lubię czytać o kulisach władzy, więc to coś w sam raz dla mnie.
2. Tangle Teezer - żeby moje włosy były mi wdzięczne za bezbolesne i humanitarne czesanie ;)
3. Jakiś fajny zestaw do stylizacji włosów z lokówką i prostownicą.
4. Wanna - w moim obecnie wynajmowanym mieszkaniu niestety mam tylko prysznic i bardzo tęsknię za aromatycznymi relaksującymi kąpielami :(
5. Pędzelki: do ust, do rozcierania i ołówkowy (nie wiem jeszcze której marki) oraz Angled Top Kabuki Lancrone F58.
6. Kuferek na kosmetyki - niekoniecznie profesjonalny, może być też taki podróżny, bo często wyjeżdżam, a irytuje mnie jak wszystkie kosmetyki latają mi po kosmetyczce, więc przydałoby się je jakoś uporządkować na czas podróży. Chociaż taki kuferek też fajny ;)
7. Perfumy Aqua di Gioia - moje marzenie odkąd pierwszy raz je powąchałam :)

W zasadzie to niektóre te rzeczy i tak mam w planie kupić, a bez niektórych spokojnie bym się obeszła, ale ja w końcu to list do św. Mikołaja, więc napisałam co bym chciała, choć trudno mi było na początku coś wymyślić ;)

A Wy macie już jakieś życzenia do św. Mikołaja? ;)

środa, 5 grudnia 2012

Moje pędzelki do oczu marki Essence: kuleczka i skośny do eyelinera

Witajcie :)

Dziś przedstawię Wam pędzelki Essence, które posiadam. Będą to aż 2 pędzelki, więc Kaśka szaleje ;) Ale przechodzę już do rzeczy. Do pędzli Essence długo nie byłam przekonana i nie korciło mnie, by jakieś zakupić. Czytałam trochę negatywnych opinii, zwłaszcza o pędzlach do twarzy. Zresztą doszłam też do wniosku, że za niską cenę ciężko dostać dobry pędzel i wolałam dołożyć trochę pieniędzy i kupić takie pędzle, które posłużą mi długo.

Od jakiegoś czasu jednak coraz częściej napotykałam na innych blogach i wideoblogach bardzo pozytywne opinie o dwóch pędzlach tej marki, mianowicie pędzlu kulkowym do blendowania i pędzlu skośnym do kresek. W końcu nie wytrzymałam i oba kupiłam. Oto one:

Pędzel syntetyczny skośny do kresek - używam go do żelowego eyelinera tej samej marki, jak i do malowania kreski cieniem do powiek. Jego włosie jest według mnie idealne do malowania precyzyjnej kreski. Niestety ma tendencje do odkształcania się, więc z czasem pewnie pędzel ten przestanie być tak precyzyjny - myślę że to kwestia kilku miesięcy, choć niektóre dziewczyny pisały, że u nich ten pędzel wytrzymuje około roku. Ja mam go prawie 2 miesiące, więc jeszcze nie jestem w stanie tego stwierdzić. Pędzel ten zachwycił mnie tym, że naprawdę łatwo namalować nim przyzwoitą kreskę, nawet niewprawną ręką. Dość łatwo go domyć. Na razie żadne włoski nie odstają, ani się nie wysuwają. Długość włosa jest w sam raz, trzonka również. Kosztuje 6,99 zł, więc myślę, że jeżeli wytrzyma faktycznie około roku, być może zakupię kolejny taki sam. trzeba tylko uważać, gdy kupujemy pędzel, bo mogą się trafić na półce takie z nierównym włosiem (tak było, gdy ja kupowałam mój pędzel i wybrałam ten z najbardziej równym włosiem).



