Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wella. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wella. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 marca 2014

Projekt "Denko": luty 2014

Hej :)

Przychodzę do Was bardzo późnym wieczorem z notką o zużyciach. Chciałam przynajmniej zdążyć opublikować ją przed północą, no ale miałam dziś tyle zajęć, że nie wyszło. Z reguły publikuję denka 2-miesięczne, ale tym razem karton na puste opakowania był całkowicie zapełniony już po 4 tygodniach, a przed przeprowadzką nie chcę sobie sprawiać większego ;) Tak więc jesteście ciekawe co udało mi się zużyć w lutym, zapraszam do czytania :)

Legenda:
jestem z tego produktu zadowolona i prawdopodobnie kupię ponownie
produkt był w porządku, ale bez szału, być może jeszcze do niego wrócę
bubel, do którego nie kupię ponownie




niedziela, 12 stycznia 2014

Ulubieńcy grudnia

Hej :)

Przychodzę do Was z niespodzianką, czyli ulubieńcami grudnia, których miałam opublikować za kilka dni. Z powodu bólu kolana i tak muszę siedzieć na tyłku, więc nudzę się przed laptopem, to i znalazłam trochę czasu i weny, żeby wrzucić ulubieńców grudnia już dziś. Ciekawych zapraszam do lektury :)



Podkład Bourjois Flower Perfection - fajnie kryje, jednocześnie wyglądając na mojej twarzy bardzo naturalnie. Trafił nawet do ulubieńców roku 2013 (KLIK).

Puder kompaktowy Sephora nr 25 medium - używam go do konturowania twarzy, kiedy moja skóra jest bardzo jasna i chcę osiągnąć subtelny, naturalny efekt. Pisałam o nim też w ulubieńcach listopada (KLIK).

Róż Ladycode nr 1 - czyli róż produkowany przez Bell dla Biedronki. Ja określiłabym ten kolor jako taki frozen berry, przybrudzony róż, nieco chłodny, który bardzo naturalnie wygląda na twarzy jesienią i zimą. Świetnie współgra zarówno z pomadkami w kolorze cielistego różu, jak i fuksjowymi. O nim również pisałam w ulubieńcach listopada (KLIK).


niedziela, 5 stycznia 2014

Grudniowe nowości w kosmetyczce

Hej :)

Dawno mnie tu nie było, znowu. Grudzień był dla mnie dość intensywnym miesiącem. Dużo pracowałam, dużo wyjeżdżałam, a jak już miałam trochę czasu dla siebie, to nie miałam zbytniej weny na blogowanie - wolałam raczej przykryć się kocem i poczytać książkę (jedna z moich ulubionych rozrywek w jesienne i zimowe wieczory) lub obejrzeć z ukochanym jakiś fajny film. Zresztą często jestem w domu tylko wieczorami, a wtedy światło jest niesprzyjające dla zdjęć. Postanowiłam więc, że po Nowym Roku zacznę być bardziej przewidująca i zapobiegliwa i w weekend będę robić zdjęcia na co najmniej 5-6 notek na kolejny tydzień. To jedno z moich postanowień noworocznych - zobaczymy co z tego mi wyjdzie ;) Postanowienia noworoczne jeszcze cały czas obmyślam, ale wolę nie robić rewolucji i nie dorzucać sobie nie wiadomo ile nowych rzeczy na głowę. Jak już do końca je przemyślę, to pewnie Wam o nich napiszę :)

A teraz przejdźmy do nowości kosmetycznych grudnia. Wiem, że lubicie posty ze zdobyczami. Sama zresztą również lubię podpatrzeć co inne dziewczyny kupują i często dzięki zakupom innych wpada mi w oko jakaś fajna rzecz/kosmetyk. Poza tym dla mnie bardzo są cenne informacje z Waszych komentarzy pod takim postem, bo wiem dzięki temu któremu produktowi najlepiej poświęcić osobną recenzję, bo może się Wam ona przydać, skoro ten produkt Was zainteresował. Nie wiem w ogóle po co ja się teraz z tej notki tłumaczę :P Może po to, żebyście nie myślały, że to post chwalipięcki :P No ale każdy taki post jest trochę chwalipięcki, niemniej myślę, że przynosi też trochę pożytku, o czym już wyżej pisałam ;)

Dobra - koniec biadolenia i przejdźmy do zdobyczy :D

W grudniu sama nie kupowałam sobie wielu kosmetyków. Większość z nich dostałam w ramach współprac bądź prezentu od Gwiazdora. Kupowałam jeszcze jakieś waciki, zmywacz do paznokci, maszynki do golenia i może coś tam jeszcze, ale takich dupereli nie chce mi się tutaj pokazywać, bo to są rzeczy które kupuję bardzo regularnie.


