niedziela, 30 czerwca 2013

Ulubieńcy czerwca

Hej :)

Dziś ostatni dzień miesiąca, więc nadszedł czas na ulubieńców. Sporo kosmetyków z poprzednich ulubieńców się u mnie powtarza, więc żeby Was nie zanudzać, postanowiłam że zrobię podział i na początku notki zamieszczę listę ulubieńców z poprzedniego miesiąca, którzy powtórzyli się u mnie w czerwcu. Jeżeli któregoś z nich nie kojarzycie, odsyłam do notki z ulubieńcami maja, która znajduje się TUTAJ.



Lista ulubieńców opisywanych w maju


Szampon Babydream - osobna recenzja TUTAJ.
Duet szampon i maseczka do włosów L'Biotica Biovax Naturalne Oleje - recenzja za kilka dni.
Żel miceralny do mycia twarzy BeBeauty - osobna recenzja była we wczorajszym poście.
Peeling szafirowy Yoskine.
Płyn dwufazowy do demakijażu Bielenda Bawełna.
Lekki krem nagietkowy Sylveco.
Korektor Collection 2000 1 Fair - recenzja na dniach.
Kredka do brwi Catrice, 020 Date With Ash-ton - również recenzja na dniach (wiem, że od dawna ją Wam obiecuję, raz już nawet zrobiłam zdjęcia, ale światło było kiepskie i za bardzo nie wyszły :/).
Lakier do paznokci Joko Colour Of Luxury J169 Perfect Blue - recenzja na dniach.


piątek, 28 czerwca 2013

Lakier Essie nr 11: Not Just A Pretty Face

Hej :)

Z racji tego, że pozazdrościłam ostatnio obronionym kolegom i koleżankom, postanowiłam przysiąść trochę do magisterki i do końca przyszłego tygodnia napisać pierwszy rozdział. W związku z tym dzisiaj taki szybki post (zwłaszcza że wyjeżdżam na weekend i muszę jeszcze napisać coś dla Was na jutro i pojutrze, co by Was za mocno nie zaniedbywać :D).

Przedstawiam Wam zatem lakier do paznokci Essie nr 11 Not Just A Pretty Face. Zakupiłam go ponad miesiąc temu i byłam wtedy oczarowana tym kolorem, gdyż liczyłam na dobrze kryjący nudowo-różowy lakier. Czy spełnił moje oczekiwania? Zobaczcie w dalszej części posta ;)



czwartek, 27 czerwca 2013

Szampon Babydream - mój HIT!

Hej :)

Trochę ostatnio zaniedbuję bloga, ale wszystko przez to, że sporo się u mnie dzieje. Przez ostatnie 2 tygodnie uczęszczałam na praktyki do sądu (jutro już ostatni dzień, chociaż trochę szkoda, bo dopiero zaczęłam się rozkręcać a to już koniec :P). Jednocześnie robiłam ostatnie poprawki w pracy licencjackiej. Do tego poszukuję jakiejś sensownej pracy, najlepiej w wyuczonym zawodzie (chociaż zdaję sobie sprawę, że takowa nieprędko może się trafić, no ale warto walczyć o spełnienie marzeń), więc piszę listy motywacyjne, kompletuję dokumenty itp. Przygotowuję się jeszcze do ostatnich zaliczeń na moim licencjackim kierunku - jeszcze tylko zostało mi zaległe zaliczenie z angielskiego :D No i muszę wreszcie wziąć się za moją pracę magisterską, którą i tak będę bronić z przedłużenia (niestety nie jestem jakimś Supermenem i dla mnie wolontariat, praktyki, kurs prawa jazy i dwa kierunki są niemożliwe do pogodzenia z napisaniem dwóch prac dyplomowych w ciągu roku, więc na początek skupiłam się na licencjacie, a magisterkę napiszę na jesień). Nie wiem po co Wam to wszystko piszę - po musiałam chyba po prostu to z siebie wyrzucić. Trochę mi żal aż takiego poślizgu z tą magisterką, jak widzę że większość moich znajomych już jest po obronie i chwali się zdjęciami na Facebook'u.



To tyle z mojego marudzenia. A teraz czas na recenzję mojego KWC, czyli szamponu Babydream. Pierwszy raz miałam z nim styczność rok temu. Zakupiłam go wtedy z myślą o praniu pędzli. Sprawdzał się w tym świetnie. Jest bardzo delikatny, nie wysusza włosia, a przy tym dobrze je dopiera. Aktualnie nadal go używam, ale jedynie do mycia pędzli z włosia naturalnego - do syntetyków wystarcza mydełko Protex (które naturalne włosie może wysuszać), więc szkoda mi marnować mojego ukochanego szamponu (który ostatnio podrożał) do prania wszystkich pędzli.