Ocena: 4/5

Pędzel syntetyczny kulkowy do blendowania - używam go właśnie do blendowania cieni. Brakowało mi w mojej kolekcji takiej średnich rozmiarów kulki w znalazłam taką właśnie w szafie Essence - do nakładania cienia w wewnętrzny kącik, na dolną powiekę i przyciemniania zewnętrznego "V" służy mi Hakuro H78, natomiast do lekkiego przyciemnienia załamania, czy końcowego rozcierania kolorów służy mi Hakuro H74. Jeden z nich jest duży, drugi mały, więc potrzebowałam jeszcze średniej kuleczki. Tą kuleczką Essence rozcieram granicę cieni aplikowanych na ruchomą powiekę, granicę cieni aplikowanych dolną powiekę, generalnie wszystkie cienie, które nakładam małą kulką. Spisuje się w tej roli świetnie i jestem nim na tyle zachwycona, że prawdopodobnie dokupię jeszcze jedną sztukę, zwłaszcza że pędzel kosztuje 5,99 zł.  Włosie jest naprawdę mięciutkie, nie odkształca się, nie wypada, jest równo przycięte, łatwo je domyć. Ponadto trzeba dodać, że oba pędzelki Essence mają dość krótkie trzonki (krótsze niż pędzle do oczu Hakuro), przez co może trudniej je znaleźć w gąszczu innych pędzli w mojej doniczce, ale za to można je bez problemu zabrać w podróż.


Ocena: 5/5

Miałyście do czynienia z pędzlami Essence? Co o nich myślicie? :)

wtorek, 4 grudnia 2012

Ulubieńcy listopada

Hej :)

Chciałam się dziś podzielić z Wami produktami kosmetycznymi, których w listopadzie używałam najczęściej. Jest tu kilka nowych nabytków i powrót do kilku starych. Jeżeli jesteście ciekawe, zapraszam do czytania :)


Zacznijmy od pielęgnacji:
1. Antybakteryjny żel punktowy Synergen, w który kupiłam jeszcze podczas wakacji z czystej ciekawości. Z początku w niego zwątpiłam, ale w listopadzie jednak postanowiłam znów zacząć go używać, tyle że regularnie i okazało się, że na mnie działa ;)
2. Maseczka odżywcza Dax Perfecta Słodkie migdały i miód - używałam ją w minionym miesiącu dość często. Ma piękny zapach i dodaje skórze witalności.
3. Peeling enzymatyczny Ziaja Ulga - całkiem niezły, chociaż jeżeli chodzi o zapach i odczucie jakie daje na twarzy, wolę peeling enzymatyczny w saszetkach Lirene. Ale w Lirene minusem z kolei są saszetki, w których kosmetyku starcza na kilka użyć i muszę kombinować jak tą otwartą saszetkę przechowywać, żeby zawartość się nie zepsuła. Takich kombinacji naprawdę nie lubię, bo jestem z natury leniwa, więc dzięki temu wygrywa u mnie Ziaja ;) A efekt na buzi obu produktów praktycznie jest taki sam.
4. Krem oliwkowy Ziaja do cery suchej i normalnej - używam go ostatnio często, bo sprawdza się w chłodne dni.

Kolorówka:
5. Puder brązujący w kompakcie Rimmel SunShimmer - zaczęłam do używać od drugiej połowy listopada, ale używam go od tamtej pory praktycznie codziennie - ma delikatny jasny kolor, który subtelnie konturuje twarz, ociepla ją dzięki czemu skóra wygląda zdrowiej, a maleńkie subtelne złote drobinki pięknie rozświetlają twarz i w ogóle nie rzucają się w oczy. Po prostu poezja ;)
6. Maskara MySecret 3in1 - wspaniale wydłuża rzęsy. W życiu bym nie pomyślała, że tusz jest w stanie dać mi aż takie wydłużenie. Mogłaby bardziej pogrubiać, ale to super wydłużenie sprawia, że i tak jestem z niej zadowolona.
7. Szminka Kobo, 105 Velvet Rose - piękny chłodny matowy róż, podobny do koloru moich ust, więc fajnie je podkreśla. Nie podkreśla zmarszczek, nie wysusza. Dla mnie bomba!
8. Puder mineralny transparentny Jadwiga - długo go nie używałam, bo wystarczał mi sam podkład mineralny. Ostatnio niestety, chyba przez zmianę pory roku, strefa "T" mojej twarzy znów ma tendencje do nadmiernego wydzielania sebum, mimo że stosuję na nią lekki krem matujący. Chyba czas zmienić krem. A póki co ratuje mnie przed błyszczeniem ten puder.
9. Cień Catrice 050 The Noble Knights - wspaniały chłodny odcień nude w tonacji perłowej. Świetny do jesiennego nudziaka.
10. Cień MySecret Matt, 519 - jaśniutka kawa z mlekiem wpadająca w szarość - świetny jako cień bazowy i do rozcierania makijaży typu nude.