W owczym pędzie Rossmanniaczek kupiłam Błoto z Morza Martwego marki White Flowers, które podobno błotem z Morza Martwego nie jest. Spróbuję to jakoś sprawdzić. Ale powiem Wam, że na mnie błoto to działa fajnie, więc nawet jak nie okaże się oryginalnym to nie będę jakoś specjalnie zawiedziona. Na promocji, która trwa w Rossmannie do 9 stycznia kosztuje 15 zł (zamiast 20 zł) za 500 g (będę je zużywać chyba do końca świata, dobrze że ma długą datę ważności).

W Rossmannie kupiłam też żel do golenia Joanna Sensual (ok. 10 zł) i antyperspirant w sztyfcie Rexona Clear Diamond (ok. 10 zł), bo ich poprzednicy po prostu mi się skończyli. Oba produkty są zresztą ponownymi zakupami, co znaczy że się u mnie sprawdzają.


Kolejne zakupy z Rossmanna to mleczko do ciała Isana Med 10% Urea, o którym słyszałam, że jest dobrym nawilżaczem do ciała, a teraz na promocji kosztuje 5,99 zł zamiast 8,99 zł. A ja uważam, że takich nawilżających mazideł do ciała o dobrym składzie nigdy w szufladzie za wiele, gdyż stosuję je również na swoich ukochanym, któremu w zimowych miesiącach mocno przesuszają się i łuszczą niektóre partie skóry. Ponownie zakupiłam płyn do higieny intymnej Facelle Sensitive, który dla mnie jest po prostu uniwersalnym płynem do mycia całego ciała (również twarzy i włosów) na wyjazdach, kiedy wolę ze sobą targać jeden kosmetyk zamiast czterech. Cena 3,49 zł w promocji (zamiast 3,99 zł).


Z ciekawości kupiłam w promocyjnej cenie 15,99 zł (zamiast ok. 30 zł) zestaw do prostowania włosów podczas suszenia got2b. Dopiero po zakupie przeczytałam jakie ma okropne opinie na KWC i blogach i boję się teraz go użyć :P Chociaż może nie będzie źle, skoro włosy mam aktualnie w naprawdę dobrej kondycji?


W Hebe dorwałam na promocji dwupak maskar Essence Get Big Lashes (triple black i volume boost waterproof). Nie uwierzycie, ale za oba tusze dałam łącznie 8 zł, więc nie mogłam nie wziąć, bo to prawie darmo :D Zresztą już od jakiegoś czasu miałam na liście maskar do przetestowania właśnie Get Big Lashes. Nawet jak się u mnie nie sprawdzą, to za te pieniądze nie będę żałować. Na razie leżą sobie w zapasie, bo dzięki programowi Nowości Rossmann mam teraz otwarte aż 4 tusze (o zgrozo!). Na promocji -40% na markę Catrice w Hebe kupiłam też z ciekawości bazę pod pomadki z LE Rocking Royals (koszt na promocji ok. 10 zł). Korcił mnie też puder rozświetlający, zwłaszcza ze względu na ładne opakowanie, ale dałam sobie spokój, bo mam w tej chwili otwartych kilka pudrów.

W sklepie chińskim na ostatnią chwilę kupiłam rzęsy Magic Girl,które w Sylwestra pocięłam na połówki, bo jak na Sylwestra miałam delikatny makijaż oczu (spontanicznie postawiłam na soczyste, fuksjowe usta w ramach testowania nowego eliksiru do ust L'oreal). Jak na rzęsy za 4 zł są w porządku. Pasek jest przezroczysty, ale trochę za gruby, więc żeby nie był widoczny musiałam go po przyklejeniu pokryć czarnym żelowym eyelinerem.

W Rossmannie kupiłam też srebrny i złoty lakier piaskowy Lovely Snow Dust. Nie będę im poświęcać żadnego posta, bo sporo było tego w blogosferze, więc nie widzę sensu, żebym ja również je pokazywała i opisywała moje wrażenia, bo pewnie będą takie same jak u innych. Każdy z lakierów kosztował ok. 8,50 zł.


