Pokazywanie postów oznaczonych etykietą denka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą denka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 maja 2014

Denko: marzec 2014

Hej.

Dziś mam dla Was parę słów o moim marcowym projekcie denko. Wiem, że już początek maja, ale nie chciałam łączyć notek z dwóch ostatnich miesięcy, ponieważ powstał by z tego ogromny post, a wiem, że nie lubicie czytać długich postów (sama też niespecjalnie lubię, chociaż zależy o czym). Już pomijam fakt, że ten post był przygotowany 2 tygodnie temu, ale go nie wrzuciłam, bo znowu nawalił internet. Cóż, takie życie ;)

Denko z marca jest dość duże, ponieważ w marcu przeprowadziłam się do innego miasta i w związku z tym chciałam zdenkować jak najwięcej kosmetyków, ponieważ każdy skrawek miejsca w samochodzie był na wagę złota.

Jak zwykle podzieliłam zużycia na kategorie.


Pielęgnacja twarzy



Delikatny peeling enzymatyczny Lirene – recenzja TUTAJ. Nie wiem czy kupię ponownie, choć byłam z niego dość zadowolona.
Następca: peeling enzymatyczny Lirene w saszetce

Peeling szafirowy Yoskine – recenzja TUTAJ. Z pewnością kupię ponownie, bo ten zdzierak bardzo mi się przydaje.
Następca: peeling enzymatyczny Lirene w saszetce

Żel miceralny BeBeauty - recenzja TUTAJ. Pewnie jeszcze do niego wrócę, ponieważ świetnie odświeża twarz rano i domywa ją z ewentualnego kurzu.
Następca: energizujący żel z kwasem hialuronowym AA 30+

Płyn miceralny Bourjois – niedługo pojawi się osobna recenzja tego płynu. Z pewnością jest to mój ulubiony płyn miceralny, bo jako jedyny nie podrażnia moich oczu, więc mogę nim zmywać również tusz do rzęs. Na razie jednak go odstawiłam, ponieważ nie wykonuję już demakijażu płynem miceralnym (ale o tym będzie szerzej za jakiś czas w poście z obecną pielęgnacją mojej twarzy). Jeżeli będę miała ochotę znów zacząć używać miceli, z pewnością do niego wrócę.
Następca: płyn 2-fazowy Garnier (do demakijażu oczu) i balsam do kąpieli Babydream dla kobiet w ciąży (do demakijażu twarzy)

Plastry do oczyszczania porów na nosie Botanical Choice – fajny produkt, dobrze oczyszcza pory na nosie. U mnie jednak po 2 dniach pory znów są zanieczyszczone, skoro nakładam makijaż i podkład mi tam włazi. Nie oszukujmy się – większość z nas ma zanieczyszczone pory na nosie, więc ja nie robię z tego strasznej tragedii i te plastry nie są dla mnie must have. Ale jeśli znów będę miała okazję kupić je w Biedronce czy Hebe w okazyjnej cenie, z pewnością to zrobię, bo oczyszczają dobrze.
Następca: na razie brak

Kolagenowe płatki pod oczy L'Biotica Redukcja cieni i obrzęków – na razie trudno tu o szerszą recenzję, bo zużyłam 3 pary tych płatków. Miały na pewno silne działanie kojące i relaksujące, a w dniu użycia skóra pod oczami była naprawdę dobrze nawilżona, wygłaszały się w związku z tym zmarszczki wywołane przesuszeniem. Jeśli chodzi o sińce, to na razie trudno mi powiedzieć czy płatki działają. Z pewnością kupię kolejne opakowanie, choćby po to, by przekonać się o długofalowym działaniu.
Następca: płatki kolagenowe pod oczy Botanical Choice


Pielęgnacja ciała



Jakiś nieznany żel pod prysznic o zapachu wanilii – pochodzi z zestawu prezentowego i naprawdę nie pamiętam co to za marka, a butelkę wyrzuciłam przed przeprowadzką :P Ale nie jest wart uwagi – zapach wanilii jest sztuczny i duszący, a żel strasznie wysuszał mi skórę. Używałam więc go tylko na krótkich wyjazdach, ponieważ ma niewielką pojemność.
Następca: żel pod prysznic Dove w musie, kremowy żel pod prysznic Wellness Beauty, żel pod prysznic Original Source o zapachu karamboli

Mleczko do ciała Alterra brzoskwinia i liczi – produkt o ciekawym zapachu, który długo się utrzymywał, ale nie męczył. Dobrze się sprawdzał w cieplejsze dni ze względu na lekką konsystencję. Nawilżał całkiem dobrze.
Następca: balsam Eveline SOS do bardzo suchej skóry

Masło do ciała Avon Care z masłem kakaowym – tutaj z kolei zapach męczył mnie na dłuższą metę, a samo masło słabo się wchłaniało i pozostawiało na skórze nieprzyjemną powłokę (pierwszy raz spotkałam się z czymś takim w mazidle do ciała) i nawilżało dość przeciętnie. Do tego było mało wydajne. Z pewnością nie kupię ponownie.
Następca: masło do ciała Avon Planet Spa z masłem shea

Odżywczy krem do rąk BeBeauty Green Nature – kiedyś już o nim wspominałam. Krem dobrze nawilża, a jednocześnie ma lekką konsystencję i szybko się wchłania. Niestety nie mogę go kupić ponownie, bo była to edycja limitowana. Na promocjach w drogeriach zamierzam za to kupować jego odpowiednik z Tołpy.
Następca: pielęgnacyjny krem do rąk Soraya miód i mleko do dłoni suchych i popękanych



Mus do ciała Avon Planet Spa o zapachu trufli – delikatnie nawilżał, jak to mus. Miał też delikatnie bronzujące działanie, więc czasami przybrązowałam nim sobie przed wyjściem moje blade nogi. Niestety trudno się rozprowadzał i łatwo było o smugi. Bardzo łatwo też się zmywał, więc zacieki mogły się zrobić przy każdym kontakcie z wodą. Nie kupię ponownie, zresztą i tak się nie da, bo mus został już wycofany.