11. Pędzel kuleczkowy Essence do smokey eye - świetny do blendowania granic cieni. Ma mięciutkie syntetyczne włosie, nie odkształca się, nie łysieje. Odkąd go mam, używam go praktycznie codziennie.
12. Skośny pędzel do eyelinera Essence - świetny do eyelinera, jak i do wykonywania kreski cieniem do powiek. Bardzo precyzyjny. Łatwo się go domywa.

Jakbym miała wybrać jednego jedynego ulubieńca listopada, to chyba zostałby nim tusz My Secret, bo mam za sobą przetestowanych wiele tuszy i żaden nigdy nie zrobił na mnie większego wrażenia. Ostatnio natomiast trafiłam od razu na dwa tusze, które podbiły moje serce - wydłużający My Secret i pogrubiający Wibo, którego używam od kilku dni, więc nie załapał się na listopadowych ulubieńców.

Co sądzicie o moich ulubieńcach listopada? Miałyście styczność z którymś z nich? A jakie są Wasze kosmetyczne odkrycia poprzedniego miesiąca?

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Toaletka po studencku, czyli jak niewielkim kosztem stworzyć domek dla kosmetyków :)

Hej dziewczyny!

Dzisiejsza notka jest czymś w stylu taniego rozwiązania plus "zrób to sam". Zebrało mi się na takiego właśnie posta, ponieważ po powrocie z uczelni chyba ze 2 godziny oklejałam ozdobnym papierem pudełka po butach i robiłam małe przemeblowanie w toaletce, bo miałam dosyć tej wiecznej prowizorki. Można się doczepić, że stan obecny to również prowizorka, ale jeśli tak to na pewno lepsza od poprzedniej. Na razie na nic bardziej bajeranckiego się nie zdecyduję, ponieważ za 2-3 lata zamierzam kupić własne mieszkanie i tam stworzyć prawdziwą kobiecą toaletkę <love> Póki przenoszę się z jednego wynajmowanego mieszkania na drugie, bardziej sprawdza mi się obecne rozwiązanie. Żeby nie przedłużać pokażę Wam efekty mojej dzisiejszej pracy i poopowiadam trochę skąd wzięły się poszczególne elementy i co w nich przechowuję. Zatem jeżeli jesteście ciekawe czytajcie/oglądajcie dalej :)


Tak prezentuje się moja toaletka na dzień dzisiejszy. Mieści się ona na zwykłym drewnianym regale i zajmuje jedną półkę. Regał stoi ok. 2 metry od okna - myślę, że to nienajgorsza odległość, a przynajmniej moim kosmetykom nie powinien tam szkodzić nadmiar światła. 

Wybrałam półkę na wysokości mniej więcej mojej klatki piersiowej po to, żebym nie musiała się co chwilę po coś schylać lub wyciągać ręce jakoś wysoko, czego bardzo nie lubię. Taka wysokość jest dla mnie idealna. Na półce znajdują się przybory do włosów, kosmetyki do makijażu i część kosmetyków do pielęgnacji twarzy. Resztę kosmetyków trzymam w szafie lub w łazience. 

Prawdę mówiąc kolekcja tych kosmetyków, które umieszczam na tej półce rozrosła się ostatnio na tyle, że już ledwie się tam mieszczą i nie wiem czy nie pomyśleć za jakiś czas o organizerze z szufladkami czy czymś takim. Z drugiej strony nie wiem czy się opłaca, bo planuję wyprowadzić się z obecnego mieszkania w lipcu, a być może w kolejnym mieszkaniu będzie więcej miejsca na urządzenie mojej prowizorycznej toaletki.