W ramach Programu Nowości Rossmann dostałam do przetestowania energizujący żel do mycia twarzy AA 30+ z kolagenem i kwasem hialuronowym. Wszedł on już do sprzedaży i aktualnie możecie go nabyć na promocji za ok. 12 zł (cena regularna 14,99 zł). Pierwsze wrażenia są pozytywne - wydaje się być świetnym wyborem dla skóry wrażliwej. Pozostałe nowości znajdą się w sprzedaży od 1 lutego. I są to: odżywka do paznokci Sally Hansen Nail Rehab (nie zawiera formaldehydu i opiera się na akrylu; ma kosztować 36,99 zł), krem CC Olay (cena regularna 89,99 zł), maskara Manhattan Supersize Volume Delight (cena regularna 25,99 zł) i eliksir do ust L'oreal w kolorze nr 401 Fuschia Drama (cena regularna 54,99 zł).

Dostałam też płytkę do walki z insektami i żel do prania, ale stwierdziłam, że niekosmetycznych rzeczy nie będę tu pokazywać.


W ramach testu kosmetyków Wella ProSeries na portalu Wizaż trafił do mnie zestaw kosmetyków 2-dniowa objętość. W jego skład wchodzi: szampon, odżywka do spłukiwania, pianka do modelowania i spray termoochronny. Na pewno poświęcę tym kosmetykom również osobną recenzję na blogu.



Dostałam też 2 zestawy kosmetyków na święta. Były ładnie zapakowane w pudełka, ale pudełka zajmowałyby mi zbyt wiele miejsca w torbie podróżnej, więc je wyrzuciłam i kosmetyki przewiozłam luzem w torbie.


Od siostry dostałam kosmetyki Tutti Frutti: olejek do kąpieli i masło do ciała o zapachu brzoskwini i mango oraz peeling do ciała o zapachu melona i arbuza. Na razie czekają sobie aż będę miała humor na słodkie owocowe aromaty.



Od dziadków dostałam zestaw różanych kosmetyków. Znalazł się tu żel pod prysznic, balsam do ciała i sól do kąpieli, której nie ma na zdjęciu, bo już ją zużyłam. Te 2 buteleczki mają pojemność 150 ml, więc pewnie będę z nich korzystać na wyjazdach.

A za pieniądze z koperty od dziadków zakupiłam lokówko-prostownicę Babyliss, o której pisałam Wam TUTAJ. Miała do mnie przyjść 3 stycznia, ale kurier do mnie nie dotarł z powodu korków, więc dostanę ją pewnie we wtorek. Jak już się trochę z nią oswoję, to zaprezentuję Wam na blogu ją i jej możliwości :) Dla ciekawych na razie napisze tylko, że kupowałam ją na stronie hurtowni Fryzomania, gdzie cały czas można ją jeszcze nabyć w promocji za 236 zł + darmowy kurier (KLIK). Ja zdobyłam jeszcze kod rabatowy 5%, więc ostatecznie zapłaciłam 224 zł, co moim zdaniem jest przystępną ceną za wielofuncyjne profesjonalne urządzenie do stylizacji włosów.

I to już wszystkie moje nowości grudnia. Napiszcie w komentarzach czy coś Was zainteresowało i podzielcie się swoimi nowościami :) Jutro pojawi się notka z kolorówkowymi ulubieńcami roku, a na przyszły tydzień planuję zamieścić recenzje kosmetyków z listopadowej paczki z Programu Nowości Rossmann, które w tym miesiącu wchodzą/weszły do sprzedaży, więc warto żebyście wiedziały na co warto zwrócić uwagę.

No i na koniec życzę Wam udanego wypoczynku z okazji przedłużonego weekendu,

Avenindra.

piątek, 22 listopada 2013

Zakupy -40% w Rossmannie

Hej :)

Dzisiaj znowu wybrałam temat na topie - najpierw przygotowywałam się do zakupów w Rossmannie i polecałam Wam kosmetyki, które mi się sprawdziły. Dziś natomiast jest już pierwszy dzień promocji w Rossmannie, w którym byłam o 9 rano (yeah :P), więc czas pochwalić się zakupami kolorówkowymi. Nie martwcie się - nie zamęczę Was, bo nie jest tego dużo ;)

wtorek, 20 listopada 2012

Wellaton, Pianka trwale koloryzująca, 66/46 Wiśniowa czerwień

Cześć :)

Dzisiaj parę słów o drugiej już używanej przeze mnie farbie piankowej Wellatonu. Tym razem mój padł na wiśniową czerwień.