Sól do kąpieli BeBeauty, oliwkowa – wreszcie wykończyłam tą staroć :D Miała delikatny zapach, jakoś nie kojarzący mi się z oliwkami. Delikatnie nawilżała. Używałam jej tylko do kąpieli stóp, bo nie mam wanny. Dlatego wystarczyła na bardzo długo ;) Nie kupię ponownie, ponieważ nie ma jej już w sprzedaży, jeśli dobrze się orientuję.

Uniwersalny żel do mycia Babydream (stara wersja) – bardzo fajny płyn. Można nim umyć całe ciało, twarz, włosy, stosować do higieny intymnej, do mycia pędzli. Lubię takie płyny i trochę ich posiadam w mojej łazience. Nie wiem jak sprawuje się nowa wersja, ale starą polubiłam za uniwersalność, za pompkę, za brak podrażnień. Zresztą wiecie, że mam słabość do produktów Babydream.



Pielęgnacja włosów



Suchy szampon Dove – recenzja TUTAJ. Kupię ponownie, jednak muszę poczekać na promocję, bo w cenie regularnej jest dla mnie trochę za drogi.
Następca: suchy szampon Isana

Suchy szampon Isana – to już moje drugie albo trzecie opakowanie tego szamponu. Jak na cenę 5,99 zł w promocji jest moim zdaniem rewelacyjny. Co prawda włosy są po nim matowe i nie wygladają tak naturalnie jak po Dove, no ale cena też jest dużo niższa. Na awaryjne sytuacje jest naprawdę w porządku.
Następca: suchy szampon Isana


Kolorówka



Puder Synergen nr 03 – ja nie wiem co dziewczyny widzą w tych pudrach, mnie totalnie nie przypasował. Puder jest na twarzy naprawdę bardzo widoczny. Poza tym utrwala makijaż gorzej niż przeciętnie i krótko trzyma mat. Kolor, mimo że najjaśniejszy był dla mnie odrobinę za ciemny i zbyt różowy. Pod koniec używania rozwaliło mi się jeszcze totalnie opakowanie, więc nawet nie brałam go ze sobą do kolejnego mieszkania. Poza tym i tak się nie sprawdzał, więc nie było mi jakoś szkoda wyrzucać jego pozostałości.

Tusz do rzęs Manhattan Supersize – recenzja TUTAJ.
Następca: tusz do rzęs Lovely Pump Up

Tusz do rzęs Maybelline Big Eyes – polubiłam go za delikatny, ale za to bardzo precyzyjny efekt. Używałam go zwykle do szybkich makijaży dziennych, bo nie można nim zrobić sobie żadnej krzywdy wykonując makijaż w pośpiechu. Niby moje marne rzęsy lepiej wyglądają, gdy są mocniej podkreślone, ale i tak lubiłam używać tego tuszu, więc nie wykluczam powrotu.
Następca: Eveline Mega Max

Próbki itp.



Próbka podkładu matującego Avon – nic szczególnego. Dla mnie zbyt matujący – strasznie ściągało mi skórę jak nosiłam ten podkład.

Duże płatki kosmetyczne Carea – fajne do szybkiego demakijażu całej twarzy. Może jeszcze do nich wrócę.


I tak prezentuje się marcowe denko. Kwietniowe wrzucę Wam za tydzień lub dwa, żeby nie pisać Wam teraz cały czas o denkach, bo co za dużo to niezdrowo. Zaraz zabieram się za pierwszy post z obiecanej serii o pudełkach z nowościami Rossmanna. Mam nadzieję, że na jutro zdążę i zaszczycę mój blog tak zacnym postem w jego drugie urodziny ;)

Dajcie znać, który produkt z mojego denka przykuł Waszą uwagę. A może chciałybyście przeczytać szerszą recenzję któregoś z nich?


Avenindra.

środa, 5 marca 2014

Projekt "Denko": luty 2014

Hej :)

Przychodzę do Was bardzo późnym wieczorem z notką o zużyciach. Chciałam przynajmniej zdążyć opublikować ją przed północą, no ale miałam dziś tyle zajęć, że nie wyszło. Z reguły publikuję denka 2-miesięczne, ale tym razem karton na puste opakowania był całkowicie zapełniony już po 4 tygodniach, a przed przeprowadzką nie chcę sobie sprawiać większego ;) Tak więc jesteście ciekawe co udało mi się zużyć w lutym, zapraszam do czytania :)

Legenda:
jestem z tego produktu zadowolona i prawdopodobnie kupię ponownie
produkt był w porządku, ale bez szału, być może jeszcze do niego wrócę
bubel, do którego nie kupię ponownie




niedziela, 2 lutego 2014

Grudniowo-styczniowe denko

Hej :)

Dziś zapraszam Was na mój Projekt Denko z ostatnich 2 miesięcy. Nie wiem dlaczego, ale tym razem nie mogłam się go doczekać (może dlatego, że miałam już karton pełen pustych opakowań, których wypadałoby się już pozbyć :P). Zresztą lubię denkowe posty u siebie i u innych, bo pozwalają one poznać opinię użytkowniczki o danym kosmetyku po jego całkowitym zużyciu. Poza tym nie wszystkie kosmetyki, przynajmniej u mnie, dorobiły się osobnych recenzji, więc w postach z denkiem możecie zobaczyć wszystko co przechodzi przez moją kosmetyczkę. No ale już kończę filozofowanie i przechodzę do rzeczy ;)

Legenda:
kupię ponownie
być może kupię ponownie
nie kupię ponownie


Włosy


W kategorii włosowej niewiele mam do pokazania, ponieważ ostatnio ciągle dostaję coś nowego do testów i mam problem ze zużyciem poprzednich kosmetyków, skoro często otwieram coś nowego. W zużyciu szamponu Schauma Fresh it Up pomógł mi w końcu mój ukochany ;) Oboje bardzo polubiliśmy się z tym szamponem i z pewnością do niego wrócimy po zużyciu zapasów. A recenzja pojawi się w ciągu kilku dni. Zużyłam też suchy szampon Taft Stylist's Selection, który razem z resztą nowości Schwarzkopf zrecenzuję na dniach.