Do szczebelka dwie półki wyżej od toaletki przywiązałam wstążką małe lustro kupione nie pamiętam już nawet gdzie i kiedy za kilka złotych. Znajduje się ono zatem na wysokości mojej twarzy. Kiedy światło dzienne jest dość dobre lub jestem skazana na sztuczne oświetlenie, właśnie przy tym lustrze wykonuję makijaż. Wczesnym rankiem natomiast, gdy na dworze jest jeszcze nieco szaro, makijaż wykonuję przy oknie korzystając z lusterka z którejś paletki Sleek.


Po lewej stronie półki znajduje się składane pudełko z solidnej tektury, kupione w sklepie typu "Najtaniej na świecie" czy innym chińskim markecie za 6 zł. Jak widać trzymam w nim przybory do włosów typu szczotki, grzebienie, spinki, wsuwki, gumki, klamry, nożyce do cięcia włosów itp. W środku tego głębokiego pudła mam oczywiście wydzielony pojemnik ze spinkami, gumkami i innymi drobnymi rzeczami, więc nie muszę ich specjalnie szukać, ale przyznaję że pudełko jest trochę głębokie i do szczotek się sprawdza, natomiast po drobniejsze przedmioty trzeba w nim trochę nurkować. Na szczęście dzięki mniejszemu pojemnikowi z tego typu rzeczami od razu wiem przynajmniej gdzie sięgnąć ręką, by wziąć daną rzecz. Gdyby nie brak miejsca, obok ustawiłabym po prostu osobne małe pudełko z drobiazgami.

Następne z kolei jest pudełko z kolorówką. Nim się właśnie zajmowałam dziś tyle czasu. Otóż jest to zwykłe pudełko po butach, które okleiłam papierem ozdobnym, takim do pakowania prezentów. Myślę, że całkiem fajnie się to prezentuje. Pomysł wziął się nie tyle z oszczędności, co z tego, że po prostu tak mam, że zostawiam sobie pudełka po butach i przechowuję w nich wiele rzeczy, bo po co je wyrzucać, skoro można z nich zrobić jeszcze użytek. Chciałam tylko, by ładniej się prezentowało, więc zakupiłam papier ozdobny i bawiłam się w domowe DIY. W sumie od zawsze lubiłam zostawiać sobie takie pudełka i oklejać je kolorowym wzorzystym papierem, by urozmaicić wygląd pokoju i zyskać fajne przechowalniki. W środku mieszczą się paletki cieni i kosmetyki kolorowe do twarzy. Znajduje się tam także osobny pojemnik (po maseczce do włosów) ze szminkami ustawionymi numerkami do góry, by szybko chwycić odpowiedni kolor. W pudełku znajduje się też mój ulubiony stary kubek, któremu niestety odpadło ucho. Szkoda mi było go wyrzucać, więc zrobiłam z niego organizer na kredki, tusze, korektory itp. Na tym pudełku znajduje się mniejsze opakowanie w kształcie jakby tacki, nie pamiętam po czym. Je również okleiłam i usztywniłam kawałkiem cienkiego twardego kartonu i trzymam w nim pojedyncze cienie do oczu, bazę pod cienie, pigmenty Kobo i eyeliner. Nie muszę dzięki temu w poszukiwaniu tych rzeczy nurkować w pudełku, bo leżą przecież na nim ;)

Bardziej na prawo znajduje się srebrzysty plastikowy koszyk z produktami do pielęgnacji twarzy. Kupiłam go jakiś czas temu z Netto za ok. 3 zł.

Na prawym skraju półki znajduje się organizer na lakiery do paznokci i inne drobiazgi, za który służy mi wieko od składanego pudełka, w którym są przybory do włosów. Chodziło mi o dość niski przechowalnik, by móc szybko znaleźć konkretny lakier.

Za lakierami znajdują się pędzle (chwilowo brudne :P), które przechowuję w białej ceramicznej doniczce. Dla urozmaicenia obwiązałam ją sobie kawałkiem ładnego sznurka i pomiędzy sploty wcisnęłam czerwone piórko.