Poprzednio używałam odcienia Egzotyczna czerwień, którego recenzję możecie przeczytać TUTAJ. Znajdziecie w niej też wywody o tym, co sądzę na temat farb pianowych i dlaczego je lubię, dlatego zainteresowanych odsyłam do tamtego posta, żeby tutaj się nie powtarzać.

Farba jest łatwa w obsłudze - mieszamy zawartość buteleczek w dużej butelce, którą zakręcamy, wstrząsamy tak długo aż wytworzy się gęsta piana i możemy zacząć aplikację. Można nakładać dokładnie jak szampon i wtedy idzie bardzo szybko. Ja natomiast na wszelki wypadek wspomagam się grzebieniem z gęstymi ząbkami, żeby mieć pewność że wszystkie włosy są dokładnie pokryte produktem. Farbę trzymamy na włosach do 40 minut, po czym spłukujemy aż woda będzie teoretycznie przezroczysta (w moim przypadku to niemożliwe, więc spłukuję, aż woda będzie bardzo jasna). Następnie nakładamy balsam utrwalający kolor, zostawiamy na ok. 2 minuty i spłukujemy. Włosy są potem mega miłe w dotyku, a przy okazji kolor wolniej się wypłukuje. Tubka jest spora i starcza na 3 użycia, więc należy go nałożyć jeszcze 2 i 4 tygodnie po farbowaniu. Sama pianka również jest bardzo wydajna - mam dość długie włosy i jedno opakowanie starcza mi bezproblemowo, by pokryć równomiernie całą czuprynę.

Tak wygląda Wiśniowa czerwień na moich włosach jakieś 2-3 tygodnie po farbowaniu:


Jak widzicie u mnie kolor jest ciemniejszy niż na opakowaniu. Być może wiąże się to z tym, że wcześniej przez kilka miesięcy farbowałam włosy Egzotyczną czerwienią, która jest jaśniejsza. Ale muszę przyznać, że ten efekt mi się podoba. Zapomniałam zrobić fotki zaraz po farbowaniu, więc musicie mi uwierzyć na słowo, ze wtedy włosy mają kolor dość ciemny, dokładnie wiśniowy :P Jednak już po kilku myciach kolor robi się bardziej stonowany.

Jedyny minus jaki znajduję w tym odcieniu, to to że strasznie długo wypłukuje się na brudno - jakieś 2 tygodnie, albo i nawet trochę dłużej, co wiąże się ciągle z brudnymi ręcznikami i tym, że trzeba uważać by mokrymi włosami niczego nie zabrudzić - np. jasnego szlafroka. Przy Egzotycznej czerwieni ten efekt również występował, jednak trwało to krócej - tydzień lub 1,5 tygodnia, z tego co pamiętam.

Cena tych pianek waha się zwykle ok. 22-25 zł, ale odkryłam że drogerie często robią promocje i tak np. w Naturze, gdy trafimy na promocję, możemy te pianki dostać za ok. 18-19 zł. Dlatego ostatnio kupuję Wellaton nawet gdy mam świeżo pofarbowane włosy, jeśli tylko zauważę gdzieś promocję, po to by potem nie przepłacać i leży sobie potem w szafie takie opakowanie na zapas. Nie wiem, czy już o tym pisałam, ale mam tak, że lubię mieć w domu zbunkrowane zapasowe opakowanie farby - tak bez powodu w zasadzie (w końcu kolory co jakiś czas zmieniam, więc nie muszę się martwić, że mój jedyny ukochany kolor producent postanowi wycofać :P).

Podsumowując: mimo minusu jakim jest długi czas brudzącego wypłukiwania koloru, polecam tę farbę, bo jest wygodna w użyciu i ma ciekawy kolor. Nie ręczę tylko czy kolor wyjdzie Wam zbliżony do tego z opakowania, czy dużo ciemniejszy, jak u mnie, ale przypuszczam że u mnie zawinił ciemny kolor włosów.

Ocena: 4/5

Lubicie farby piankowe czy wolicie tradycyjne? A może zmieniacie kolor w salonie fryzjerskim? Ciekawa jestem Waszych opinii :)

wtorek, 14 sierpnia 2012

Po wizycie u fryzjera

Hej!

