środa, 6 marca 2013

Blogerskie lakiery Wibo Nail Obsession: 7 Blue Lake i 8 Mint Sorbet

Hej :)

Dzisiaj przedstawiam Wam dwa lakiery z kolekcji Wibo Nail Obsession, projektowanej przez blogerki. Z 10 dostępnych kolorów wybrałam właśnie te 2 - 7 Blue Lake i 8 Mint Sorbet. Ten pierwszy jest bardzo popularny i zapragnęłam go odkąd tylko zobaczyłam na na YouTube. Trochę się nabiegałam po Rossmannach, zanim udało mi się go upolować ;) No i przy okazji wpadła mi w oko miętka nr 8 i również wylądowała w koszyku. Fajnie wygląda w buteleczce jeszcze bardzo popularny lakier Oleski nr 9 Peach and Cream, ale mam już kilka takich kolorów i mimo że w buteleczkach mi się podobają, moje paznokcie nie prezentują się zbyt dobrze w takich kolorach. Ciemnych lub wyrazistych kolorów lakierów mam sporo, więc koniec końców zdecydowałam się na dwie jasne pastele, fajne na nadchodzącą wiosnę ;)

Żeby nie przedłużać, przejdźmy do prezentacji :)

7 Blue Lake





Zaprojektowała go Gosia. W buteleczce lakier wygląda na taki blado-błękitny z odrobiną szarości, opalizujący jakby na ciemniejszy niebieski. W praktyce na moich paznokciach wygląda na jasny turkus i jest zupełnie kremowy, bez drobinek, czy efektu kameleona. Kolorek jest więc bardzo wiosenny.


8 Mint Sorbet





Zarojektowała go Siouxie. W buteleczce jest to mocno rozbielona ciepła zieleń ze srebrnymi drobinkami świecącymi na niebiesko. Na moich paznokciach kolor jest bardzo zbliżony do tego w butelce - faktycznie rozbielona ciepła zieleń, tylko drobinki są niemal niewidoczne, ich efekt widać jedynie z bardzo bliska, a z daleka lakier wygląda na kremowy. Również bardzo ciekawy wiosennykolorek.
EDIT: W dziennym świetle jednak widać drobinki, które iskrzą na niebiesko. Są jednak bardzo subtelne.

Moja opinia:
Lakiery te są trudne w aplikacji - nakładałam 3-4 cienkie warstwy, a i tak nie osiągnęłam pełnego krycia - leciutkie prześwity pozostały. W dodatku pędzelek zostawia straszne smugi, choć może być to wina lakieru akurat, albo i tego, że to jasne kolory, które zwykle są trudniejsze w obsłudze. Lakiery baaardzo długo zasychają, więc generalnie przydałby się przyspieszacz wysychania. Nie zaszkodzi też dobry top coat. Wykończenie lakierów jest dość przyjemne, ale żelowym bym go nie nazwała. Trudno wypowiedzieć mi się na temat trwałości - lakier niebieski trzymał mi się na paznokciach, dopóki nie wsiadłam do samochodu dzień po pomalowaniu - nie wiedzieć czemu jazda samochodem zawsze niszczy mój manicure - nie wiem jak ja to robię :P Ale dopóki nie usiadłam za kierownicą lakier wyglądał bardzo dobrze. Ten zielony mam na pazurkach pierwszy dzień, więc też się jeszcze na temat jego trwałości nie wypowiem - za kilka dni dam Wam znać co i jak :)
EDIT: Po 2 dniach noszenia lakieru pojawiły się lekkie odpryski przy końcówkach paznokci, co w przypadku moich paznokci jest normalnym wynikiem, więc póki co trwałość oceniam jako przeciętną.

Lakiery te dostępne są w Rossmannie w cenie 5,99 zł za 8,5 ml.