Widzicie zatem jak wygląda moja "toaletka". W sporej części jest to wynikiem tego, że lubię od czasu do czasu uruchomić kreatywność i zrobić coś własnymi rękami, zamiast iść do sklepu. Ale gdy w sklepie trafi się jakaś okazja, też czasem korzystam :)

Co myślicie o takiej organizacji kosmetyków? Jak wygląda organizacja Waszych centrów dowodzenia? :)

niedziela, 2 grudnia 2012

TAG: Ile warta jest Twoja twarz?

Witajcie :)

Ostatnio na kilku blogach natknęłam się na tag "Ile warta jest Twoja twarz?". Postanowiłam, że ja również na niego odpowiem. Tag polega na tym, że wymieniamy kosmetyki, których używamy do codziennego makijażu twarzy oraz ich ceny, po czym sumujemy wartość wszystkich kosmetyków i wiemy już ile warta jest nasza twarz ;)



U mnie kosmetyki do makijażu używane na co dzień co jakiś czas się zmieniają, ale zamieszczę wykaz tych, które używam aktualnie oraz wersji opcjonalnych, gdy na makijaż mam więcej czasu.

Wersja podstawowa (szybki codzienny makijaż):
1. Podkład Annabelle Minerals - 50 zł
2. Korektor w sztyfcie MissSporty - ok. 10 zł
3. Korektor w płynie MissSporty - ok. 11 zł
4. Bronzer Rimmel Bronzing Compact Powder Light Shimmer - ok. 27 zł
5. Róż do policzków Catrice - ok. 15 zł
6. Kredka do brwi Catrice - ok. 11 zł
7. Szminka Maybelline Hydra Extreme, Natural Rosewood - ok. 10 zł
8. Puder mineralny transparentny Jadwiga - ok. 25 zł
9. Tusz do rzęs Wibo Extreme Lashes - ok. 9 zł
10. Cielista kredka Essence Ready For Boarding - ok. 8 zł
11. Brązowy cień z którejś z paletek Sleek (na zdjęciu przykładowo umieściłam Darks) do przyciemnienia górnej linii rzęs - ok. 3 zł (tyle mniej więcej wychodzi za jeden cień Sleek, bo raczej bez sensu jest tu liczyć całą paletkę).



Razem: ok. 179 zł

Wersja rozszerzona:
1. Rozświetlacz Essence Wild Craft - ok. 12 zł
2. Baza pod makijaż Kobo - ok. 17 zł
3. Cień My Secret Matt nr 519 (szarawy jasny brąz/beż) - 7,99 zł
4. Cień Catrice, The Noble Knights - 7,99 zł (cena na wyprzedaży)
5. Eyeliner żelowy Essence, Midnight in Paris - ok. 12 zł.



Razem z wersją podstawową: 236 zł

A ile warte są Wasze twarze? :) Taguję wszystkie dziewczyny, które mają ochotę napisać tego typu notkę.

sobota, 1 grudnia 2012

Drugi listopadowy haul zakupowy

Cześć :)

Mam na imię Kasia i jestem kosmetykoholiczką :P Do końca miesiąca miałam nic nie kupować, bo czekałam na stypendium, oszczędzałam na nową pralkę i takie tam, ale jak zobaczyłam obniżkę na całą rossmannowską kolorówkę aż o 40% nie wytrzymałam. Przy okazji po drodze było Hebe - wiecie jak to jest ;) Mam teraz tyle skarbów, że głowa mała - i to niemal wszystko po okazyjnych cenach ;) A będę mieć ich jeszcze więcej, bo wreszcie spotkałam się w moją konsultantką Avon w jakimś sensownym terminie i dała mi katalog. Nie zamawiałam nic w Avonie od stycznia, więc rzeczy z tej marki, które lubię już mi się powoli kończą, część już się zdenkowała, więc od razu zrobiłam zamówienie na ok. 100 zł. Ale o tym zamówieniu coś więcej napiszę kiedy indziej, bo będę mieć te rzeczy dopiero za ok. 2 tygodnie. Przy okazji napiszę Wam wtedy post o tym, które kosmetyki Avonu lubię i moim zdaniem warto je kupować, bo w czasach, gdy byłam konsultantką naprawdę sporo tego przetestowałam. W drodze do mnie jest także zamówiony na Allegro podkład Bourjois 123 (to był akurat planowany zakup) i dwa testery poczwórnych cieni Maybelline. O tym też innym razem.