środa, 11 grudnia 2013

3-miesięczne denko: wrzesień - październik - listopad 2013, cz. 2

Hej :)

2 dni temu wrzucałam Wam pierwszą część mojego wielkiego denka z 3 miesięcy. Mogłyście w tamtym poście przeczytać o kosmetykach zużytych we wrześniu oraz o kosmetykach do włosów, które zużyłam w październiku i w listopadzie. Teraz czas na ciąg dalszy - mam nadzieję, że któraś z Was przeczyta chociaż kawałek i któraś mini-recenzja jej się przyda :)

Legenda:
nie kupię ponownie
być może jeszcze kupię
kupię na pewno

Październik i listopad: pielęgnacja ciała


Żel pod prysznic Isana Med z olejkiem z pomarańczy - bardzo dobry żel pod prysznic. Nie wysusza mojej suchej skóry, a w cieplejszej porze roku nawet przyzwoicie ją nawilżał (choć i tak używałam potem lekkiego balsamu bądź musu do ciała). Jesienią po użyciu tego żelu nie odczuwałam już nawilżenia, ale jak już wspomniałam skóry mi nie wysuszał i dobrze mył, a tego przede wszystkim od żelu pod prysznic wymagam. Świetnie sprawdzał się na wrażliwej skórze. Żel ma piękny pomarańczowy zapach, więc tym bardziej jest świetną opcją na wiosnę i lato. Słabo się pieni, co obniża jego wydajność, no ale to już skutek braku SLS - coś za coś, moje panie ;) Ta nieco niższa wydajność mi nie przeszkadza, bo żel kosztuje ok. 5,50 zł.
Następca: Żel pod prysznic Original Source Pomarańcza i Lukrecja

poniedziałek, 9 grudnia 2013

3-miesięczne denko: wrzesień - październik - listopad 2013, cz. I

Hej :)

Zabijcie mnie za to ogromne denko! Sama się już hejtuję za ten 3-miesięczny projekt, ale zawsze było coś, zawsze brakowało czasu, weny i tak dalej bla, bla bla... Właśnie przez te ostatnie 3 miesiące mało mnie było na blogu i spora część tych kosmetyków nie jest zrecenzowana <wali głową w ścianę>. Myślałam przez ostatnie kilka dni co z tym fantem zrobić. I uznałam, że wrzucę tu multum króciutkich recenzji, a jeśli uznam, że coś zasługuje na osobną notkę z recenzją, bądź po prostu dacie znać w komentarzach, że coś Was szczególnie interesuje i chcecie o tym wiedzieć więcej, to w ciągu najbliższych 2 tygodni wrzucę recenzje tych kosmetyków. Notkę podzieliłam na 2 części, bo opisanie tylko kosmetyków w jednym poście byłoby już totalnym przegięciem.

Notka będzie też niezbyt uporządkowana, za co przepraszam. Wynika to z tego, że we wrześniu byłam jeszcze w moim rodzinnym mieście i oczywiście nie wiozłam stamtąd pustych opakowań po kosmetykach, więc tamtą część denka mam na innym zdjęciu i nie są sfotografowane kategoriami. Mam nadzieję, że mi to wszystko wybaczycie i może chociaż przejrzycie tego posta (tym, które przeczytają od dechy do dechy z góry gratuluję). A jeśli nie macie ochoty na taką denkowo-recenzjową masakrę, to po prostu nie czytajcie - nie obrażę się i nawet doskonale Was zrozumiem :D

Dobra - przechodzę do rzeczy, bo ten post i tak będzie tragicznie długi ;)

Legenda:
na pewno kupię ponownie
być może jeszcze kupię
na pewno już nie kupię

Denko wrześniowe

No i to zdjęcie w dodatku fatalne, bo robione tuż przed przeprowadzką do Torunia, późną nocą jak się pakowałam i wyrzucałam niepotrzebne graty :P

niedziela, 8 września 2013

Sierpniowy projekt denko

Hej :)

Dziś przychodzę do Was z moim niewielkim sierpniowym denkiem. W minionym miesiącu nie miałam czasu na kupowanie i zużywanie kosmetyków, a także na blogowanie, co widać po spadku częstotliwości wpisów niestety. Mam teraz trudny okres w moim życiu, co wiąże się z ogromnym stresem, mam również sporo pracy, no i niestety blog na tym wszystkim cierpi. Ale obiecuję Wam, że nie zakończę działalności i że za kilka tygodni wszystko zacznie wracać do normalności. A na razie postaram się Was zadowolić trochę wpisami pojawiającymi się w kilkudniowych odstępach czasu.

Skoro już się przed Wami wyspowiadałam z mojej nieobecności, przejdźmy do sierpniowego, maleńkiego denka. W minionym miesiącu zużyłam tylko 8 produktów.


Przypominam o legendzie:
zielony - kupię ponownie
pomarańczowy - być może jeszcze kupię
czerwony - na pewno nie wrócę do tego kosmetyku

sobota, 3 sierpnia 2013

Lipcowe denko

Hej :)

Przybywam do Was, żeby odpękać projekt "Denko". Wiszę ciągle nad magisterką i niewiele mam czasu na pisanie, ale o tym pewnie już wiecie, bo wspominam o tym do znudzenia. Denko lipcowe nie jest duże (łącznie 14 produktów), więc spokojnie mogłam połączyć je z sierpniowym, ale wolę opublikować je teraz, gdyż nie lubię pisać długaśnych postów o dwumiesięcznym denku.

W tym miesiącu mam mały bałagan w zdjęciach, gdyż rzeczy, które zużyłam jeszcze w Toruniu, fotografowałam w Toruniu, zaś pozostałe fotografowałam razem dzisiaj. W związku z tym zabraknie tradycyjnego podziału na poszczególne rodzaje pielęgnacji i kolorówkę, za co bardzo Was przepraszam i mam nadzieję, że nie będziecie miały mi tego za złe.