Wrzucam tę namiastkę recenzji tak szybko, bo wiem że te lakiery szybko znikają z półek sklepowych. więc ta notka być może ułatwi podjęcie decyzji którejś z Was. Moim zdaniem są ciężkie w obsłudze, ale te kolory tak mi się spodobały, że stwierdziłam, że warte są grzechu i zostaną ze mną na dłużej :) Co prawda niebieski okazał się bardziej żywy niż w butelce, więc nadal poszukuję idealnego lakieru szaro-błękitnego na wiosnę, ale ten Wibo Nail Obsession na tyle mi się spodobał, że również chętnie będę go używać, bo nie miałam pojęcia, że tak bardzo będą mi pasować paznokcie w kolorze jasnego turkusu :)

Jesteście zainteresowane tą serią lakierów? A może już jakieś kupiłyście? Koniecznie się pochwalcie :)


wtorek, 5 marca 2013

Wibo Extreme Lashes Volume Mascara

Hej :)

Ameryki nie odkryję pisząc Wam tutaj o dobrym i tanim tuszu Wibo Extreme Lashes, bo sporo informacji o nim można znaleźć w blogosferze. No ale jeśli mimo tego jesteście ciekawe mojej opinii, zapraszam do laktury :)


Maskara mieści się w różowym, plastikowym opakowaniu, wyglądającym, nie oszukujmy się, tanio, któremu do wrażenia luksusu daleko. Na pewno nie jest to najładniej opakowany tusz do rzęs z jakim miałam do czynienia ;) Za 8 ml tuszu płacimy 9,29 zł w Rossmannie, a w promocji wychodzi jeszcze taniej - ja skorzystałam z opustu - 40% na kolorówkę i zapłaciłam za niego ok. 5,60 zł (niezły deal :D).


Szczoteczka ma spiralny, raczej tradycyjny kształt i jest naprawdę duża. Prawdę mówiąc nie przepadam za takimi, ale z tą w końcu się polubiłam, mimo że na początku jej wielkość mnie przerażała :D

A taki efekt tusz daje na rzęsach:

Rzęsy bez tuszu:



Rzęsy wytuszowane dwoma warstwami tuszu:




Tusz daje na rzęsach kolor głębokiej czerni. Subtelnie pogrubia rzęsy - jest to efekt pożądany przeze mnie w makijażu dziennym. Być może na kimś kto ma gęstsze rzęsy, wyglądałby bardziej spektakularnie niż na mojej marniźnie, ale cóż poradzić - z pustego nawet Salomon nie naleje :D Nie skleja rzęs. Efekt jest ładniejszy, gdy przed wytuszowaniem użyjemy zalotki, ale według mnie nie jest to dobre rozwiązanie na co dzień, dla rzęs oczywiście ;)

Tusz jest dość trwały, jednak czasem potrafi się lekko osypać. Teraz (3 miesiące po otwarciu) zaczął już wysychać, więc czasami robi lekkie grudki na rzęsach, ale na szczęście łatwo je wyczesać. Nie wiem czy zawsze tusz wysycha po 3 miesiącach - mam wrażenie, że mój mógł być otwierany już wcześniej przez jakieś wścibskie klientki. nie wiem jak w Waszych Rossmannach, ale w moim kosmetyki kolorowe nie mają folii ochronnych, dlatego nigdy nie mam pewności czy ktoś ich przypadkiem nie macał, zanim je kupiłam :(

A wracając do tematu tuszu, efekt moim zdaniem jest przyjemny. Na żywo wygląda bardziej spektakularnie niż na zdjęciach, ale też bez przesady, bo rzęsy w końcu mam marne. Polecam go do stosowania na co dzień, zwłaszcza gdy będziecie mieć słabszy finansowo miesiąc, będzie jak znalazł :)

Ocena: 4/5

W ogóle może jeszcze tego nie wiecie, ale jestem maniaczką testowania tuszy, szczególnie niskopółkowych, bo wiem, że można wśród nich znaleźć prawdziwe perełki. Na razie mam jeszcze zapas tuszy, ale planuję jeszcze zakup różowej wersji Miss Sporty, Essence I Love Extreme i jakieś tusze Eveline (najlepiej 5 D, ale w Toruniu na razie go nie widziałam). No i aktualnie mam na stanie jeszcze Max Factor 2000 Calorie, którego otworzę pewnie jeszcze w tym miesiącu i mam jeszcze w planie zakup Loreal Milion Lashes. Jeśli znacie jeszcze jakiś wart uwagi tusz niskopółkowy lub średniopółkowy, jestem otwarta na propozycje :) 

Miałyście ten słynny tusz Wibo? Co o nim myślicie? :)


poniedziałek, 4 marca 2013

Uwaga! Chusteczki-mordercy! :(

Hej :)

Pokazywałam Wam niedawno w haulu zakupowym chusteczki nawilżane do demakijażu skóry suchej i wrażliwej marki Alterra. Kupując je od początku zdawałam sobie sprawę z tego, że jedne je kochają, a inne nienawidzą, a więc liczyłam się z możliwym rozczarowaniem. Nie miałam pojęcia natomiast, że rozczarują mnie tak szybko i tak bardzo.