Szersze zastosowanie szampon ten znalazł u mnie od stycznia, czyli od momentu, kiedy przestawiłam się na łagodniejszą pielęgnację włosów. Stosowałam go wówczas tylko do zmywania olejów z włosów, gdyż zależało mi, by używać do tego celu szamponu, który dobrze domywa, a jednocześnie nie zawiera silikonów, SLS, SLES i innych badziewi w składzie. Tutaj szampon również sprawdził się znakomicie.

Długo bałam się używać go do codziennej pielęgnacji włosów. Wydawało mi się, że skoro to szampon dla dzieci, do tego bez silikonów, to na pewno zrobi z moich włosów siano. Mniej więcej w lutym lub marcu coś mnie jednak podkusiło i zaryzykowałam. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Włosy są dobrze domyte, delikatne, mniej się plączą i nie ma efektu siana. Jednak moje włosy są na tyle suche, że zwykle przy co drugim myciu (czasem nawet częściej) jako pierwszy aplikuję na włosy Babydream, a po spłukaniu go nakładam jeszcze jakiś nawilżający szampon L'Biotica Biovax. W efekcie włosy nie są tak oklapnięte, jak w przypadku użycia samego Biovaxu, a dzięki Biovaxowi właśnie są dobrze nawilżone i dociążone. Szampony te stanowią więc u mnie świetny duet.

Dla ciekawych zamieszczam skład szamponu Babydream:


Co do spraw technicznych, to opakowanie jest bardzo przyjemne dla oka (uwielbiam te wytłoczone motylki :D) - niebieskie, proste i o to chodzi ;) Zakrętka otwiera się na klik. Z zaworka nic nie wycieka i nie rozlewa się po całej klapce nakrętki, no chyba, że naciśniemy butelkę w celu wydobycia szamponu.



Sam szampon ma odpowiednią konsystencję, delikatny i neutralny zapach. Niestety nie pieni się zbyt dobrze, co wpływa na obniżenie jego wydajności i to jest w zasadzie jego jedyny minus. Jedna butelka tego szamponu wystarcza mi na około miesiąc (a używam go aktualnie do mycia niektórych pędzli i do codziennej pielęgnacji włosów).

Cena: 4,99 zł/250 ml w Rossmannie

Ocena: 4,5/5 (obniżam ocenę za wydajność poniżej przeciętnej)

Lubicie kosmetyki Babydream lub kosmetyki dla dzieci innych marek? Miałyście styczność z tym szamponem? :)


poniedziałek, 24 czerwca 2013

niedziela, 23 czerwca 2013

Olejek do ciała Alterra Migdał i Papaja

Witajcie :)

Wczoraj już wspomniałam Wam, że chyba mam sklerozę :P Jednak nie jest to już hipoteza, bo zapomniałam o tym, że w projekcie denko obiecałam Wam recenzję olejku do ciała Alterra Migdał i Papaja ;) Chyba zacznę sobie zapisywać w notatkach na pulpicie co mam w pierwszej kolejności recenzować... No ale już bez owijania w bawełnę. Przedstawiam Wam mojego ulubieńca, który skończył mi się prawie miesiąc temu, czyli olejek do ciała Alterra, który znajduje u mnie szerokie zastosowanie. Jeżeli jesteście ciekawe kolejnej w blogosferze recenzji tego olejku, zapraszam po czytania :)

Żel pod prysznic Joanna Sweet Fantasy Kokos

Hej :)

Dzisiaj parę słów o produkcie, który bardzo mnie zawiódł, czyli żelu pod prysznic Joanna Sweet Fantasy o zapachu kokosowym.


Kupiłam go jeszcze zimą, kiedy miałam wielką fazę na kokosowy zapach. W Biedronce zapłaciłam za niego 5,99 zł. Niestety nie jest wart tej ceny - za te pieniądze jestem w stanie kupić coś dużo lepszego.


Jedyne co mi się w tym żelu podoba to opakowanie - przezroczysta butelka z nadrukiem. Bardzo ładnie wygląda na półce łazienkowej. Do tego ma praktyczną pompkę, która się nie zacina.

Jeśli chodzi o sam żel, to jest on dość rzadki, ale niezbyt lejący się. Zapach jest sztuczny, dla mnie pachnie jak stare wiórki kokosowe z dodatkiem chemii :/ Szkoda, bo liczyłam na zapach słodkiego kokosa - taki lubię najbardziej. Żel słabo się pieni. Zapach ie utrzymuje się na skórze po wyjściu spod prysznica. A najgorsze w nim jest to, że strasznie wysusza mi skórę! Myślałam, że może ta skóra jest taka sucha po przeprowadzce do mieszkania, gdzie jest bardziej suche powietrze, ale postanowiłam przeprowadzić eksperyment i zmienić żel pod prysznic. Problem ze skórą wysuszoną na wiór i swędzącą przeszedł jak ręką odjął!

Wysuszanie skóry przesądziło ostatecznie o tym, że nie kupię tego żelu ponownie i nie zdecyduję się na zakup innego żelu z tej serii. Aktualnie używam go jako mydła do rąk, bo nie lubię marnotrawstwa. Na szczęście w roli mydła do rąk się sprawdza.