No więc bez dalszego owijania w bawełnę, przechodzę do lipcowych zużyć.


poniedziałek, 1 lipca 2013

Zdenkowani w czerwcu

Hej :)

Nadszedł początek nowego miesiąca, więc żeby tradycji stało się zadość, wrzucam projekt "Denko" :) Nie macie pojęcia jak szybko zleciał mi czerwiec - pewnie dlatego, że ciągle byłam bardzo zajęta (niestety w lipcu raczej się to nie zmieni). Co do denka to, jak na mnie, w czerwcu było ono mistrzowskie. Pojęcia nie mam jak to się stało, że nie mając na nic czasu zużyłam aż tyle kosmetyków (chociaż wiem, że z przodowniczkami zużyć i tak nie mam się co równać :P). Może to przez to, że ostatnio robię mało kosmetycznych zakupów, jak na siebie oczywiście. Od dwudziestu dni praktykuję odwyk zakupowy i myślę, że przedłużę do przynajmniej do końca lipca, więc liczę na to że w przyszłym miesiącu bilans zakupy-zużycia będzie jeszcze bardziej wyrównany. No ale dość już bredzenia - przejdźmy do pokazu zdenkowanych :)

Dopiero po przerzuceniu zdjęć na komputer zauważyłam, że przy tej ilości różnych opakowań tło wychodzi na straszliwie pstrokate. Mam nadzieję, że tym razem mi to wybaczycie i obiecuję więcej takiego błędu nie popełniać ;)
Wprowadzam też pewną "innowację" w moich denkowych postach - na zielono będę zaznaczać nazwy produktów, do których na pewno wrócę, na pomarańczowo te, do których być może wrócę i na czerwono te, do których nie wrócę (ależ jestem innowacyjna :P).

niedziela, 2 czerwca 2013

Kwietniowo-majowe denko

Witajcie :)

Zapraszam Was na moje 2-miesięczne denko. Kwietniowe jakoś tak przegapiłam, więc w tym poście muszę to nadrobić i wrzucić zużycia z 2 miesięcy. Na szczęście jak na 2 miesiące, nie ma ich tak wiele. Postaram się pisać o każdym z produktów max 2 zdania, by Was nie zanudzić.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Przed-przeprowadzkowe denko, sprzedaż i wymianka :)

Witajcie :)

Wreszcie nadszedł czas na wrzucenie mojego denka sprzed przeprowadzki. Obejmuje ono zatem okres 1-23 marca, czyli około 3 tygodnie. Produkty, które zdenkowałam po przeprowadzce włączę do kwietniowego denka (może dzięki temu będzie ono pokaźniejsze, hehe :P).


1) Platki kosmetyczne Lieliebe, 120 szt. - chyba nie muszę ich nikomu przedstawiać. Lubię je, bo odpowiada mi ich struktura, nie rozwarstwiają się, dobrze czyści się nimi twarz i nie podrażniają skóry. Następca: jak zwykle płatki kosmetyczne Lieliebe.

2) Chusteczki do demakijażu BeBeauty do wszystkich typów cery - uwielbiam, jak wiecie. Muszę w końcu zrobić o nich osobną notkę. Następca: z początku chusteczki-mordercy z Alterry. Zaraz po ich porzuceniu powróciłam jako użytkowniczka marnotrawna do chusteczek BeBeauty, których już nigdy nie zdradzę na rzecz ciekawości innymi markami.

3) Lakier do paznokci Essence w kolorze butelkowej zieleni, którego nazwy i nr nie pamiętam, bo się wszystko starło. Zużyłam go prawie całkowicie, końcówka na dnie totalnie zgęstniała i przypominała już gumę arabską, więc wylądowała w koszu. Lubię lakiery Essence, tylko szkoda, że tak szybko gęstnieją - czasami nawet w połowie butelki.

4) Lakier do paznokci Essence Colour & Go, 79 Viva La Green, czyli ni to mięta, ni to seledyn, a zatem piękny, nietypowy kolor. Wiem, że dziewczyny narzekały na fatalną trwałość, co mnie zdziwiło, bo u mnie zwykle lakiery trzymają się na paznokciach do 2 dni, a ten wytrzymywał bez odprysków i otarć nawet do 4 dni. Kupiłabym nawet ponownie, ale nie ma go już w sprzedaży.

5) Szampon Green Pharmacy z nagietkiem lekarskim do włosów normalnych i przetłuszczających się - wiązałam z nim spore nadzieje, choć nie oczekiwałam wielkiego wow, bo w końcu to tylko szampon. Niestety w moim przypadku okazał się totalnym bublem. Mimo dość fajnego składu kiepsko mył włosy, prawie w ogóle się nie pienił, był strasznie niewydajny i, co najgorsze, okropnie plątał mi włosy, no po prostu jakaś tragedia. W tym przypadku więc kiepska wydajność okazała się błogosławieństwem i bardzo cieszę się, że ten szampon nareszcie mi się skończył. Zmniejszenia przetłuszczania skóry głowy też nie zauważyłam - to dał mi dopiero szampon Babydream. Następca: Szampon Babydream i Szampon L'Biotica Biovax do włosów suchych i zniszczonych.

6) Maseczka do twarzy Naturia Siberica - fajna dla skóry wrażliwej, ma działanie odżywcze. Lubię, ale nie jest to jakiś must have, zwłaszcza gdy widzę jakie ceny osiąga w Polsce (w Rosji kupiłam ją za ok. 6 zł, więc żal było nie brać). Następca: mam zamówioną na jej miejsce maseczkę Avon Planet Spa z żeń-szeniem, bo stwierdziłam, że przyda mi się jakieś rozświetlenie na wiosnę.

7) Ziaja, Tonik rumiankowy - recenzja TUTAJ. Nie polubiłam go, pod koniec miałam nawet wrażenie jakby lekko podrażniał moją skórę. Nic nie robił, nie zwężał porów, więc nie nie nie i jeszcze raz NIE! Następca: Srebro koloidalne.

8) Woda toaletowa Avon Celebre - delikatny, dziewczęcy, świeży zapach. Lubię, nawet bardzo, ale od dłuższego czasu sięgam po trochę cięższe zapachy, więc po ten raczej nieprędko sięgnę ponownie.

