Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BeBeauty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BeBeauty. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 lutego 2014

Grudniowo-styczniowe denko

Hej :)

Dziś zapraszam Was na mój Projekt Denko z ostatnich 2 miesięcy. Nie wiem dlaczego, ale tym razem nie mogłam się go doczekać (może dlatego, że miałam już karton pełen pustych opakowań, których wypadałoby się już pozbyć :P). Zresztą lubię denkowe posty u siebie i u innych, bo pozwalają one poznać opinię użytkowniczki o danym kosmetyku po jego całkowitym zużyciu. Poza tym nie wszystkie kosmetyki, przynajmniej u mnie, dorobiły się osobnych recenzji, więc w postach z denkiem możecie zobaczyć wszystko co przechodzi przez moją kosmetyczkę. No ale już kończę filozofowanie i przechodzę do rzeczy ;)

Legenda:
kupię ponownie
być może kupię ponownie
nie kupię ponownie


Włosy


W kategorii włosowej niewiele mam do pokazania, ponieważ ostatnio ciągle dostaję coś nowego do testów i mam problem ze zużyciem poprzednich kosmetyków, skoro często otwieram coś nowego. W zużyciu szamponu Schauma Fresh it Up pomógł mi w końcu mój ukochany ;) Oboje bardzo polubiliśmy się z tym szamponem i z pewnością do niego wrócimy po zużyciu zapasów. A recenzja pojawi się w ciągu kilku dni. Zużyłam też suchy szampon Taft Stylist's Selection, który razem z resztą nowości Schwarzkopf zrecenzuję na dniach.

piątek, 26 lipca 2013

Borówkowy peeling do ciała BeBeauty

Hej :)

Niedawno recenzowałam TUTAJ peeling do ciała Dax Perfecta, który niestety słabo się u mnie sprawdził (żeby nie powiedzieć, że w ogóle się nie sprawdził...). Pisałam Wam wtedy, że znalezienie odpowiedniego peelingu do suchej, wrażliwej i generalnie problemowej skóry mojego ciała jest nie lada wyczynem. Jeżeli chcecie się przekonać czy propozycja BeBeauty okazała się dla mnie ideałem, zapraszam do dalszej części posta :)

sobota, 29 czerwca 2013

środa, 5 czerwca 2013

Płyn miceralny BeBeauty

Hej :)

Dzisiaj parę słów o słynnym płynie miceralnym BeBeauty, który przez jedne z nas jest kochany, przez inne znienawidzony. Jeżeli śledzicie mnie dłużej, wiecie że jest to mój ulubieniec od ładnych kilku miesięcy, jednak uważam że nie jest on bez wad i nie u każdego się sprawdzi. Jeżeli jesteście ciekawe szczegółów, zapraszam do czytania dalszej części posta.

poniedziałek, 27 maja 2013

Be Beauty, Zmywacz do paznokci z olejkiem kokosowym i gliceryną

Hej :)

Dziś znów paznokciowo. Jak już się wkręcę w jakąś tematykę, to przejawia się ona na blogu całą wielką serią ;) Jutro też raczej będzie paznokciowo, bo będę uczyć się na egzamin, a paznokciowe notki tworzę szczególnie szybko. Jeżeli jeszcze nie macie dosyć czytania o malowaniu paznokci, zostańcie chwilę ze mną, bo poczytać kilka słów o zmywaczu do paznokci BeBeauty z olejkiem kokosowym :)


Produkt ten możemy kupić w Biedronce za 5,99 zł.

W buteleczce mieści się 150 ml zmywacza. Butelka ma pompkę, która niby jest sporym ułatwieniem, bo kładziemy na nią wacik i naciskamy. Jednak zdarza się, że odrobina zmywacza siknie mi gdzieś bokiem, no ale jest to naprawdę rzadkie. Butelka jest zamykana na klik, co jest kolejną wygodą, bo daje nam pewność, że zamknęłyśmy dobrze opakowanie.


Sam zmywacz ma zielony kolor. Zapach nie jest na szczęście intensywny, czy też bardzo nieprzyjemny. Produkt nie zawiera w składzie acetonu. Skład w zasadzie jest dobry jak na zmywacz do paznokci.

Kosmetyk dobrze zmywa, nie jest niestety zbyt wydajny - może ta pompka sprawia, że dużo go zużywam? A najgorsze jest to, że zmywacz wysuszył mi skórki i spowodował rogowacenie płytki paznokcia, co przyprawiło mnie o dreszcze.



Nie polecam zatem i na pewno nie kupię ponownie. Zostawiłam sobie jedynie opakowanie i przelałam do środka zmywacz Isany, której opakowania nie mają pompek ;)

Ocena: 1,5/5

Miałyście do czynienia z tym zmywaczem? Lubicie zmywacze z pompką? 


piątek, 12 kwietnia 2013

A miał być odwyk zakupowy...