Dzisiaj krótka notka o włosach. Ostatnio były w paskudnym stanie - chciało mi się już płakać jak na nie patrzyłam. Końce były mega szorstkie, porozdwajane, łatwo się ze sobą plątały, przez co czasem pojawiały się trudne do wyczesania kołtuny. Koszmar :/ Dlatego wczoraj, korzystając z tego że pracowałam na nocną zmianę, wybrałam się popołudniu do fryzjera.

Oto efekty:



Nie zwracajcie uwagi na prawą brew - obie brwi wydepilowane są mniej więcej symetrycznie, ale przy prawej mam ostatnio spore problemy z układaniem (chyba będę musiała lekko przyciąć niektóre włoski).

Jak widać nie poszalałam u tego fryzjera, nie miałam też takiego zamiaru. Skróciłam włosy o ok. 10 cm. niestety nie wystarczyło to na usunięcie wszystkich zniszczonych części włosów, ale nie chciałam by były jeszcze krótsze, więc poprzestałam na tych 10 cm, zwłaszcza że na co dzień staram się nie suszyć ich suszarką, a gdy schną same, to trochę się kręcą, więc automatycznie są krótsze. Zresztą włosy półdługie/długie są bardziej praktyczne, bo gdy spieszę się rano do pracy to o godz. 5:00 nie bardzo chce mi się z tą fryzurą cudować i lepiej je zebrać w kucyk lub kok.  Co więcej, mam bardziej okrągłą twarz i mało które z krótkich uczesań mi pasuje i zwykle fryzura taka w moim przypadku wymaga prostowania, a fryzjerka kategorycznie zabroniła mi używać prostownicy.

W ogóle zniszczenie moich włosów jest dla mnie niepojęte - jedyna krzywda jaką im robię, to farbowanie, które i tak ostatnio ograniczam (co 2-3 miesiące), suszenie suszarką też wchodzi w grę tylko w sytuacjach awaryjnych. Nie prostuję, nie używam lokówki, nie tapiruję, nie używam kosmetyków do stylizacji. Problemy zaczęły się jakieś 3-4 tygodnie po przyjeździe do Moskwy - myślę, że tu jest pies pogrzebany, bo moskiewski klimat jest bardzo suchy. Kosmetyki, których używam fajnie odżywiły młodsze części włosa, a ze starszymi niestety nie dały sobie rady, dlatego trzeba było je ściąć.

Fryzjerka przed ścinaniem ujarzmiła moje włosy odżywką regenerującą w olejku CHI silk infusion. Po wysuszeni włosy były delikatne i miękkie w dotyku. Fryzjerka zaproponowała, że sprzeda mi małą buteleczkę tego cuda (15 ml) za 10 zł. Bardzo przystępna cena, gdyż na całe końcówki wystarczy do rozprowadzenia jedna kropla. Zamierzam ją stosować na wilgotne włosy, po każdym umyciu (można też na suche, ale wtedy mogą się przetłuszczać).


Skoro już jestem przy temacie włosów, to również wczoraj zakupiłam na promocji w Naturze za 18,99 zł farbę w piance Wellaton. Na razie chcę jeszcze dać moim włosom odpocząć od farbowania, więc farby użyję gdzieś za 2-4 tygodnie, ale że teraz jest 5 zł tańsza, to zakupiłam z oszczędności. Zresztą ja lubię jak pudełko farby leży sobie na zapas - nie wiem dlaczego, bo raczej niczemu to nie służy, ale po prostu tak mam ;) Tym razem postawiłam na nieco jaśniejszy odcień - wiśniowa czerwień, gdyż chcę uzyskać efekt pomiędzy tym kolorem a aktualnym kolorem moich włosów nie bawiąc się w dekoloryzację. Nowy kolor jest 1 lub 2 tony jaśniejszy, a do następnego farbowania aktualny kolor zdąży się mocno wypłukać, jak to czerwień. Wiem, że Wellaton w piance zbiera różne opinie, nie zawsze pozytywne i zastanawiałam się nad wypróbowaniem Szwarzkopfu lub Loreala, ale niestety nie mają oni w swojej palecie barw typowych czerwieni, które uwielbiam - jakoś nie widzę się w mahoniowych włosach. Ciekawa jestem jaki efekt na moich włosach da zakupiony kolorek.