9) Żelowy eyeliner Essence 01 Midnight In Paris - może mnie trafił się jakiś wadliwy egzemplarz, ale po pierwsze nie nazwałabym tego eyelinera wodoodpornym, a po drugie nie odpowiada mi jego konsystencja - dla mnie jest on za rzadki jak na żelowy eyeliner i za gęsty jak na eyeliner w płynie. Bardzo często sklejał mi rzęsy. Zagęścić byłoby go trudno, więc wybrałam opcję rozcieńczania do konsystencji bardziej płynnej. Musiałam więc używać Duraline, żeby łatwiej mi się go rozprowadzało. Teraz do Natur weszła podobno lepsza formuła, więc może te nowe eyelinery lepiej się sprawdzą. Za ok. 10 zł i tak ciężko znaleźć lepszy eyeliner w żelu. Ja jednak mam teraz na oku eyeliner w żelu Maybelline i kupię go jak skończy mi się mój obecny eyeliner. Następca: Maybelline eyeliner w pisaku Master Precise i Maybelline EyeStudio Lasting Drama, eyeliner w żelu (używam go krótko, ale już mogę powiedzieć, że konsystencję ma 100 razy lepszą niż ten eyeliner Essence, no ale tutaj cena jest prawie 3-krotnie wyższa niż eyelinera Essence).

10) Maskara Rimmel Extra Wow Lash - recenzja TUTAJ. Byłam z niej średnio zadowolona, o czym szerzej w recenzji. Następca: Maybelline The Falsies Volum.

11) Maskara Wibo Extreme Lash Volum - jedna z najtańszych i jednocześnie najlepsza maskara, jaką do tej pory miałam. Wciąż co prawda szukam ideału, ale czuję, że do tego tuszu jeszcze będę powracać, zwłaszcza w słabszych finansowo miesiącach. Recenzja TUTAJ. Następca: Maybelline The Falsies Volum.

12) Błyszczyk Kobo Pearl 'N' Mineral nr 105 Sweet Orange - niestety szczypał mnie w usta, więc mało go używałam, aż w końcu się przeterminował :/ Żałuję że nie oddałam go siostrze, bo ona lubi błyszczyki Kobo i jej krzywdy one nie robią. Recenzja TUTAJ.

13) Błyszczyk Kobo Pearl 'N' Mineral nr 115 Forest Fruits - ten z kolei nie szczypał i bardzo go polubiłam, szczególnie za kolor. Niestety jest już raczej nie do zdobycia. Wyrzuciłam, bo się przeterminował (kupiłam go na wyprzedaży, więc miał krótką datę ważności). Recenzja TUTAJ.

14) Bell, BB Cream 7 in 1 Skin Adapt - recenzja TUTAJ. Byłam z niego naprawdę zadowolona i pewnie jeszcze do niego powrócę. Następca: Podkład mineralny kryjący Annabelle Minerals.

15) Żel pod prysznic Original Source Chocolat & Orange - recenzja TUTAJ. Zachowałam sobie po nim zamknięcie, by w razie ponownego kupna jakiegoś żelu tej marki mieć nakrętkę z silikonowym zaworkiem. Następca: żel kokosowy Joanna.

16) Farba do włosów w piance Wellaton, odcień Wiśniowa Czerwień. Recenzja TUTAJ.


Ponadto przed przeprowadzką kilka rzeczy sprzedałam lub oddałam w dobre ręce.



Sprzedałam:
1) 2 lakiery Sensique - nie pamiętam kolorów, jakoś nie lubię lakierów tej marki.
2) Lakier Essence Colour & Go, Mellow Yellow - konsystencja mi nie odpowiadała.
3) 2 lakiery Wibo Color Trend - znów nie pamiętam kolorów. Jakość ujdzie, ale nie trafiłam z kolorami.
4) Odżywkę utwardzającą do paznokci My Secret, która mi nie służyła.
5) 2 szminki Avon - w jednej nie odpowiadał mi kolor, a w drugiej formuła, nie pamiętam ich nazw.
6) Bronzer ELF Cool - kolor dla mnie za ciemny, a poza tym mam za dużo bronzerów.
7) Rozświetlacz Essence Wild Craft - zaczęły mi w nim przeszkadzać drobinki, mimo że nie są jakieś chamskie. Na dzień wolę jednak coś delikatniejszego. Po puszczeniu go w świat kupiłam w to miejsce The Balm Mary-Lou Manizer i był to strzał w dziesiątkę, bo ten rozświetlacz jest naprawę uniwersalny.
8) Tester cieni poczwórnych Maybellinr Purple Drama - dla mnie te cienie miały za dużo chamskich drobinek, które osypywały się i migrowały po całej twarzy!!!

Oddałam:
1) Woda toaletowa Avon Timeless - dla mnie ma za mocny i za poważny zapach. Powędrowała do mojej mamy.
2) Maskara My Secret 3 in 1 - dla mnie cały czas jest za rzadka, mimo że otwierałam ją w listopadzie. Łatwo o sklejenie rzęs, jeśli się nie uważa. No i u mnie strasznie się odbijała. Za to ładnie wydłuża i silikonowa szczoteczka dobrze rozczesuje rzęsy. Na rzęsach mojej siostry wygląda natomiast rewelacyjnie, ale na jej gęstych, ciemnych i długich rzęsach wszystkie tusze rewelacyjnie się prezentują :P

Siostrzana wymianka:
1) Oddałam błyszczyk Bell kupiony w Biedronce, który ma piękny kolor, ale wnerwia mnie jego kiepska trwałość. W zamian dostałam trwały, półtransparentny błyszczyk Essence w tubce, który ma smak wiśni.
2) Oddałam błyszczyk w tubce Kobo, ten  który strasznie mnie szczypał, o czym pisałam w szminkowo-błyszczykowym poście jakiś czas temu. W zamian dostałam podwójny cień Miss Sporty (nie miałam wcześniej do czynienia z cieniami tej firmy, więc chętnie przetestuję. Moja siostra narzeka na osypywanie i kiepską trwałość, no ale ona nie używa bazy, bo twierdzi, że jej niepotrzebna i szaleje za cieniami Rimmela, bo one jej się bez bazy super trzymają :P).

No i tak wyglądało moje 3-tygodniowe pozbywanie się nadmiaru kosmetyków. Uważam, że nadal mam tego trochę za dużo, dlatego teraz będę się starać jak najmniej kupować i jak najwięcej denkować, bo nie lubię marnotrastwa.