Gdybyście kiedyś widziały ten żel na półce promocyjnej w Biedronce, stanowczo Wam go odradzam. Idźcie lepiej do Rossmanna po Isanę Med z olejkiem pomarańczowym - cena podobna, a wyjdziecie na tym dużo lepiej.

Szkoda, że po raz kolejny Joanna mnie zawiodła. Widocznie spośród ich produktów warte uwagi są tylko farby do włosów i seria Z Apteczki Babuni...

Ocena: 1/5

Używałyście żeli pod prysznic Joanny? A może preferujecie inne żele za niewielkie pieniądze?


sobota, 22 czerwca 2013

Wiosenne zakupy biżuterii, dodatków i gadżetów

Hej :)

Mój zakupoholizm na szczęście dotyczy tylko kosmetyków i jeśli chodzi o inne dziedziny, to zakupy są znacznie rzadsze i mniejsze - cóż, blogerki urodowe często tak mają ;) W ciągu ostatnich 2 miesięcy musiałam jednak poczynić zakupy, zwłaszcza dodatków. Skusiłam się też na kilka mniej potrzebnych rzeczy, które akurat mi się spodobały. Jeżeli jesteście ciekawe jakie niekosmetyczne zakupy mi się zdarzają, zapraszam do oglądania dalszej części posta :)

Biżuteria z hurtowni Katherine


Trafiłam na nią dzięki Blance z bloga Mój Zakupoholizm, która organizowała większe zbiorowe zamówienie, do którego postanowiłam się przyłączyć. Nie pamiętam cen poszczególnych produktów. Łącznie wydałam na nie ok. 30 zł (postanowiłam nie szaleć, bo to moje pierwsze zamówienie w tej hurtowni i chciałam wypróbować czy ta biżuteria jakościowo będzie mi odpowiadać). Poniżej przedstawiam poszczególne zakupy.


Pozłacany naszyjnik w kształcie kołnierzyka. Od dawna chciałam mieć coś takiego, jednak ceny sklepowe mnie trochę odstraszały, zwłaszcza że nie byłam pewna czy często będę coś takiego nosić.


Posrebrzana nausznica w kształcie listków. Trochę się obawiałam czy dam radę ją założyć na moje spore ucho (z tego powodu nigdy nie kupowałam nausznic), ale wystarczyło trochę odgiąć ten półokrągły kawałek metalu i się udało. Nie wiem tylko czy to będzie wygodne w noszeniu na dłuższą metę :P


Małe słodziutkie kolczyki w kształcie kokardek. Dyskretne, delikatne i mają w sobie to coś :)


Kolczyki perełkami i ze srebrnymi różami wysadzanymi drobnymi cyrkoniami. Bardzo eleganckie, może nawet założę je na jakieś wesele :)


Kwiatki w kolorze pudrowego różu, dość duże jak na wkrętki, o czym możecie się przekonać na zdjęciu poniżej.


Moim zdaniem na uszach wygląda rewelacyjnie :D

Gadżety i dodatki


Torebka z Zary. Kupiłam ją dzisiaj. Potrzebowałam już nowej torebki, bo stara jest mocno zdezelowana i wstyd mi było z nią chodzić :P Chodziłam po różnych sklepach w centrum handlowym i nic mi się nie podobało. W końcu wpadłam na to, że przecież od wczoraj trwa wyprzedaż w Zarze, więc zajrzałam tam z nadzieję, że może coś mi się spodoba i nie będzie drogie.
Najbardziej podobała mi się inna torebka, jednak kosztowała 299 zł i nie było na nią przeceny. Zdecydowałam się w końcu na ogromną czarną torbę, bardzo pakowną, bardzo mocną, z krótkimi rączkami i długim paskiem na ramię. Ma ona fason jakby ściętego tulipana. Zastanawiałam się czy nie jest za szeroka no i czy te rączki będą dla mnie wygodne, jednak była to jedyna torebka z tych na które mnie stać, która zachwyciła mnie solidnym wykonaniem i eleganckim wyglądem.
Zapłaciłam 129 zł (zamiast 169 zł).


Szpilki Graceland z Deichmann. Kupowałam je jeszcze w maju. Moje poprzednie szpilki pamiętają czasy mojej studniówki, które odbyła się ponad 5 lat temu, więc nastała już pora wymiany :D
Oczywiście zdecydowałam się na bardzo prosty i klasyczny fason - w ubiorze jestem zwykle minimalistką i lubię iść w prostotę i klasykę. Może niektórym te szpilki wydadzą się bardziej odpowiednie dla pań po 30tce czy 40tce, ale mnie naprawdę się podobają, a do tego są mega wygodne mimo około 8-centymetrowego obcasu.
Koszt: 59 zł.