Hej :)

Miał być odwyk zakupowy, a jak zwykle wyszło inaczej. Muszę wreszcie zacząć się hamować, bo moje konto krwawi, a ja już nie mam gdzie tego wszystkiego trzymać. Część zakupów była potrzebna (raczej mniejsza część), a część była spowodowana moim chciejstwem. No ale zaspokoiłam sporą część moich zachcianek, więc raczej nie będę już szaleć. W tym miesiącu planuję na pewno zakup perfum Avon Only Imagine, bo moje konsultantka skusiła mnie próbką - pachnie tak pięknie, że nie mogę sobie darować tych perfum ;) No ale dość paplaniny nie na temat - spójrzcie na zakupy i dajcie znać czy miałyście te rzeczy i jak Wam się sprawdziły, czy może planujecie ich zakup. Może coś ciekawego podpatrzycie, choć moje zakupy rzadko są jakieś oryginalne.

Wszystkie zakupy dotarły do mnie wczoraj i dzisiaj, więc... masakra :P

Kolorówka


Tym razem zacznę od kolorówki. Może dlatego, że na nią poszło więcej kasy :P Większość rzeczy, które widzicie na zdjęciu powyżej to zakupy z Minti Shop, które dostarczył opryskliwy kurier z K-Ex (chyba nie będę się już więcej decydować na usługi tej firmy kurierskiej, bo już kilka razy miałam z nimi przeboje).


Na pierwszy rzut niech pójdą kosmetyki i akcesoria E.L.F. Mamy tu bibułki matujące (7,90 zł), lateksowe gąbeczki do makijażu (8,90 zł, akurat mi się skończyły jakiś czas temu, a bywają przydatne, zwłaszcza do rozprowadzania korektora pod oczami) i mgiełka do utrwalania makijażu (18,90 zł za 60 ml). Mgiełka w zasadzie nie utrwala makijażu i wiedziałam o tym, gdy ją kupowałam. Chciałam po prostu mieć kosmetyk stapiający wszystkie warstwy makijażu, by wyglądał jak druga skóra i miał bardziej naturalne wykończenie. Ta mgiełka ma dobre opinie na KWC portalu Wizaż i ma dość przyjazny skład, więc postanowiłam wypróbować jako tańszą alternatywę dla mgiełek The Body Shop czy MAC, żeby zobaczyć czy tego typu kosmetyk w ogóle będzie się u mnie sprawdzał. Wszystkie te rzeczy kupiłam w Minti Shopie.


Tutaj mamy dwa maleństwa, które bardzo cieszą oko, a mianowicie paleta 12 perłowych cieni Technic Ultra Violet (10,90 zł), którą kupiłam z braku sensownej oferty fioletów u Sleek'a. Obok jest paleta cieni Sleek z limitowanki Aqua, o wdzięcznej nazwie Lagoon (32,90 zł). Początkowo zdjęcia tej palety mnie nie zachwycały, ale gdy zobaczyłam swatche na blogach, stwierdziłam że musi być moja :) Za parę minut pojawi się notka z pierwszym makijażem, jaki wykonałam tą paletą (w przeciągu kilku minut zresztą), więc jeżeli chcecie zobaczyć jak paleta spisuje się w akcji, zajrzyjcie do kolejnego posta. Jako ciekawostkę dodam, że wykonywałam ten makijaż bez użycia bazy pod cienie.
Obie paletki również kupiłam w Minti Shop.


No i ostatnie zakupy makijażowe z Minti Shop'u, czyli pędzle Hakuro. Tym razem padło na H76 (16,40 zł), H79 (16,40 zł) i H15 (33,90 zł). Najbardziej cieszę się chyba z H79, bo brakowało mi porządnego pędzla do rozcierania cieni.


Na koniec zakupy z Hebe i Avon. Kupiłam podkład Pharmaceris Intensywnie Kryjący w odcieniu Ivory 01 (33,90 zł). Potrzebowałam jakiegoś podkładu w płynie, który dobrze rozprowadza się palcami, bo ostatnio często wyjeżdżam i mam już dosyć targania ze sobą całego arsenału pędzli na kilkudniowe wyjazdy, gdzie zwykle nawet brakuje mi czasu i ochoty na codzienne mycie pędzli do podkładu. Następnym zakupem z Hebe jest błyszczyk Essence Stay With Me w kolorze 02 My Favourite Milkshake (8,99 zł). Mam już 4 błyszczyki z tej serii, więc wkrótce będzie recenzja. Z katalogu Avonu nr 5/2013 zamówiłam żelową kredkę Supershock w kolorze Flash (14,99 zł). Jest całkiem fajnym rozświetlaczem, niestety okazała się zbyt perłowa na linię wodną, a szkoda, bo jest bardzo trwała.


Pielęgnacja


Pielęgnacji jest trochę mniej i tutaj znalazły się rzeczy potrzebne i trochę zapasów.


Pielęgnacja twarzy: Lirene peeling enzymatyczny z wyciągiem z owoców (2,49 zł), maseczka do twarzy Avon Planet Spa Chiński Żen-szeń (10,99 zł), Lirene peeling enzymatyczny delikatnie złuszczający (16,99 zł) i BeBeauty Normalizujący żel-peeling oczyszczający do skóry mieszanej i tłustej (4,99 zł).