A Wy w jaki sposób pozbywacie się nadmiaru kosmetyków? :)


piątek, 1 marca 2013

Lutowe denko

Witam wszystkich po raz drugi dzisiaj :)



W tej notce opiszę pokrótce moje lutowe denka. Nie jest to jakieś szałowe zużycie, ale raczej normalne, jak na mnie ;)



Pielęgnacja ciała



1) Joanna, Z Apteczki Babuni, Regenerujący balsam do ciała do skóry bardzo suchej z ekstraktem z bzu i słodkich migdałów - recenzja TUTAJ. Następca: Intensywnie regenerujący balsam do ciała Neutrogena.

2) Neutrogena, Odżywczy balsam do ciała do skóry suchej z maliną nordycką - recenzja TUTAJ. Następca: Intensywnie regenerujący balsam do ciała Neutrogena.



Pielęgnacja włosów



1) Szampon Babydream - w zasadzie nie napisałam o nim jeszcze osobnej recenzji, ale często wspominam o jego działaniu i o tym jak bardzo jestem z niego zadowolona. Muszę w końcu napisać jego recenzję. Następca: oczywiście szampon Babydream ;)


Pielęgnacja twarzy



1) Płyn Miceralny Ziaja Ulga dla Skóry Wrażliwej - recenzja TUTAJ. Następca: płyn miceralny BeBeauty do skóry wrażliwej.

2) Ziaja, de-makijaż dwufazowy, płyn do demakijażu oczu - recenzja TUTAJ. Następca: Płyn 2-fazowy do demakijażu oczu Bielenda Awokado - z tego płynu jestem bardziej zadowolona niż z Ziaji i dlatego do Ziaji już nie wrócę.

3) Flos-Lek Laboratorium, Żel do powiek i pod oczy ze świetlikiem lekarskim i chabrem bławatkiem - recenzja ukaże się wkrótce. Używałam go na spółkę z moim ukochanym i oboje byliśmy z niego zadowoleni. Następca: Flos-Lek Laboratorium, Żel do powiek i pod oczy ze świetlikiem lekarskim i rumiankiem - ten jest niestety mniej kojący, więc po jego zdenkowaniu powrócimy do wersji z chabrem.

4) Kapsułki do twarzy Hydro Rival De Loop - 1 opakowanie. Następca: brak :(


Kolorówka



1) Mineralny podkład kryjący Annabelle Minerals, Beige Light, 10 g - recenzja TUTAJ, aktualizacja recenzji TUTAJ. Następca: Bell BB Cream, 010 Nude.

2) Rimmel Hide The Blemish Concealer, 001 Ivory - recenzja TUTAJ. Następca: korektor w sztyfcie Miss Sporty, odcień 01.

3) Miss Sporty Liquid Concealer with vitamins E&C, 001 Light - recenzja TUTAJ. Może tego nie widać, bo resztki korektora osadziły się na ściankach i nie da się już ich stamtąd wydobyć, ale naprawdę zużyłam go w całości, mimo że go nie lubię :P Następca: Collection 2000 Lasting Perfection, 1 Fair.


Próbki



1) L'Biotica Biovax Latte, Intensywnie regenerująca maseczka odbudowa osłabionych włosów, 20 ml.

2) L'Biotica Biovax, Serum wzmacniające A+E do końcówek, 1,5 ml.


Nie jest to jakieś okazałe denko. Jak widzę denka innych dziewczyn, to czasami sobie myślę, że z moimi zuzyciami powinnam zapaść się pod ziemię :P Zaczynam się nawet zastanawiać nad pisaniem notki o denkach co 2-3 miesiące, tylko nie wiem czy aż tyle czasu będzie mi się chciało trzymać puste opakowania po kosmetykach ;) Dajcie znać co o tym myślicie i dajcie znać jak tam Wasze lutowe denka :)


sobota, 2 lutego 2013

Styczniowe zdobycze i denka

Hej :)

Przepraszam Was za te kilka dni nieobecności, ale byłam bardzo zajęta. Postaram się nadrobić zaległości blogowe przez weekend. Między innymi z tego powodu dziś startuję z postem o zakupach, zdobyczach i denkach. Nowością, jak zapewne niektóre z Was zauważą jest projekt "Denko". Stwierdziłam, że niektórych rzeczy nagromadziło mi się zbyt wiele, a ja nie lubię jak coś się marnuje, więc postanowiłam wreszcie zacząć denkować :)



Jeżeli jeszcze nie śpicie zapraszam do obejrzenia moich styczniowych zdobyczy i denek, szczególnie zdobyczy, bo wbrew moim planom jednak znowu sporo się tego nazbierało :P Od razu przepraszam za kiepskiej jakości zdjęcia, ale dopiero wieczorem miałam czas, żeby zacząć je robić i miałam problemy z oświetleniem. Następnym razem postaram się, żeby było lepiej, bo nie jestem zadowolona z tych zdjęć.

KOLORÓWKA


Paletka NYX Matte Smokey Look One Night In Morocco - wygrana u Eweliny z bloga Elizabeth Harmony. Paletka zawiera neutralne kolory cieni do smoky eye, bazę pod cienie i 4 szminko-błyszczyki.


1) Wypiekany cień My Secret Double Effect nr 418, w pięknym kolorze oliwkowo-złotym. Zgarnęłam go na wyprzedaży w Naturze za 3,49 zł, a ma ważność 36 miesięcy od otwarcia, więc zostanie ze mną na trochę czasu. Jeszcze nie testowałam go w akcji - czekam na jakiś luźniejszy dzień i chyba spróbuję wtedy użyć do na mokro do jakiegoś makijażu wieczorowego.

2) Pojedynczy cień Catrice nr 340 Ooops Nude Did It Again! - cień wielofunkcyjny, który znajduje się w obecnej kolekcji Catrice, więc bez problemu można go kupić w Naturze i Hebe za 11,99 zł. Używam go głównie jako rozświetlacza do twarzy, gdy chcę uzyskać subtelne rozświetlenie do makijażu dziennego (jednak w tym wariancie szybko się zużywa, ale efekt jest świetny). Zdarza mi się też używać go jako rozświetlacza do łuku brwiowego, wewnętrznego kącika i środka ruchomej powieki, zwłaszcza, gdy robię ekspresowy makijaż dzienny, gdy jestem mocno niewyspana i chcę to ukryć ;)

1) Mineralny duo-bronzer Alverde nr 10 Light Bronze - niestety jest trudno dostępny w Polsce. Upolowałam go na Allegro, więc tam możecie próbować. Ma jasny, chłodny kolor, nie wpadający w pomarańczowe tony. Do tego jest matowy. Idealny dla bladziochów! Koszt 25 zł + wysyłka.