Wypełniacz do koka w kolorze brązowym. Zakupiony w H&M za 9,99 zł. Bardzo przydatne akcesorium, zwłaszcza na lato, gdy chcemy upiąć wysokiego koka dla ochłody. Mnie denerwowało w moich włosach po ich przerzedzeniu, że wychodzi z nich taki malutki koczek. Z wypełniaczem kok wygląda dużo okazalej :)


Blaszki marki Cuccini do robienia wzorów na kawie. Do kupienia w Empiku, gdzie aktualnie trwa wyprzedaż tej marki. Ja za te blaszki dałam 4,50 zł, więc żal było nie brać, zwłaszcza że jestem kawoszem i lubię sobie urozmaicać ten rytuał. Swoją drogą warto się wybrać na tę wyprzedaż do Empiku, bo sporo ładnych rzeczy można tam teraz kupić za niewielkie pieniądze.

Spodobało Wam się coś? :)


Przedodwykowe zakupy, zdobycze + Certyfikat Rzetelnej Blogerki Uroda i Zdrowie

Hej :)

Chwilę mnie tu nie było. Było to spowodowane dokańczaniem pracy licencjackiej. Dzisiaj siedziałam do rana nad ostatnimi poprawkami, ale i tak jestem przeszczęśliwa, bo moja promotorka ostatecznie zaakceptowała to co stworzyłam :D

Jako że jestem trochę zdezelowana, ale nie chcę dłużej zaniedbywać bloga, dziś mam dla Was dwa luźne posty o zakupach, zdobyczach itp. Obiecałam Wam zaczynając akcję odwykową (którą możecie śledzić w zakładce "30-dniowy odwyk zakupowy"), że zamieszczę tutaj zakupy sprzed 10 czerwca, jak już otrzymam wszystkie paczki. No to zaczynamy!

Zakupy


W Rossmannie kupiłam żel pod prysznic z olejkiem Isana Med. Skusił mnie brak SLS i właściwości nawilżające. Używam go już prawie 3 tygodnie i jestem pewna, że trafi do moich ulubieńców (no chyba, że jakimś cudem znajdę coś lepszego). Koszt 5,79 zł, jeśli mnie pamięć nie myli. Dokupiłam też szampon Babydream, bo poprzedni się skończył. Używam go od roku, więc jego zakup nie jest żadnym zaskoczeniem ;) Koszt 4,99 zł. Dalej mamy oliwkę Babydream, którą zakupiłam głównie w celu olejowania włosów, ale do ciała też jej czasem używam. Koszt to ok. 6 zł. Również do olejowania włosów i sporadycznego nacierania ciała kupiłam olejek antycellulitowy Alterra Pomarańcza i Brzoza. W promocji kosztował 18,99 zł. I to już koniec Rossmanna.

W sklepie Urodomania zamówiłam bronzer W7 Honolulu, przed którym długo się wzbraniałam, bo bałam się, że będzie za ciemny. No ale w końcu mnie namówiłyście :D Zakupu nie żałuję, bo do konturowania jest idealny, moim zdaniem nawet lepszy niż słynna Hoola Benefit. Koszt 14,50 zł. Kolejnym zakupem była paletka róży Sleek Sweet Cheeks z Candy Collection. Jakieś 2 tygodnie temu publikowałam jej swatche, a w wyzwaniu "7 dni - 7 makijaży" miałyście okazję zobaczyć ją w akcji :) Koszt 46,90 zł. Kupiłam też drugi egzemplarz pędzla do rozcierania Hakuro H79 (16,50 zł) oraz pędzel do konturowania Hauro H14 (ok. 35 zł).

Odebrałam niedawno również zamówienie z Avonu. Kupiłam jedynie dwie kredki żelowe SuperShock w kolorach Golden Fawn i Black. Koszt 16,99 zł za sztukę.

Na początku czerwca robiłam też zakupy w Sephorze, ale o nich była już odrębna notka, więc nie będę się powtarzać.

W ogóle w zdobyczach majowych zapomniałam Wam napisać, że udało mi się upolować na Allegro dwa róże, do których wzdychałam od jakiegoś czasu, ale przegapiłam dobry moment, by je kupić - na szczęście pod koniec maja udało mi się upolować oba :D Chodzi o róż Essence z LE Zmierzch oraz róż Kryolan dla GlossyBox. Niestety sklerotyczka ze mnie i chociaż mi się przypomniało o ich kupnie, to zapomniałam je dla Was sfotografować. Zapewniam jednak, że będziecie miały jeszcze okazję zobaczyć je na moim blogu ;)

Prezenty ze spotkania blogerek w Bydgoszczy


Nie zamieszczałam ich w notce o spotkaniu, bo byłam wtedy zabiegana i jakoś nie miałam energii, żeby zebrać to wszystko i strzelić fotkę. Mamy tutaj kosmetyki do golenia i depilacji Joanna Sensual, z których się bardzo cieszę, bo miałam już kiedyś okazji je używać i dobrze je wspominam. Dostałam też cztery maseczki Philomax. Nie miałam nigdy styczności z tą marką i jestem fanką maseczek L'Biotica, ale skoro te maseczki już do mnie trafiły, z pewnością je wypróbuję jak zużyję Biovaxy. Są to miniatury, więc będą fajne go una wyjazdy :) Marka Eveline obdarzyła nas peelingiem i serum antycellulitowym, dwoma nowymi balsamami nawilżającymi, kremem nawilżającym do twarzy i nawilżającym kremem BB, który możecie wygrać w moim konkursie (nie będę go używać, bo mam w tej chwili kilka otwartych podkładów).