Jak widać, bardzo tu peelingowo, a to dlatego że intensywnie walczę ostatnio z trądzikiem i mam piekielny problem z suchymi skórkami - doba nie minie od pozbycia się poprzednich i już mam masę kolejnych. Z tego powodu wolałam się uzbroić w arsenał peelingów, żeby w zależności od stanu mojej twarzy dobrać jej coś odpowiedniego. Na pewno codziennie chcę używać żelu BeBeauty, a mocniejsze peelingi lepiej używać max. 2, ewentualnie 3 razy w tygodniu.

Też tak macie, że jak wkręcicie sobie jakiś element pielęgnacji, to musicie mieć do tego od razu mnóstwo różnych kosmetyków? Ja tak mam i nie wiem czy to normalne :P Wcześniej była faza na włosy, na mocno nawilżające mazidła do ciała, a teraz na peelingi do twarzy...


Tutaj różne różności, czyli: zdobyczny peeling do ciała BeBeauty w wariancie borówkowym (capnęłam ostatnią sztukę :D koszt 7,99 zł w Biedronce), cążki do paznokci Avon (3,99 zł), żel do powiek Flos Lek ze świetlikiem lekarskim i chabrem bławatkiem (6,99 zł) i uniwersalny balsam Avon Naturals Brzoskwinia i Bawełna (ok. 6-7 zł).


Robiąc zakupy w Minti Shop postanowiłam się zaopatrzyć w zapasik suchych szamponów Batiste. Szczególnie przypadł mi do gustu Medium & Brunette, więc dokupiłam kolejne duże opakowanie. Wzięłam też na wypróbowanie miniaturę zapachu Cherry, bo może się przydać na wyjazdy. Szkoda, że Batiste nie produkuje w wersjach mini szamponu Medium - przy pozostałych muszę się trochę nagimnastykować, by nie było widać u nasady włosów jasnych śladów.

Powiedzcie mi, że nie jest jeszcze tak źle z moimi zakupami kosmetycznymi, proszę :P W sumie nie ma co się dołować, tylko trzeba się brać za zużywanie, żeby nic się nie marnowało ;)

Trzymajcie się ciepło - w końcu idzie wiosna :)


poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Przed-przeprowadzkowe denko, sprzedaż i wymianka :)

Witajcie :)

Wreszcie nadszedł czas na wrzucenie mojego denka sprzed przeprowadzki. Obejmuje ono zatem okres 1-23 marca, czyli około 3 tygodnie. Produkty, które zdenkowałam po przeprowadzce włączę do kwietniowego denka (może dzięki temu będzie ono pokaźniejsze, hehe :P).


1) Platki kosmetyczne Lieliebe, 120 szt. - chyba nie muszę ich nikomu przedstawiać. Lubię je, bo odpowiada mi ich struktura, nie rozwarstwiają się, dobrze czyści się nimi twarz i nie podrażniają skóry. Następca: jak zwykle płatki kosmetyczne Lieliebe.

2) Chusteczki do demakijażu BeBeauty do wszystkich typów cery - uwielbiam, jak wiecie. Muszę w końcu zrobić o nich osobną notkę. Następca: z początku chusteczki-mordercy z Alterry. Zaraz po ich porzuceniu powróciłam jako użytkowniczka marnotrawna do chusteczek BeBeauty, których już nigdy nie zdradzę na rzecz ciekawości innymi markami.

3) Lakier do paznokci Essence w kolorze butelkowej zieleni, którego nazwy i nr nie pamiętam, bo się wszystko starło. Zużyłam go prawie całkowicie, końcówka na dnie totalnie zgęstniała i przypominała już gumę arabską, więc wylądowała w koszu. Lubię lakiery Essence, tylko szkoda, że tak szybko gęstnieją - czasami nawet w połowie butelki.

4) Lakier do paznokci Essence Colour & Go, 79 Viva La Green, czyli ni to mięta, ni to seledyn, a zatem piękny, nietypowy kolor. Wiem, że dziewczyny narzekały na fatalną trwałość, co mnie zdziwiło, bo u mnie zwykle lakiery trzymają się na paznokciach do 2 dni, a ten wytrzymywał bez odprysków i otarć nawet do 4 dni. Kupiłabym nawet ponownie, ale nie ma go już w sprzedaży.

5) Szampon Green Pharmacy z nagietkiem lekarskim do włosów normalnych i przetłuszczających się - wiązałam z nim spore nadzieje, choć nie oczekiwałam wielkiego wow, bo w końcu to tylko szampon. Niestety w moim przypadku okazał się totalnym bublem. Mimo dość fajnego składu kiepsko mył włosy, prawie w ogóle się nie pienił, był strasznie niewydajny i, co najgorsze, okropnie plątał mi włosy, no po prostu jakaś tragedia. W tym przypadku więc kiepska wydajność okazała się błogosławieństwem i bardzo cieszę się, że ten szampon nareszcie mi się skończył. Zmniejszenia przetłuszczania skóry głowy też nie zauważyłam - to dał mi dopiero szampon Babydream. Następca: Szampon Babydream i Szampon L'Biotica Biovax do włosów suchych i zniszczonych.