Przejdźmy zatem do właściwej części dzisiejszej notki, czyli zakupów robionych przeze mnie w drugiej połowie listopada.


Zacznijmy od pielęgnacji:
Zakupiłam w Hebe świąteczny zestaw kosmetyków Farmony z serii Sweet Secret. Kończy mi się akurat balsam o zapachu bzu i z racji tego że jest już naprawdę zimno za oknem, chciałam go wymienić na nieco słodszy zapach. Mój wybór padł na słodkie trufle i migdały. Zestaw jest zapakowany w niezbyt podarunkowe moim zdaniem pudełko - ot taki zwyklak. Nie pokażę Wam tego pudełka, bo od razu po przyjściu do domu je wyrzuciłam :P Zestaw słodkie trufle i migdały zawiera peeling do ciała i balsam do ciała. Zdążyłam go już trochę wypróbować - peeling ma naprawdę intensywny zapach, pewnie dlatego że się go spłukuje. Balsam pachnie tak samo, ale nieco delikatniej, ładnie podtrzymuje zapach peelingu. Mój chłopak twierdzi, że po użyciu tego zestawu, kiedy wychodzę z łazienki czuć ten słodki zapach z daleka ;) Do wyboru był jeszcze zestaw czekolada i pistacja, który zawiera żel pod prysznic i masło do ciała. Cena promocyjna zestawu bez karty Hebe to 19,99 zł, a z kartą 16,99 zł, czyli według mnie naprawdę przystępna, bo zapach jest boski. Promocja trwa do 24 grudnia.

Postanowiłam też wypróbować płyn miceralny Ziaja ulga, gdyż podpasował mi już peeling enzymatyczny z tej serii. Cena płynu to 8,99 zł. Kupiłam też już któreś z kolei opakowanie płynu dwufazowego do demakijażu Ziaja. Zastanawiałam się co prawda nad Bielendą, ale na Ziaję była promocja i kosztowała 4,49 zł, więc kupiłam ją ponownie, bo w zasadzie jestem z tego płynu dość zadowolona.

W Hebe za 6,99 zł kupiłam w promocji Carmex w słoiczku. Teraz Hebe ma promocję na wszystkie Carmexy. Ja swojego jeszcze nie otwierałam - leży sobie w zapasie i pewnie dopiero gdzieś w środku zimy zacznę go używać. Wybrałam słoiczek, bo słyszałam, że balsamy Carmex w słoiczku są skuteczniejsze niż w tubce.

Również w Hebe zakupiłam maseczkę Dax Perfecta słodkie migdały i miód w cenie 1,69 zł. Jest to ponowny zakup - bardzo polubiłam tę maseczkę. Ma piękny zapach i fajnie odżywia skórę. Postanowiłam wypróbować także serum i koncentrat Bielendy do cery dojrzałej i suchej, by ją nawilżyć i odżywić. Produkt zawiera koenzym Q10 i kwas hialuronowy, który powinien spłycać zmarszczki mimiczne, a wiecie zapewne, że borykam się ze zmarszczkami mimicznymi na czole. Cena ok. 3 zł.

Przejdźmy teraz do kolorówki:
Mamy tutaj cztery produkty. Króluje oczywiście wyprzedaż z Rossmanna.