Już po otwarciu opakowania wiedziałam, że nie spodobają mi się, bo uderzył mnie intensywny chemiczno-kwiatowy zapach. nie lubię czegoś takiego w kosmetykach do twarzy - lubię, gdy są bezzapachowe lub gdy mają naprawdę delikatny, niewyszukany zapach. Mam bardzo wrażliwy węch, więc zapach jest dla mnie naprawdę istotny i intensywnie pachnących kosmetyków do twarzy naprawdę trudno mi używać.

Doszłam jednak do wniosku, że jeżeli tylko zapach nie będzie mi odpowiadać, to jakoś zużyję to jedno opakowanie. Niestety tuż po kontakcie z chusteczką twarz zaczęła mnie piec i zrobiła się czerwona jak burak. Użyłam wtedy na twarz tylko tych chusteczek, więc nie ma opcji, że reakcję tę wywołał inny kosmetyk. Musiałam szybko biec do łazienki i umyć twarz wodą, bo kontakt z tą chusteczką aż tak podrażnił moją skórę. Potem jeszcze spróbowałam przetrzeć tą chusteczką wierzch dłoni. Aż takiego zaczerwienienia jak na twarzy nie było, ale również pojawiło się pieczenie, choć nie tak silne jak na twarzy. I to mają być chusteczki do skóry wrażliwej, ja się pytam?!

Zamieszczam zdjęcie składu, być może któraś z Was mnie oświeci który składnik mógł wywołać tak paskudną reakcję ze strony mojej skóry. Może w składzie są jakieś alergeny? Chociaż mnie do tej pory nigdy nie zdarzyła się reakcja alergiczna na kosmetyk...



Nie lubię marnotrastwa, więc oddałam te chusteczki mojemu chłopakowi (nie do czyszczenia twarzy oczywiście!) - wykorzysta je do czyszczenia monitora (może monitorowi krzywdy nie zrobią :P).

EDIT: Mój chłopak wypróbował już 2 razy te chusteczki do czyszczenia monitora i jest nimi zachwycony. Gdy usłyszał ich cenę, stwierdził że muszę mu sprawić tego więcej, bo nigdy nie miał aż tak czystego monitora - te chusteczki czyszczą monitor lepiej niż profesjonalne i są znacznie tańsze ;) Przy pierwszym użyciu jedynie mojego chłopaka piekły potem palce, a potem już jego skóra się przyzwyczaiła. Jeśli więc macie te chusteczki i nie macie pomysłu na to jak je zużyć, wypróbujcie je do czyszczenia monitora :D

Proszę Was, żebyście były ostrożne, jeśli zastanawiacie się nad kupnem tych chusteczek. Wiem, że niektórym osobom odpowiadają - w końcu każdy jest inny i jego ciało reaguje inaczej. No ale ostrożność nie zaszkodzi. Ja tymczasem wróciłam do zielonej wersji chusteczek BeBeauty, które po tej akcji szczególnie doceniam i odechciało mi się już testowania nowości w kategorii chusteczek do demakijażu - tym z BeBeauty będę chyba wierna do grobowej deski ;)

Miałyście te chusteczki z Alterry? Też przytrafiło się Wam coś takiego?


niedziela, 3 marca 2013

Projekt "Kolory Tęczy", tydzień VII: zielony, pomarańczowy, niebieski

Hej :)

Dziś wykonałam ostatni makijaż z projektu "Kolory Tęczy". Obowiązkowe kolory to pomarańcz i zieleń, jako dowolny wybrałam kolor niebieski. Tym razem postawiłam na intensywne kolory i niemal graniczne granice, więc nie zarzucajcie mi kiepskiego roztarcia, bo taki był zamysł. Oto co powstało:





Niektórych może zastanawiać też ta brew w kolorze butelkowej zieleni i brak tuszu na rzęsach, ale taki był zamysł - może spontaniczny, ale nie przypadkowy ;)

I co sądzicie o moim ostatnim makijażu z tego projektu, będącym kolejnym eksperymentem? :)


sobota, 2 marca 2013

Kolory Tęczy, tydzień 6: czerwony, żółty, niebieski

Hej :)