6) Maseczka do twarzy Naturia Siberica - fajna dla skóry wrażliwej, ma działanie odżywcze. Lubię, ale nie jest to jakiś must have, zwłaszcza gdy widzę jakie ceny osiąga w Polsce (w Rosji kupiłam ją za ok. 6 zł, więc żal było nie brać). Następca: mam zamówioną na jej miejsce maseczkę Avon Planet Spa z żeń-szeniem, bo stwierdziłam, że przyda mi się jakieś rozświetlenie na wiosnę.

7) Ziaja, Tonik rumiankowy - recenzja TUTAJ. Nie polubiłam go, pod koniec miałam nawet wrażenie jakby lekko podrażniał moją skórę. Nic nie robił, nie zwężał porów, więc nie nie nie i jeszcze raz NIE! Następca: Srebro koloidalne.

8) Woda toaletowa Avon Celebre - delikatny, dziewczęcy, świeży zapach. Lubię, nawet bardzo, ale od dłuższego czasu sięgam po trochę cięższe zapachy, więc po ten raczej nieprędko sięgnę ponownie.

9) Żelowy eyeliner Essence 01 Midnight In Paris - może mnie trafił się jakiś wadliwy egzemplarz, ale po pierwsze nie nazwałabym tego eyelinera wodoodpornym, a po drugie nie odpowiada mi jego konsystencja - dla mnie jest on za rzadki jak na żelowy eyeliner i za gęsty jak na eyeliner w płynie. Bardzo często sklejał mi rzęsy. Zagęścić byłoby go trudno, więc wybrałam opcję rozcieńczania do konsystencji bardziej płynnej. Musiałam więc używać Duraline, żeby łatwiej mi się go rozprowadzało. Teraz do Natur weszła podobno lepsza formuła, więc może te nowe eyelinery lepiej się sprawdzą. Za ok. 10 zł i tak ciężko znaleźć lepszy eyeliner w żelu. Ja jednak mam teraz na oku eyeliner w żelu Maybelline i kupię go jak skończy mi się mój obecny eyeliner. Następca: Maybelline eyeliner w pisaku Master Precise i Maybelline EyeStudio Lasting Drama, eyeliner w żelu (używam go krótko, ale już mogę powiedzieć, że konsystencję ma 100 razy lepszą niż ten eyeliner Essence, no ale tutaj cena jest prawie 3-krotnie wyższa niż eyelinera Essence).

10) Maskara Rimmel Extra Wow Lash - recenzja TUTAJ. Byłam z niej średnio zadowolona, o czym szerzej w recenzji. Następca: Maybelline The Falsies Volum.

11) Maskara Wibo Extreme Lash Volum - jedna z najtańszych i jednocześnie najlepsza maskara, jaką do tej pory miałam. Wciąż co prawda szukam ideału, ale czuję, że do tego tuszu jeszcze będę powracać, zwłaszcza w słabszych finansowo miesiącach. Recenzja TUTAJ. Następca: Maybelline The Falsies Volum.

12) Błyszczyk Kobo Pearl 'N' Mineral nr 105 Sweet Orange - niestety szczypał mnie w usta, więc mało go używałam, aż w końcu się przeterminował :/ Żałuję że nie oddałam go siostrze, bo ona lubi błyszczyki Kobo i jej krzywdy one nie robią. Recenzja TUTAJ.

13) Błyszczyk Kobo Pearl 'N' Mineral nr 115 Forest Fruits - ten z kolei nie szczypał i bardzo go polubiłam, szczególnie za kolor. Niestety jest już raczej nie do zdobycia. Wyrzuciłam, bo się przeterminował (kupiłam go na wyprzedaży, więc miał krótką datę ważności). Recenzja TUTAJ.

14) Bell, BB Cream 7 in 1 Skin Adapt - recenzja TUTAJ. Byłam z niego naprawdę zadowolona i pewnie jeszcze do niego powrócę. Następca: Podkład mineralny kryjący Annabelle Minerals.

15) Żel pod prysznic Original Source Chocolat & Orange - recenzja TUTAJ. Zachowałam sobie po nim zamknięcie, by w razie ponownego kupna jakiegoś żelu tej marki mieć nakrętkę z silikonowym zaworkiem. Następca: żel kokosowy Joanna.

16) Farba do włosów w piance Wellaton, odcień Wiśniowa Czerwień. Recenzja TUTAJ.


Ponadto przed przeprowadzką kilka rzeczy sprzedałam lub oddałam w dobre ręce.



Sprzedałam:
1) 2 lakiery Sensique - nie pamiętam kolorów, jakoś nie lubię lakierów tej marki.
2) Lakier Essence Colour & Go, Mellow Yellow - konsystencja mi nie odpowiadała.
3) 2 lakiery Wibo Color Trend - znów nie pamiętam kolorów. Jakość ujdzie, ale nie trafiłam z kolorami.
4) Odżywkę utwardzającą do paznokci My Secret, która mi nie służyła.
5) 2 szminki Avon - w jednej nie odpowiadał mi kolor, a w drugiej formuła, nie pamiętam ich nazw.
6) Bronzer ELF Cool - kolor dla mnie za ciemny, a poza tym mam za dużo bronzerów.
7) Rozświetlacz Essence Wild Craft - zaczęły mi w nim przeszkadzać drobinki, mimo że nie są jakieś chamskie. Na dzień wolę jednak coś delikatniejszego. Po puszczeniu go w świat kupiłam w to miejsce The Balm Mary-Lou Manizer i był to strzał w dziesiątkę, bo ten rozświetlacz jest naprawę uniwersalny.
8) Tester cieni poczwórnych Maybellinr Purple Drama - dla mnie te cienie miały za dużo chamskich drobinek, które osypywały się i migrowały po całej twarzy!!!