Przesyłka od Klubu Recenzentki Adidas


Przyszła do mnie wczoraj, ale skoro teraz piszę posta i akurat o niej pamiętam, to zamieszczam ją tutaj (w końcu do zakładki odwykowej jej nie wrzucę, bo tego nie kupowałam). W przesyłce znalazł się żel pod prysznic dla kobiet Adidas Happy, który otrzymałam do testów dzięki portalowi Wizaż. Zupełnie zapomniałam, że zgłaszałam się do tych testów i nie wiedziałam, że się zakwalifikowałam, więc zdziwiła mnie ta przesyłka, zwłaszcza że paczka była spora i nie miałam pojęcia co może być w środku :P

Certyfikat Rzetelnej Blogerki portalu Uroda i Zdrowie

Nie ma to jak zakrywać nazwisko zapalniczką - nowoczesna technologia cenzury :P
Moja skleroza jest naprawdę mocno zaawansowana, bo przesyłkę tą otrzymałam jeszcze w maju. No ale dobrze, że chociaż teraz sobie o niej przypomniałam ;) Bardzo się cieszę z tego certyfikatu, bo jest to dowód uznania dla tego co robię. Poza dyplomem dostałam jeszcze masło do ciała Bielenda Granat, które z chęcią zużyję (prędzej czy później, raczej później, bo mam aktualnie chyba roczny zapas mazideł do ciała i nie chcę niepotrzebnie otwierać tego masła teraz). Miałam już kiedyś próbkę tego specyfiku i wydawał się całkiem przyjemny.

I to już są wszystkie zdobycze z okresu do 9 czerwca. Zaraz biorę się za pisanie posta o zakupach biżuterii, dodatków i gadżetów, więc jeśli jesteście ciekawe, zapraszam do czytania.

Pochwalcie się co Wam ostatnio wpadło do kosmetyczek :)


środa, 19 czerwca 2013

Recenzja zestawu 3 pędzli Sunshade Minerals

Hej :)

Przychodzę do Was wreszcie z recenzją 3 pędzli do mineralnego makijażu twarzy marki Sunshade Minerals, której właścicielem jest Lancrone. Zwlekałam z tą recenzją dość długo, bo nie da się zrobić rzetelnej recenzji pędzli po jednym, dwóch cy trzech miesiącach używania. Ja swojego zestawu używam już pół roku i uważam, że to dobry moment, by wreszcie trochę Wam o nich opowiedzieć. Jeżeli jesteście ciekawe jak się sprawują, zapraszam do dalszej części notki :)


poniedziałek, 17 czerwca 2013

Regenerujący krem do rzęs L'Biotica

Hej :)

Dzisiaj kilka słów o moim ulubieńcu, czyli regenerującym kremie do rzęs L'Biotica. Krem ten jest zalecany dla pań korzystających z tuszu do rzęs lub doklejajacych sztuczne rzęsy, dla pań mających krótkie lub rzadkie rzęsy lub dla pań z wypadającymi rzęsami. A że ja kwalifikuję się przynajmniej na pierwsze dwa przypadki, to postanowiłam ten krem wypróbować, zwłaszcza że jest niedrogi i wydajny. Ciekawe działania? Zapraszam do czytania :)

niedziela, 16 czerwca 2013

7 dni - 7 makijaży: jak mi poszło...

Hej :)

Dzisiaj przychodzę do Was z długaśną notką, w której zaprezentuję Wam moje makijaże z ostatnich 7 dni. Sama nie wierzę, że dałam radę, bo gdy człowiek nie dosypia z powodu pisania pracy licencjackiej to nie zawsze chce mu się do tego wcześniej wstać, żeby jakoś fajniej się pomalować. Z jednych makijaży jestem bardziej zadowolona, z innych mniej, ale ogólnie rzecz biorąc cieszę się, że się nie poddałam i chyba zacznę częściej wstawać wcześniej, żeby się staranniej umalować :D Akcja ta zachęciła mnie też do eksperymentów, dlatego nie każdy makijaż jest szczególnie udany, gdyż często eksperymentowałam. Przy okazji starałam się codziennie stosować dość różnorodne kosmetyki (ich zdjęcia i opisy zamieszczam poniżej).