W Hebe za 14,99 zł kupiłam róż Cartice Defining Blush w kolorze Rosewood Forest. Od dawna się na niego czaiłam ;) Kolor jest piękny - moim zdaniem to średni róż zmieszany z beżem, przez co daje efekt jakby chłodniej brzoskwini (?). Ale nie jestem pewna, bo w określaniu kolorów róży nie jestem zbyt dobra. Jedno jest pewne - jest to kolor dość nieoczywisty. Gdy użyłam go pierwszy raz byłam w ciężkim szoku, bo pigmentacja jest zabójcza - trzeba się z nim bardzo delikatnie obchodzić, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Na dowód zamieszczam swatch:


Poszukiwałam w Rossmanie fajnego niedrogiego bronzera w jasnym niezbyt ciepłym kolorze. I znalazłam:
Jest to Rimmel Bronzing Compact Powder w kolorze Light Shimmer. Wolę co prawda nieco chłodniejsze odcienie, ale w polskich sklepach kosmetycznych trudno coś takiego znaleźć. Ponadto wszystkie wersje matowe były już wykupione i dlatego zdecydowałam się na wersję Shimmer z delikatnymi złotymi drobinkami. Mimo wszystko zakupiłam, bo ujął mnie ten kolor. W sumie nie żałuję tego zakupu, bo bronzer z racji jasnego koloru i średniej pigmentacji delikatnie konturuje twarz, a tego właśnie oczekiwałam.

Ciepły odcień nadaje twarzy zdrowszy koloryt, a drobinki są dobrze zmielone, delikatne i nienachalne, więc ładne rozświetlają twarz bez efektu bombki. Myślę, że kosmetyk ten będzie też świetny na lato do przybrązawiania większych partii twarzy i ciała. Cena po upuście: 15,59 zł, cena regularna: ok. 27-28 zł. Waga: 11 g.

Szminka Wibo Eliksir w kolorze 09, czyli śliwkowym. Pigmentacja jest średnia, więc na ustach nie otrzymujemy kryjącej śliwki, tylko kolor półtransparentny. 


Trochę szkoda, ale mimo wszystko pasuje do wielu makijaży na imprezę, w których stawiamy na subtelny makijaż oka. Po przyciśnięciu ust do chusteczki otrzymamy natomiast efekt bardziej dzienny - jakbyśmy usta posmarowały owocami leśnymi - dla mnie super, bo uwielbiam takie kolory ;) Cena po upuście 5,19 zł, regularna ok. 9 zł.

Korzystając z Rossmannowskiej obniżki nie mogłam także przejść obojętnie obok słynnego tuszu Wibo Extreme Lashes Volume Mascara. Za 8 ml zapłaciłam 5,49 zł. Cena regularna to ok. 9 zł. A tak wygląda on na moich rzęsach:
Jedna warstwa (w sumie po kilku godzinach noszenia)

Dwie warstwy
Wstępnie jestem z niego zadowolona, ale jeszcze jakiś czas go postestuję, zanim napiszę recenzję.

Czaiłam się jeszcze na podkład Bourjois 123, bo za 30 zł, to nic tylko brać, ale niestety mój odcień zdążył zniknąć z półek zanim pojawiłam się w Rossmannie, dlatego zdecydowałam się zamówić ten podklad na Allegro.

No i na koniec kosmetyki do paznokci:
Zakupiona w Hebe słynna odżywka Eveline SOS (cena 10,99 zł). I zakupione w Rossmanie lakiery Wibo: Extreme Nails w kolorze ne 177 (myślałam, że będzie malinowy, ale jest bardziej wiśniowy, cena po upuście ok. 3,40 zł, regularna 5,99 zł) i Express Growth nr 350 (jasny ciepły róż typu nude, cena po upuście 2,99 zł, reguolarna 4,99 zł).

I to już wszystkie moje zakupy ostatnich dwóch tygodni. W zasadzie ze względu na promocję w Rossie, która trwała do środy, powinnam pewnie napisać go nieco szybciej, ale musicie mi to wybaczyć, bo przez ostatnie kilka dni walczyłam z gorączką i zapaleniem zatok, więc nie byłam w stanie normalnie funkcjonować.

Piszcie, jeśli podpatrzyłyście w tym poście coś interesującego lub jeśli macie jakieś pytania. Ciekawa jestem czy również skorzystałyście z promocji w Rossmannie i co zakupiłyście :)