2) Róż Bell 2 Skin Pocket Rouge nr 11 - kupiony na wyprzedaży w Biedronce za zdaje się 4 zł, więc żal było nie skorzystać z okazji. Ma ciekawy brzoskwiniowo-koralowy kolorek o satynowym wykończeniu.

Bell, BB Cream 7 in 1 Make-up, 010 Nude - dostępny w Naturze za 19,99 zł.

Tusz do rzęs Max Factor 2000 Calorie Dramatic Volume, wersja czarna - kupiony w promocyjnej cenie w Hebe za 19,99 zł, więc znów żal było nie brać, bo od dawna chciałam przetestować ten tusz. Taki sam możecie zresztą wygrać w moim konkursie :) Mój egzemplarz wciąż leży nieotwierany, bo mam aktualnie otwarte 3 inne tusze i czekam aż przynajmniej jeden z nich się skończy.

Bezbarwny błyszczyk Essence XXXL Shine, 01 Pure Chic - kupiłam, bo aż wstyd się przyznać, że nie miałam do tej pory w swoich zbiorach zwykłego bezbarwnego błyszczyka, a on daje przecież tyle możliwości!

AKCESORIA

1) Patyczki kosmetyczne Lilibe w dość nietypowym kształcie - z jednej strony mają spłaszczony, nieco jajkowaty kształt (coś jak niektóre pacynki do cieni), a z drugiej strony końcówka jest skonstruowana w szpic. Są naprawdę przydatne przy poprawkach makijażu oczu, zwłaszcza ta cienka, precyzyjna końcówka. Za 70 sztuk trzeba zapłacić 2,79 zł w Rossmannie.

2) Zalotka do rzęs Ellite.

3) Wysuwany pędzelek do ust Catrice.


PAZNOCIE

1) Wysuszacz lakieru do paznokci Essence Nail Art Express Dry Drops.
2) Lakier do paznokci Bell Air Flow Lotus Effect, nr 15 - czyli w kolorze malinowym. Recenzja TUTAJ.


PIELĘGNACJA

1) Neutrogena, odżywczy balsam do ciała z maliną nordycką do skóry suchej. Za 200 ml zapłaciłam ok. 13 zł na promocji w Naturze.

2) Jedwabisty mus do ciała Avon Planet Spa, Masło Shea i Trufla Czekoladowa. Za 200 ml w ramach promocji zapłaciłam 19,99 zł (regularna cena 43 zł nie zachęca jakoś :P).

Dax Perfecta, cukrowy peeling do ciała, Czekolada +olejek kokosowy, ujędrniający - na promocji w Rossmannie zapłaciłam ok. 13-14 zł (cena regularna ok. 17 zł).

Avon Planet Spa, Tropikalny krem do stóp i łokci z kwasami AHA. 75 ml w promocji kosztowało 9,99 zł (swoją drogą to ostatnio często jest promocja na ten krem, z czego bardzo się cieszę :D).

Sól do kąpieli Planet Spa, Rozgrzewająca, Owoce Cytrusowe z ekstraktem z imbiru i żeń-szenia. Jest to limitowanka, która bardzo przypadła mi do gustu, więc po kilku dniach pobiegłam do Biedronki dokupić jeszcze 2 słoiczki, więc w sumie mam 3 słoiczki, które pewnie starczą mi na dość długo, bo nie mam wanny i używam tych soli do kąpieli stóp ;)

1) Maska do włosów L'biotica Biovax Latte, Intensywnie regenerująca. Kupiona na promocji w SuperPharm za ok. 14 zł (cena regularna ok. 20 zł).

2) Kokosowy olejek do ciała Alverde (zamówiony na Allegro, podobnie jak bronzer). Pewnie domyślacie się, że nie używam go do ciała, tylko do włosów ;) Nie wiem tylko czy im nie zaszkodzi, bo czasami olej kokosowy może wysuszać włosy. Jeżeli tak się stanie, będę używać tego olejku do ciała, bo skóra mojego ciała też lubi wszelkiej maści oliwki i olejki :)

1) Krem do rąk Avon Care, intensywnie nawilżający z mleczkiem pszczelim - świetny ma zimę, jeżeli ktoś nie ma oczywiście ekstremalnie suchej i pękającej skóry (ja na szczęście tej zimy nie mam).

2) Regenerujący krem do rąk BeBeauty S.O.S - jest to już moje kolejne opakowanie, z pewnością nie ostatnie. Ostatnio używam go głównie, kiedy nie wychodzę z domu, bo na mrozie lepiej sprawdza się krem Avon.

1) Krem do twarzy, Ziaja Ulga, skóra wrażliwa, wersja na dzień (SPF 20).

2) Ziaja, Kozie Mleko, krem 2 (na noc), cera sucha.

3) FlosLek Labolatorium, Winter Care, Bio-ochronny krem zimowy, bio-olej ze słodkich migdałów - wybawienie dla moich suchych, szczypiących policzków, gdy temperatura spada poniżej zera. Zdaje się, że ostatnio Hebe miała na te kremy promocje i kosztowały ok. 10 zł. Ja swój kupiłam za ok. 14 zł w Naturze. Dostępny jest też w SuperPharm za ok. 15 zł.

Avon Planet Spa, maseczka błotna do twarzy z minerałami z Morza Martwego.

BeBeauty, Face Expertiv, Hydro Effect, Miceralny żel do mycia i demakijażu, skóra sucha i wrażliwa. Kupiony w Biedronce za niecałe 5 zł. Sporo dobrego się o nim naczytałam na innych blogach, więc postanowiłam wypróbować go na sobie ;)

1) L'biotica Regeneracja, Regenerujący krem do rzęs - liczę na to, że wreszcie dorobię się firanek, hehe :P

2) FlosLek, Żel ze świetlikiem lekarskim i rumiankiem do powiek i pod oczy - jest to ponowny zakup, ale tym razem wybrałam inny wariant, bo chabrowego nie było. Używam go na spółkę z moim chłopakiem, więc dość szybko w naszym przypadku widać denko ;)

BeBeauty, Chusteczki do demakijażu, wersja zielona, do każdego typu cery - nie wiem które to już opakowanie w moim przypadku.