Od razu proszę Was także o wyrozumiałość, np. w przypadku nieuczesanych włosów, bo zwykle się czeszę po makijażu ;) Na zdjęciach widać też trochę moich niedoskonałości (zbliżają mi się pewne dni i hormony dały o sobie znać) i nie tuszowałam ich jakoś mocno, bo na co dzień po prostu tak nie robię (porządnie tuszuję wszystko przed większymi wyjściami). Musicie mi też wybaczyć różną jakość zdjęć - niektóre były robione jedną ręką w pośpiechu tuż przed wyjściem :P No i proszę o nie nabijanie się z mojej zdezelowanej piątkowej facjaty :P - ostro wtedy nie dospałam i spuchły mi powieki, dlatego te oczy wyglądają na totalnie wymęczone, w ogóle nie wiem jakim cudem dałam radę zrobić na nich jakiś makijaż :P

Postaram się Wam wypisać jakich mniej więcej cieni używałam, jednak nie robiłam notatek codziennie (w ogóle ich nie robiłam - opieram się tylko na zdjęciach kosmetyków i makijażu), więc czasami mogę dokładnie nie pamiętać czego z danej palety użyłam.

Tyle wyjaśnień - zapraszam do oglądania :)

Poniedziałek



Postawiłam na neutralny makijaż oka w brązach i beżach (paleta Au Naturel i NYX One night in Morocco) z fioletową kreską, wykonaną wodoodporną kredką Sephory w kolorze fioletowym. Twarz opaliłam bronzerem, nałożyłam też odrobinę dość ciepłego, jednak subtelnego różu i zestawiłam z tym szminkę Rimmel by Kate nr 102.

- mineralny puder trasparentny do skóry tłustej i mieszanej Jadwiga
- cień rozświetlajacy z paletki Avon Pink Sands - na szczytach kości policzkowych
- paleta NYX One Night In Morocco, cienie: ecru i beż
- paleta Sleek Au Natuel
- paleta Sleek Darks: fiolet - do roztarcia kreski
- mineralne duo brązujące Alverde
- podkład Maybelline Affinitone, Opal Rose
- korektor Collection 2000, 1 Fair
- kredka Jumbo Sephora, nr 04 taupe - na dolnej powiece
- kredka Jumbo Sephora nr 05 beige - jako baza na górnej powiece i w wewnętrznym kąciku
 - kredka Sephora Contur eye pencil 12HR wear, wodoodporna, nr 30 Eccentric diva
- cielista kredka Max Factor, nr 090 Natural Glaze - na linii wodnej
- kredka do brwi Catrice, nr 020
- tusz do rzęs Max Factor 2000 Calorie, Black
- róż Revlon Matte, nr 002 Blushing Berry
- szminka Rimmel Lasting Finish by Kate, nr 102

Wtorek




Tym razem postawiłam na smokey eye w szarościach z niebieskim akcentem na dolnej powiece i linii wody (zrezygnowałam z wytuszowania dolnych rzęs). Jako bazy użyłam cienia w kremie Maybelline Color Tattoo Permament Taupe (bardzo się z nim ostatnio polubiłam). Linię rzęs zagęściłam najpierw czarną kredką, a następnie eyelinerem w żelu, by uzyskać dość miękkie, ale wciąż wyraźne przejście. Przy tak mocnym makijażu oka postawiłam na delikatny róż do policzków i szminkę w subtelnym kolorze. Szczyty kości policzkowych dość mocno rozświetliłam. Zrezygnowałam z bronzera (w zasadzie często z niego rezygnuję w codziennym makijażu - uważam że moja twarz lepiej prezentuje się z różem niż z bronzerem). A inspiracją tego makijażu była paletka dwóch cieni Kobo, widoczna na zdjęciu poniżej, którą kupiłam niedawno na blogowej wyprzedaży i bardzo urzekły mnie te kolory (satynowa szarość i satynowy turkus - bardzo mocno napigmetowane).
I uwaga, uwaga - poszłam w tym makijażu do mojej promotorki a konsultacje :D

- cienie Miss Sporty Studio Colour Duo Eyeshadow, nr 211 Maverick Mood: grafit
- paletka cieni Sleek Darks: biel i szarość
- paletka cieni Sleek Au Naturel: szarość
- paletka cieni Kobo Duo Eyeshadow, nr 404 Birth Of Nature: oba cienie
- tusz MaxFactor 2000 Calorie, Black
 - transparentny puder mineralny Jadwiga do cery tłustej i mieszanej
- żelowy eyeliner Maybelline Eyestudio Lasting Drama, 01 Black
- Maybelline Color Tattoo, 40 Permament Taupe - jako baza
- szminka Kobo Fasion Color, 105 Velvet Rose
- róż  Kryolan for Glossybox, Glossy Rosewood
- niebieska strona kredki Essence Ready For Boarding
- korektor Collection 2000, 1 Fair
- kredka Catrice Kohl Kajal, 010 Ultra Black
- kredka do brwi Catrice, 020
- kredka Catrice Kohl Kajal, 040 White - jako baza pod cień na dolnej powiece
- podkład Maybelline Affinitone, Opal Rose
- rozświetlacz TheBalm, Mary-Lou Manizer

Środa



W środę naszło mnie na coś jasnego, pastelowego i nieco cukierkowego. Postawiłam na banana make-up w kolorach różu, szmaragdu i niebieskiego. Usta i policzki zostawiłam w delikatnych kolorach, bo koło ust właśnie wtedy mnie zaczęło wysypywać (i tendencja ta niestety utrzymuje się do dziś :/). Postanowiłam zatem nie skupiać uwagi innych na moich ustach. Twarz wykonturowałam za ciemnym dla mnie pudrem z Sephory, który zakupiłam właśnie z myślą o konturowaniu..