Oddałam:
1) Woda toaletowa Avon Timeless - dla mnie ma za mocny i za poważny zapach. Powędrowała do mojej mamy.
2) Maskara My Secret 3 in 1 - dla mnie cały czas jest za rzadka, mimo że otwierałam ją w listopadzie. Łatwo o sklejenie rzęs, jeśli się nie uważa. No i u mnie strasznie się odbijała. Za to ładnie wydłuża i silikonowa szczoteczka dobrze rozczesuje rzęsy. Na rzęsach mojej siostry wygląda natomiast rewelacyjnie, ale na jej gęstych, ciemnych i długich rzęsach wszystkie tusze rewelacyjnie się prezentują :P

Siostrzana wymianka:
1) Oddałam błyszczyk Bell kupiony w Biedronce, który ma piękny kolor, ale wnerwia mnie jego kiepska trwałość. W zamian dostałam trwały, półtransparentny błyszczyk Essence w tubce, który ma smak wiśni.
2) Oddałam błyszczyk w tubce Kobo, ten  który strasznie mnie szczypał, o czym pisałam w szminkowo-błyszczykowym poście jakiś czas temu. W zamian dostałam podwójny cień Miss Sporty (nie miałam wcześniej do czynienia z cieniami tej firmy, więc chętnie przetestuję. Moja siostra narzeka na osypywanie i kiepską trwałość, no ale ona nie używa bazy, bo twierdzi, że jej niepotrzebna i szaleje za cieniami Rimmela, bo one jej się bez bazy super trzymają :P).

No i tak wyglądało moje 3-tygodniowe pozbywanie się nadmiaru kosmetyków. Uważam, że nadal mam tego trochę za dużo, dlatego teraz będę się starać jak najmniej kupować i jak najwięcej denkować, bo nie lubię marnotrastwa.

A Wy w jaki sposób pozbywacie się nadmiaru kosmetyków? :)


sobota, 16 lutego 2013

Aktualna pielęgnacja mojej twarzy

Witajcie :)

Dziś notka o aktualnej pielęgnacji mojej twarzy. Jesienią zamieszczałam TUTAJ dość przydługi post o zasadach, jakimi się kieruję w pielęgnacji twarzy, ale nie poparłam tego jakimiś konkretnymi kosmetykami. Pomyślałam, że warto jednak robić co kilka miesięcy notkę z aktualizacją pielęgnacji mojej twarzy, bo dzięki temu możecie podpatrzeć jak ona się zmienia w zależności od pór roku i jakie nowości znajdują się w mojej kosmetyczce. W ten sposób, gdy jakiś produkt Was zaciekawi, możecie mi dać znać w komentarzu, żeby jego recenzja została zamieszczona na blogu wkrótce (czyli w ciągu paru tygodni tak naprawdę, bo dany kosmetyk do pielęgnacji muszę używać co najmniej miesiąc, zanim go zrecenzuję).

Szczerze muszę przyznać, że nie osiągnęłam jeszcze ideału pielęgnacji mojej twarzy i ciągle eksperymentuję. niektóre kosmetyki zostają ze mną na dłużej, a z innych rezygnuję, gdy tylko je zdenkuję (w skrajnych sytuacjach nawet wcześniej). Same się zaraz przekonacie, że produkty do pielęgnacji mojej twarzy nie są drogie. Jak zebrałam dzisiaj to wszystko razem, to wydawało mi się, że jest tego sporo, ale tak się tylko wydaje - ilość kosmetyków do pielęgnacji mam odpowiednią, wszystkie są mi potrzebne i wszystkie jestem w stanie zużyć do końca zanim się przeterminują. 

Przy okazji muszę napisać (bo w poprzednim poście o pielęgnacji twarzy tego tematu nie poruszyłam), że moim zdaniem, że nie opłaca się wkładać większe sumy pieniędzy w taki żel do mycia twarzy, bo jest on na naszej twarzy krótko, więc nie musi mieć jakiś super składników. Wystarczy tylko, że nie będzie nas uczulał i podrażniał. Tak samo z płynem do demakijażu oczu, czy chusteczkami do demakijażu - wystarczy, że będą dobrze usuwać makijaż i nie podrażniać skóry i to wszystko, bo zaraz i tak zmyjemy ich resztki z twarzy płynem miceralnym lub żelem do mycia twarzy.  Większych pieniędzy natomiast mogą być warte (ale też nie muszą, bo znam sporo wartych uwagi tego typu kosmetyków z niskiej półki) takie kosmetyki jak kremy do twarzy, kremy pod oczy, maseczki, czy peelingi. Kremy i maseczki pozostają na naszej twarzy dłużej i ich składniki długo działają na naszą twarz oraz mają trudniejsze zadanie, bo muszą nawilżać/matowić/wygładzać/oczyszczać - w zależności o tego do czego są przeznaczone. Tak samo peeling trzeba naprawdę dobrze dobrać, gdyż nie może być ani za delikatny, ani za ostry, w zależności od potrzeb naszej twarzy. Opłaca się także inwestować w dobry tonik do ciała, zwłaszcza jeśli ktoś ma rozszerzone pory.