Płatki kosmetyczne Lilibe, 120 sztuk - i znów nie mam pojęcia, które to z kolei moje opakowanie ;)


Na koniec chciałabym Wam jeszcze pokazać dwa zakupy, które usprawniły funkcjonowanie mojej stacji dowodzenia:

1) Lustro dwustronne na stojaku marki IKEA. Jedna strona jest zwykła, a druga powiększa 2,5-krotnie. Na Allegro kosztowało ok. 40 zł + wysyłka, jeśli dobrze pamiętam.

2) Drewniany stojak na płatki kosmetyczne, również kupiony na Allegro u sprzedawcy, który ma sporo rzeczy typu szkatułki, organizery itp. z drewna poddanego tylko podstawowej obróbce. Dzięki temu możemy samodzielnie ozdobić stojak jak nam się podoba. Mój na razie nie był przeze mnie zmieniany, ale pomyślę nad tym, gdy już będziemy mieć własne mieszkanie - wtedy dostosuję jego wygląd do wystroju sypialni. Zapłaciłam za nieco z wysyłką ok. 15 zł, przy czym wybrałam niższą wersję, ale wyższa jest droższa o jakieś 2 zł, jeśli dobrze pamiętam. Mnie po prostu mniejsza wersja bardziej pasowała do wyglądu mojej obecnej "stacji dowodzenia".


DENKA

W tym miesiącu trochę słabo, no ale trafiło się kilka kosmetyków, które mam już na końcówce, ale nie wyrobiłam się ze zdenkowaniem w styczniu, więc zobaczycie je w denkach z lutego.

1) Regenerujący krem do rąk BeBeauty S.O.S. Recenzja TUTAJ. Następca: Regenarujący krem do rąk BeBeauty S.O.S i Avon Care z woskiem pszczelim.

2) Krem do rąk Garnier Bio-kompleks z ekstraktem z aloesu. Zawsze nosiłam go w torebce, bo wolę w niej mieć krem w nieco mniejszym rozmiarze. Bardzo lekki, na zimę może nawet za lekki. Szybko się wchłania. Następca: Garnier Bio-kompleks w wersji z masłem shea (nieco bardziej treściwy niż jego brat, choć nadal na mróz wolałabym coś bardziej treściwego, ale w temperaturze powyżej zera daje radę).

3) Nawilżający krem do rąk Nivea Visage, który okazał się dla mnie jednak za tłusty, więc końcówkę zużyłam do smarowania rąk w te paskudne mrozy. Następca (do twarzy oczywiście): Ziaja oliwkowa.

4) Ziaja, krem oliwkowy, cera sucha i normalna, w standardowej formule, więc stosowałam go na noc i czasem na policzki przed porannym makijażem. Wchłania się lepiej niż Nivea i naprawdę dobrze nawilża i odżywia. Następca: Ziaja Kozie Mleko, krem 2 (na  noc).

5) Jedwab do włosów CHI - całkiem przyzwoity jedwab, niestety najłatwiej go dostać w salonie fryzjerskim lub w Internecie. Mam co prawda ochotę wypróbować inne wersje jedwabiu, o których wiele dobrego słyszałam, ale z tego i tak byłam zadowolona, choć nie jest ideałem. Całkiem dobrze jednak zabezpieczał końcówki moich włosów. Następca: Jedwab Biosilk - nieco słabszy niż jego poprzednik niestety, mimo że oba pochodzą od tego samego producenta :/

6) Chusteczki do demakijażu BeBeauty, wersja różowa, czyli z aloesem, do skóry suchej i wrażliwej - całkiem niezłe, ale wolę zielone, głównie ze względu na zapach. A jeśli chodzi o kwestię wysuszania czy podrażniania, to różnicy między nimi raczej nie widzę, a jeśli już to na korzyść chusteczek w zielonym opakowaniu, więc te różowe będę kupować tylko wtedy, kiedy zielonych akurat nie będzie na półce (raz właśnie się tak zdarzyło i dlatego to konkretne opakowanie trafiło w moje ręce. Następca: Chusteczki BeBeauty w wersji zielonej (do wszystkich typów skóry).

7) Naturalne syberyjskie czarne mydło z Receptur Babuszki Agafii. Recenzja TUTAJ. Następcy: Białe mydło z Receptur Babuszki Agafii (recenzja TUTAJ) i żel pod prysznic Original Source, Chocolate & Orange.

8) Farmona Sweet Secret, Migdałowy peeling do ciała Słodkie Trufle i Migdały. Recenzja TUTAJ. Następca: Dax Perfecta Spa, Cukrowy peeling do ciała, Czekolada + olejek kokosowy.

9) Szampon BabyDream - używałam go do mycia pędzli i zmywania olejów z włosów. Kosztuje śmieszne pieniądze i świetnie spełnia swoje zadanie. Nie zawiera SLS i parabenów. Dostępny w każdym Rossmannie Następca: Szampon BabyDream ;)

10) Płatki kosmetyczne Lilibe, 120 sztuk. Są tanie, również dostępne w każdym Rossmannie, nie rozwarstwiają się. Są nawet dużo lepsze niż dwukrotnie droższe Cleanic, które właśnie mi się rozwarstwiały. Będę je kupować tak długo, jak długo będą one produkowane i dostępne w Polsce :) Następca: oczywiście płatki kosmetyczne Lilibe :)

Ufff... Gratuluję tym, którzy dobrnęli do końca. Następnym razem chyba rozbiję zakupy i denka na dwa osobne posty :P Ciekawa jestem czy podpatrzyłyście coś ciekawego w moich zakupach. Mnie szczególnie napawa dumą lustro i stojak na waciki - od jakiegoś czasu mi się takie marzyły :) A jakie są Wasze zdobycze zakupowe stycznia, które sprawiły Wam szczególną przyjemność? :)