- róż Avon Ideal Luminous, Peach
- transparentny puder mineralny do skóry tłustej i mieszanej Jadwiga - jako baza pod podkład mineralny
- podkład mineralny Annabelle Minerals - mieszanka własna różnych kolorów i formuł (trzeba było jakoś wykorzystać próbki, które mi nie leżały pod kątem formuły lub koloru :D)
- paletka cieni Sleek Oh So Special: ecru, jasny róż, ciemniejszy róż, beż
- paletka cieni Sleek Snapshots: rozbielony kolor morski/miętowy, perłowy niebieski opalizujący na złoto
- korektor mineralny Annabelle Minerals, Medium - jako puder do korektora (średni pomysł, bo całość wyszła nieco za sucha i podkreślała zmarszczki :/)
- baza pod cienie Kobo - po raz ostatni w akcji, bo zrobiła się już gumowata (miała prawo po prawie roku używania)
- puder matujący w kompakcie Sephora, 25 Medium
- korektor Collection 2000, 1 Fair
- maskara Oriflame Volume Build
- kredka Jumbo Sephora, 05 Beige - jako baza na dolną powiekę
- eyeliner w płynie Sephora, 17 fancy green - kocham!!!
- kredka do brwi Catrice, 020
- szminka Avon Ultra Colour Rich, Pout

Czwartek



Tu już zaczynała mi doskwierać poranna opuchlizna powiek, pewnie dlatego, że po krótkim śnie musiałam wstać z rana i jechać do archiwum. Postawiłam zatem na delikatniejszy makijaż - w końcu jako wolontariuszka w instytucji państwowej wizerunkiem muszę wzbudzać zaufanie :D
Na górnej powiece pojawiły się zatem róże, by odświeżyć spojrzenie - pierwsze skrzypce grał tutaj opalizujący na złoto liliowy cień z paletki Sleek Oh So Special, który wycieniowałam pozostałymi różami z tej paletki. Dolną powiekę podkreśliłam kredką Jumbo z Sephory w kolorze taupe i nałożyłam na nią brązowy perłowy cień z paletki MUA. Z paletki MUA wykorzystałam też rozświetlacz (wewnętrzne kąciki oczu) oraz ciemnobrązowy cień - do zagęszczenia linii rzęs. Twarz delikatnie wykonturowałam bronzerem i odrobinę ożywiłam różem w kremie z paletki Sleek Sweet Cheeks. Na usta nałożyłam błyszczyk w kolorze nieco ciemniejszym od moich ust.

- paletka cieni MUA eXtreme Metallics, Go Getter: rozświetlacz i oba brązy
- baza pod cienie Avon Supershock (następca Kobo)
- korektor Collection 2000, 1 Fair
- kredka do brwi Catrice, 020
- kredka Jumbo Sephora, 04 Taupe - jako baza na dolnej powiece
- cielista kredka MaxFactor, 090 Natural Glaze
- maskara Oriflame Volume Build
- błyszczyk Avon Idealny Pocałunek, Kiss Of A Rose
- paletka Sleek Oh So Special: opalizujący róż, jasny matowy róż, ciemniejszy róż, ecru
- róż w kremie (pierwszy z lewej) z paletki Sleek Sweet Cheeks
- bronzer W7 Honolulu
- podkład Maybelline Affinitone, Opal Rose
- puder w kompakcie Rimmel Stay Matte, 001 Transparent

Piatek



Tutaj mamy wspomnianą masakrę ze spuchniętymi od niewyspania powiekami (zwłaszcza lewą). Postanowiłam więc wykonać bardzo delikatny makijaż oka by tego nie podkreślać i nie męczyć za bardzo powiek. Na całą ruchomą powiekę użyłam bieli, którą potem rozcieniowałam szarością i beżem, a w sam środek powieki wklepałam opuszkiem palca odrobinę rozświetlacza z paletki MUA. Linię rzęs zagęściłam brązową kredką. Na dolną powiekę nałożyłam kredkę jumbo z Sephory w kolorze Taupe. Żeby twarz nabrała trochę życia zdecydowałam się na użycie satynowego różu w malinowym kolorze z paletki Sleek Sweet Cheeks. Na usta nałożyłam pasujący do różu błyszczyk. Zrezygnowałam z bronzera.
Podobnie maluję się zawsze, gdy jestem niewyspana i się spieszę (pomijam jedynie cieniowanie oczu i stawiam na czarną kreskę).