Charakterystyka mojej pielęgnacji zimowej
Długi wyszedł ten wstęp, ale chciałam wyjaśnić parę spraw. To przejdźmy teraz do pielęgnacji mojej twarzy zimą. Może Was zaskoczę, ale od pielęgnacji letniej czy jesiennej wiele się ona nie różni. Stawiam jedynie na większe nawilżenie i odżywienie, mniej na jakieś intensywne oczyszczanie twarzy za pomocą maseczek. A jedynym kosmetykiem typowo zimowym, który pojawił się w mojej kosmetyczce jest zimowy krem do twarzy i zimowy sztyft do ust, który noszę zawsze w torebce (w domu używam dość treściwego masełka do ust w słoiczku).

Poranna pielęgnacja



Zacznę od porannej pielęgnacji. Nie chcę mocno oczyszczać mojej twarzy rano, bo chcę żeby w skórze zostały jeszcze jakieś bardziej odżywcze składniki, które dostarczam twarzy na noc. Zatem ewentualne zanieczyszczenia, które znajdą się na mojej twarzy przemywam delikatnym tonikiem - aktualnie jest to Ziaja Tonik Rumiankowy do każdego rodzaju cery, z którego niespecjalnie jestem zadowolona, ale używam go, bo nie lubię marnotrawstwa. Recenzję tego toniku znajdziecie TUTAJ.

Następnie na powieki i od oczy nakładam żel ze świetlikiem lekarskim i rumiankiem FlosLek, który koi i zmniejsza poranne opuchlizny moich powiek (wynikają one z tego, że mam chorą tarczycę). Szybko się wchłania i nadaje się pod makijaż. Miałam też wersję z chabrem, dla osób pracujących przy komputerze i w zasadzie z tamtego byłam bardziej zadowolona, ale ten też daje radę. Recenzja obu żeli pojawi się wkrótce.

Na strefę "T" twarzy nakładam krem na dzień Ziaja Ulga dla skóry wrażliwej z SPF 20. Jest on bardzo lekki i szybko się wchłania, dlatego traktuję nim czoło i nos, które mają tendencje do wydzielania sporej ilości sebum. Na resztę twarzy natomiast nakładam Bio-ochronny Krem Zimowy FlosLek z bio-olejem ze słodkich migdałów. Jeżeli mróz jest spory, krem ten nakładam na całą twarz. Na początku nie dawał dobrych rezultatów, ale po tygodniu zaczął działać, więc widocznie ma bardziej długotrwałe działanie na skórę. Przy mrozach daje mi ochronę na jakieś 10-12 godzin, czyli całkiem nieźle, zwłaszcza że skóra się po nim zbytnio nie błyszczy - jedynie po jakiś 5 godzinach mam problem z czołem i nosem. Gdy temperatura trzyma się około zera, krem daje mi ochronę praktycznie od rana do późnego wieczora. Szkoda tylko, że nie ma filtru UV, ale i tak jestem z niego na tyle zadowolona, że będę do niego wracać.

Na usta nakładam masełko do ust Nivea Wanilia i Macadamia (mam jeszcze Carmex, ale używam go tylko, gdy nie wychodzę z domu, bo jego chłodzący efekt, raczej nie jest przeze mnie pożądany, gdy wybieram się na mróz). W torebce natomiast mam sztyft do ust w wersji zimowej FlosLek, który używam po posiłkach i wtedy kiedy odczuję potrzebę nawilżenia ust (i tak najbardziej lubię balsamy w słoiczkach, ale w torebce ze względów higienicznych noszę sztyft).

Demakijaż



Nie muszę chyba pisać jak ważnym elementem pielęgnacji twarzy jest demakijaż. Ja zaczynam od zmywania oczu. Od niedawna do tego celu używam Łagodnego Płynu 2-fazowego Bielenda Awokado Oczy Wrażliwe. Wcześniej używałam 2-fazowej Ziaji, której recenzję znajdziecie TUTAJ. Na razie niewiele mogę powiedzieć o tej Bielendzie, bo używam jej od około tygodnia. Na pewno zmywa lepiej niż Ziaja, więc do Ziaji pewnie już nie wrócę.

Makijaż całej twarzy zmywam natomiast płynem miceralnym Ziaja Ulga Dla Skóry Wrażliwej (recenzja TUTAJ) lub Chusteczkami do demakijażu BeBeauty do każdego typu cery (miałam też wersję dla skóry suchej i wrażliwej, ale tamta paradoksalnie lekko wysuszała mi skórę i nie odpowiadał mi jej zapach, pozostaję więc przy zielonym wariancie).