Na razie to tyle paplaniny o włosach - będę starała się je odżywiać i nawilżać i nadal będę ograniczać farbowanie i użycie suszarki oraz kosmetyków do stylizacji. Niezbędna też będzie przynajmniej jeszcze jedna wizyta u fryzjera, by całkowicie pozbyć się zniszczonych końców (aktualnie jest to ok. 2 cm długości). Obawiam się, że następna okazja do wizyty u mojej ulubionej fryzjerki pojawi się dopiero w grudniu,
chociaż może uda mi się pokombinować, żeby trafić do niej wcześniej.

A jak Wy radzicie sobie z problemem zniszczonych przesuszonych końcówek? :) Zachęcam do komentowania.

sobota, 30 czerwca 2012

Wellaton Pianka Trwale Koloryzująca: Egzotyczna Czerwień 55/46

Nie ma to jak pisać posta w środku nocy, zamiast spać :P A jeszcze sprzątanie na mnie czeka ;) Ostatnio ciągle jestem zalatana, ale akurat dziś farbowałam włosy, więc tchnęło mnie na tego posta. Przechodzę zatem do tematu.

Już drugi raz zafarbowałam włosy pianką Wellatonu w kolorze Egzotyczna Czerwień (55/46). Można się zatem domyślić, że jestem z tego produktu zadowolona, skoro zdecydowałam się na niego drugi raz z rzędu ;)



Zawsze denerwowało mnie to, że musiałam prosić o pomoc w farbowaniu siostrę, czy kogoś innego, więc musiałam się do tej osoby dostosowywać czasowo itd. Teraz po prostu sama wszystko robię i jestem zadowolona z efektu. A wszystko to za ok. 23 zł (szkoda zatem kasy na fryzjera, skoro w sklepach mamy dobre farby w przystępnych cenach, które możemy sobie zaaplikować bez niczyjej pomocy).

W środku mamy instrukcję, rękawiczki, duży pojemnik z emulsją, mały pojemnik z kremem koloryzującym, atomizer i balsam utrwalający kolor.


Do pojemnika z emulsją wlewamy krem koloryzujący, nakładamy atomizer, zakręcamy, wstrząsamy aż wytworzy się gęsta piana i gotowe - możemy zacząć farbowanie. Piankę wyciskamy mocno naciskając pojemnik, nabieramy na dłonie (w rękawiczkach oczywiście) i nakładamy na włosy jak szampon (ja jeszcze dodatkowo wczesuję grzebieniem). Farbę należy spłukać po 40 minutach, po czym należy nałożyć balsam utrwalający kolor i jego po kilku minutach też spłukać. Ja ten balsam uwielbiam - pięknie pachnie, włosy są po nim miękkie, gładkie, lepiej się rozczesują. Należy go nałożyć róznież 2 i 4 tygodnie po farbowaniu. Kolor utrwala całkiem całkiem - faktycznie mocniej zaczyna blaknąć po 6 tygodniach (ja ostatnio farbuję co ok. 3 miesiące, żeby nie katować zbyt mocno moich włosów, którym szkodził moskiewski klimat). Farba natomiast jest bardzo wydajna - 1 opakowanie pianki starcza na dokładnie pokrycie moich długich włosów.

Kolor na początku jest dość ciemny - u mnie jest to ciemna wiśnia (fotka poniżej). Natomiast po około dwóch tygodniach wypłukuje się do ciemniej chłodnej czerwieni, takiej bordowej (co możecie zobaczyć na moich zdjęciach z makijażami). Kolor jest wtedy dokładnie taki jak na pudełku od tej farby.

Niestety przez co najmniej tydzień (do dwóch nawet) po farbowaniu musimy się borykać z tym, że kolor dość mocno wypłukuje się podczas mycia, więc brudzi nam ręczniki, brodzik od prysznica itd. Ja przez ten czas po każdym myciu suszę włosy suszarką (chłodnym nawiewem oczywiście), żeby nie brudziły mi szlafroka czy innych elementów garderoby.

Nie wiem dlaczego na tym zdjęciu kolor wydaje się lekko brązowawy. Zapewniam, że to ciemna wiśnia. Jak widać po skórze głowy, fotka robiona pewnie z dzień czy dwa po farbowaniu.


Ja tę farbę polecam. Jestem z niej bardzo zadowolona i pewnie będę nią farbować włosy, dopóki kolor mi się nie znudzi.

Ocena: 5/5