- paleta róży Sleek Sweet Cheeks: malinowy o satynowym wykończeniu (trzeci od lewej)
- błyszczyk Essece Stay With Me, 03 Candy Bar
- baza pod cienie Avon SuperShock
- paletka cieni Sleek Au Naturel: biel, beż, szarość
- paletka cieni MUA: rozświetlacz
- kredka Jumbo Sephora, 04 taupe
- tusz Oriflame Volume Build
- kredka MaxFactor, 090 Natural Glaze
- kredka Avon Glimmerstick, Cosmic Brown
- kredka do brwi Catrice, 020
- korektor Collection 2000, 1 Fair
- podkład Maybelline Affinitone, Opal Rose
- puder w kompakcie Rimmel Stay Matte, 001 Transparent

Sobota




Wczoraj postawiłam na dzienne smokey eye inspirowane miętą i czekoladą :D Na oczach użyłam zielono-miętowych cieni Essence, w załamaniu powieki znalazły się oba brązy z paletki MUA. Cieniowanie załamania roztarłam beżem z paletki Sleek Au Naturel. Bielą z tej paletki rozjaśniłam łuk brwiowy. W wewnętrznych kącikach użyłam rozświetlacza z paletki MUA. Na dolnej powiece użyłam beżowej kredki jumbo z Sephory, na która nałożyłam brązowy cień MUA.
Zrezygnowałam z bronzera, a na policzkach i ustach postawiłam na subtelny, chłodny róż.

- paletka cieni Sleek Au Naturel: biel, beż
- podkład mineralny Annabelle Minerals, mieszanka własna
- zalotka - jedyny dzień w tym tygodniu, w którym wpadłam na to, by ją użyć :P
- puder mineralny transparentny do cery tłustej i mieszanej marki Jadwiga
- korektor mineralny Annabelle Minerals, Medium
- cień w kremie Maybelline Color Tattoo, 40 Permament Taupe - jako baza pod cienie
- korektor Maybelline Affinitone, 01 Nude Beige
- paletka cieni Essence duo eyeshadow, 06 perfect match: oba cienie
- paletka cieni Essence Sun Club, 01 Soutch Beach: mięta
- środkowy róż z palety Sleek Sweet Cheeks
- szminka Kobo Trend Colour, 105 Velvet Rose
- tusz Maybelline The Falsies Volume Express, wodoodporny
- maskara do brwi Wibo
- kredka Max Factor, 090 Natural Glaze - na linii wodnej
- kredka jumbo Sephora, 05 beige
- eyeliner w pisaku Maybelline Master Precise
- paletka cieni MUA: rozświetlacz, oba brązy

Niedziela



Dzisiaj postawiłam na kolor. Już od kilku dni korciło mnie na złoto-niebieskie cieniowanie. Tutaj jednak spontanicznie poszalałam i nie skończyło się na odcieniach tych dwóch kolorów. Na dolnej powiece dołożyłam matowy fiolet, który rozcieniowałam różem opalizującym na złoto, który wylądował również od wewnętrznego kącika do załamania powieki. Linię wodną rozświetliłam różową żelową kredką. Zrezygnowałam z kreski, żeby cieniowanie mówiło samo za siebie. a policzkach znalazł się delikatny róż z Sehory, a na ustach matowa szminka, również w delikatnym kolorze. Twarz delikatnie wykonturowałam bronzerem.

- paleta cieni Sleek Lagoon: złoto, niebieski, niebieski opalizujący na złoto, róż opalizujący na złoto, matowy fiolet
- podkład Maybelline Affinitone, Opal Rose
- róż nawilżający Sephora, 08 rose petal
- cień w kremie Catrice, 040 Lord Of The Blings - jako baza pod cienie
- puder w kompakcie Rimmel Stay Matte, 001 Transparent
- bronzer Benefit Hoola
- matowa szminka w płynie Essence, 01 Velvet Rose
- korektor Collection 2000, 1 Fair
korektor Maybelline Affinitone, 01 Nude Beige
- korektor rozświetlający Lancaster - jako rozświetlacz na grzbiecie nosa i szczytach kości policzkowych
- kredka jumbo Sephora, 05 Beige - jako baza pod cienie na dolnej powiece
- kredka żelowa Avon SuperShock, Flash - na linii wodnej
- tusz Oriflame Volume Build
- kredka do brwi Catrice, 020
- maskara do brwi Wibo
- paletka cieni Sleek Au Naturel: biel (pod łukiem brwiowym), szampańskie złoto (w wewnętrznych kącikach)

Uff... To już wszystko. Żałuję trochę, że akurat teraz mi się przytrafiły te niedoskonałości wokół ust i nie mogłam poszaleć z kolorami szminek. Stawiałam więc na makijaż oczu.
I jak się podobało? Przyznaję, że było to świetne ćwiczenie, bo z powodu braku czasu i lenistwa wyszłam ostatnio z wprawy w malowaniu ;)