Następnie kończę demakijaż Miceralnym Żelem Do Mycia i Demakijażu BeBeauty do skóry suchej i wrażliwej - jest on bardzo łagodny, nie wysusza skóry, przyzwoicie myje i ma nienajgorszy skład. Żel ten zmywam z twarzy namoczonym letnią wodą ręcznikiem z mikrofibry (widocznym na zdjęciu jako tło kosmetyków do demakijażu), którym wykonuję delikatne koliste ruchy, a więc otrzymuję w ten sposób również delikatny peeling.

Peelingi i maseczki



Peeling wykonuję 2-3 razy w tygodniu, w zależności od potrzeb mojej skóry. Zwykle wygląda to tak, że 2 razy w tygodniu używam peelingu enzymatycznego Ziaja Ulga Dla Skóry Wrażliwej (recenzja TUTAJ). Gry czasem potrzebuję trochę większego złuszczenia, używam peelingu mechanicznego Kolastyna Refresh z mikrogranulkami złuszczającymi do skóry normalnej i mieszanej. Jest on dla mnie wystarczająco łagodny, a jednocześnie dobrze złuszcza. Nie lubię ostrych peelingów, bo mam wrażliwą skórę, więc wolę używać takiego delikatniejszego i najwyżej wykonywać go częściej. Peeling mechaniczny używam zwykle raz na 2 tygodnie. Jednak gdy moja skóra potrzebuje częstszego złuszczania - a ostatnio właśnie tak jest, to do częstszych zabiegów peelingu, również używam tego właśnie kosmetyku, gdyż peelingu enzymatycznego wolę nie używać częściej niż zaleca producent, czyli częściej niż 2 razy w tygodniu.



Maseczkę wykonuję 2 razy w tygodniu. Na stanie mam maseczkę Natura Siberica z witaminami C, E i F. Ostatnio używam jej dość rzadko, bo jest bardzo delikatna i pewnie jej resztki wykończę wiosną. Zimą wolę coś jeszcze bardziej odżywczego, więc ostatnio moim faworytem jest maseczka Avon Planet Spa z masłem shea. W celu nawilżenia używam Planet Spa w wersji oliwkowej, a do detoksykacji i również nawilżenia, stosuję wersję błotną z minerałami z Morza Martwego. Jak widać, brakuje tu maseczki intensywnie oczyszczającej, ale wynika to z tego, że nie lubię intensywnego oczyszczania zimą, kiedy moja skóra ma spore tendencje do wysuszania, a zabiegi oczyszczające często wysuszają. Do łagodnego oczyszczania wystarczają mi peelingi i maseczka błotna.

Kremy na noc



Dobiegamy już do końca tej pielęgnacyjnej sagi (szkoda, że nie podzieliłam jej na 2 lub 3 posty :P). Dział kremów na noc zacznijmy kapsułkami nawilżającymi. Zabieg ten stosuję od niedawna, ale jestem z niego na razie bardzo zadowolona. Postanowiłam, że raz w miesiącu przez tydzień co wieczór będę smarować oczyszczoną twarz serum nawilżającym. Na razie padło na kapsułki Rival de Loop Hydro, dostępne w Rossmannie. Zawierają witaminę E i ekstrakt z miłorzębu japońskiego. Żeby napisać ich recenzję, będę musiała ich używać jeszcze co najmniej 3 miesiące, skoro używam ich przez 1 tydzień w miesiącu. Na razie jestem zadowolona, bo mam wrażenie że odkąd ich używam, moja skóra wydziela mniej sebum w ciągu dnia. Zgodnie z zaleceniem producenta po kilku minutach nakładam na twarz krem na noc, gdyż mam wrażenie że samo serum nie jest wystarczająco nawilżające, bo po jego nałożeniu i tak czuję lekkie ściągnięcie skóry wywołane myciem. Mimo wszystko po tygodniu stosowania takich kapsułek skóra wygląda lepiej - jest bardziej nawilżona i wydziela mniej sebum.



Na noc na czoło zawsze nakładam krem Avon Anew Rejuvenate Night. nakładam go tylko na czoło, gdyż tam mam problemy ze zmarszczkami mimicznymi. Na początku byłam do tego kremu sceptycznie nastawiona, ale po prawie 2 miesiącach stosowania muszę przyznać, że faktycznie zmarszczki nieco się spłyciły. Na resztę twarzy nakładam krem Ziaja Kozie Mleko nr 2, który jest dość treściwy i dobrze nawilża skórę.

Na powieki i pod oczy nakładam żel FlosLek - ten sam, którego używam rano. Rzęsy natomiast traktuję kremem do rzęs L'Biotica Regeneracja w nadziei, że się wzmocnią i zagęszczą (podobno daje on efekty do długotrwałym stosowaniu, więc muszę uzbroić się w cierpliwość). Na usta nakładam masełko Nivea.

Gratuluję tym, którzy wytrwali do końca tej notki, bo trochę tego było ;) Piszcie koniecznie jakie produkty z niezrecenzowanych mam zrecenzować w pierwszej kolejności. No i napiszcie czy miałyście styczność z tymi produktami i czy macie u siebie wypracowaną idealną pielęgnację twarzy (ja swojego ideału cały czas poszukuję) :)

niedziela, 6 stycznia 2013

Regenerujący krem do rąk BeBeauty S.O.S DRY skin

Witajcie po raz drugi dzisiaj :)

Przychodzę do Was z notką o moim ulubieńcu od ładnych paru miesięcy w kategorii kremów do rąk. Jest nim krem regenerujący do rąk BeBeauty Hands Expertiv S.O.S. DRY skin do skóry bardzo suchej i zniszczonej.


Krem zakupiłam w Biedronce (jest on w zasadzie dostępny tylko w supermarketach Biedronka), mniej więcej w sierpniu, jeśli dobrze pamiętam. Przetestowałam go więc na przestrzeni trzech pór roku ;) Kosztował 3,75 zł za 125 ml. Z tego co się orientuję, powinien być nadal dostępny w sprzedaży (i bardzo dobrze, bo mój egzemplarz już mi się kończy, więc wypadałoby już zakupić kolejny).

Co obiecuje producent?
Krem jest hipoalergiczny, przeznaczony do skóry bardzo suchej i zniszczonej. Odżywia, chroni i regeneruje bardzo suchą skórę. Eliminuje uczucie szorstkości i dyskomfortu, poprawia elastyczność oraz zapewnia uczucie miękkości. Alatoina chroni przed wysuszeniem i działaniem szkodliwych czynników zewnętrznych.



Na tyle tubki mamy także "radosne" wykresy skuteczności działania - szczerze powiedziawszy dla mnie są trochę naciągane, bo wierzyć mi się nie chce, że w każdej wymienionej kategorii produkt otrzymał od testujących osób 100%.

Opakowanie: Wygodna czerwona tubka. Nie zamyka się na zakręcaną nakrętkę, tylko na zatrzask. Gdy na nią patrzę mam skojarzenie do czerwonej wersji Garniera, który w zasadzie też jest kremem regenerującym lub do Garniera SOS.

Skład: Jak zwykle nie będę analizować całego składu, bo się na tym zbytnio nie znam. Krem na pewno ma sporo parafiny w składzie. Mnie osobiście parafina w kremach do rąk na zimę nie przeszkadza, gdyż daje mi poczucie jakby ochronnej otoczki na skórze dłoni. Nie będę więc na nią narzekać ;) Wiem jednak, że nie każdemu to odpowiada, dlatego o tym wspominam.



Konsystencja, kolor, zapach: Krem jest gęsty o zabarwieniu białym, delikatnie wpadającym w jasny róż. Jest bardzo treściwy, ale nie tłusty. Zapach jest bardzo delikatny, jakby lekko kwiatowy.

Moja opinia: Producent w zasadzie spełnił swoje obietnice - krem dobrze nawilża skórę i sprawia, że jest mniej szorstka. Całkiem nieźle chroni przed zimnem, aczkolwiek dla osób, których skóra dłoni jest bardzo wrażliwa na mrozy, może okazać się niewystarczający. Wiem co mówię, bo mam porównanie z kremem regenerującym Garniera, który używałam przez dwa sezony zimowe. W połączeniu z maścią z witaminą A, kiedy skóra dłoni pękała mi na mrozach, był po prostu ideałem. Teraz nie mam aż takich problemów z bardzo suchymi i zniszczonymi dłońmi (aktualnie skóra moich dłoni jest tylko sucha, a nie bardzo sucha), więc krem BeBeauty mi wystarcza. Ma w zasadzie takie samo działanie jak czerwony Garnier, ale trochę słabsze. Na mojej suchej obecnie skórze sprawdza się nawet na mrozach. Dobrze ją chroni, gdy jest stosowany regularnie. 

Krem ten jest bardzo wydajny. Długo utrzymuje się na dłoniach i długo daje poczucie nawilżenia i ochrony. Zawsze jednak muszę ponownie nakremować dłonie po zamoczeniu ich w wodzie. Krem nie pozostawia na skórze tłustego filmu, tylko jakby cienką powłoczkę ochronną, co wynika z tego, że ma w składzie sporo parafiny.

Moim zdaniem na lato jest trochę za ciężki, na jesień powinien być świetny nawet dla posiadaczek bardzo suchej skóry dłoni, zaś na zimę będzie w porządku dla wszystkich typów skóry poza bardzo suchą, choć wiadomo że nie ma takiej gwarancji, bo każda z nas reaguje inaczej na dany produkt.



Podsumowując:
 + nawilża i chroni skórę przed zimnem
 + dobry dla skóry suchej, nawet na mrozy
 + fajna tubka (zamykana na zatrzask)
 + wydajny
 + utrzymuje się na dłoniach kilka godzin
 + niska cena
 + dostępność we wszystkich sklepach Biedronka

 - może dawać niewystarczające nawilżenie, zwłaszcza zimą, skórze bardzo suchej
 - spora pojemność i opakowanie - nie lubię nosić tak dużych kremów do rąk w torebce, więc używam go tylko w domu
 - za ciężki na lato

Ocena: 4/5 - dobry produkt w niskiej cenie

Miałyście do czynienia z kremami do rąk BeBeauty? Co o nich sądzicie? :)