Nadszedł czas na zaległy makijaż z Kolorów Tęczy. Jutro projekt dobiega końca, więc jutro pojawi się na blogu mój ostatni makijaż w ramach tego projektu. Dziś na pierwszym planie mamy czerwoną kreskę i czerwone rzęsy - w życiu nie myślałam, że zdecyduję się kiedyś na coś takiego i będę zadowolona z efektu, widać właśnie jak takie projekty rozwijają kreatywność ;)






Czerwień jest jednak niebezpiecznym kolorem - u mnie podkreśliła zielone pigmenty w tęczówce, ale jednocześnie podkreśliła też wszelkie zaczerwienienia oka, dlatego raczej trudno byłoby mi wyjść gdzieś z czerwoną kreską i czerwonymi rzęsami. Ale jak na warunki eksperymentalne efekt ciekawy ;) Czerwony liner wykonałam z czerwonego cienia i Duraline. Ta porcja, która jest na powiece wyszła trochę za rzadka - następnym razem dam więcej cienia, by kolor był bardziej kryjący. Ale i tak jest nieźle. Zrezygnowałam z tuszowania dolnych rzęs, bo byłoby już tego za dużo. Moim zdaniem żółto-niebieska część makijażu spokojnie jest częścią użytkową - kojarzy mi się z wakacyjnym makijażem i z pewnością do tego motywu jeszcze kiedyś wrócę, tylko kreska i rzęsy będą czarne lub granatowe ;)

Użyte kosmetyki:
  • Bell, BB Cream, 010 Nude
  • korektor Collection 2000 Lasting Perfection, 1 Fair
  • kredka do brwi Catrice, 020 Date With Ash-ton
  • kredka Catrice Kohl Kajal, 040 White - jako baza pod cienie
  • paleta cieni Sleek Darks: Orbit, Dune
  • paleta cieni Sleek Snapshots: Summer Breeze
  • paleta cieni My Secret Paradise Lagoon, nr 1 Flower Fantasy: żółty i koralowa czerwień (jako eyeliner i tusz do rzęs)
  • Duraline
  • niebieska część kredki Essence Ready for Boarding - na linii wodnej.

Dajcie znać co sądzicie o tym eksperymencie ;)


Kredki Catrice Cosmetics Kohl Kajal: 010 i 040

Hej wszystkim :)

Dzisiaj mam dla Was planowaną już od jakiegoś czasu recenzję kredek Catrice Kohl Kajal. Ja posiadam 2 kolory - 010 Ultra Black i 040 White. Od razu Wam zdradzę, że na temat każdej z tych kredek mam odmienne zdanie. Jeśli chcecie je poznać, zapraszam do lektury :)

Kredki możemy kupić w drogeriach Hebe i drogeriach Natura w cenie 8,49 zł za 1,1 g z datą ważności 36 miesięcy od otwarcia. Aktualnie w ofercie jest 8 odcieni. Wiosną dojdzie jeszcze jeden kolor, ale nie wiem czy w związku z tym, któryś z odcieni z aktualnej oferty nie będzie wycofany. Jeżeli Wy wiecie, dajcie znać.



Ja wybrałam zatem najbardziej uniwersalne kolory, czyli czerń i biel, bo uważam że inne kolory kredek (no jeszcze poza cielistymi, ale takich na próżno szukać w szafie Catrice) nie są mi zbytnio potrzebne (no w sumie przydatne jeszcze bywają szarości i brązy, ale ja nie czuję się zbyt dobrze używając brązowej kredki). Czerń kupiłam oczywiście głównie do stosowania na górną linię rzęs, a białą kredkę chciałam używać do rozjaśniania linii wodnej.



Moja opinia:
Obudowa tych kredek jest najzwyklejsza w świecie, bez jakiś udziwnień i upiększeń, ale nie przeszkadza mi to. Kredki są miękkie, więc nie zrobimy sobie nimi krzywdy, ale są też odpowiednio twarde by bez problemu zatemperować je w cieniutki szpic i zrobić nimi dość precyzyjną kreskę. Dość dobrze się rozcierają. Kolory na skórze są bardzo wyraziste, więc pigmentację oceniam jako dobrą.

Roztarte

Schody zaczynają się przy aplikacji na linię wodną, zwłaszcza w przypadku białej kredki - na linii wodnej prawie jej nie widać, minimalnie tylko ją rozjaśnia. Nie jestem zatem w stanie ocenić nawet jej trwałości. Czarna wypada tu o niebo lepiej - na linii wodnej nie uzyskamy nią idealnej, smolistej czerni, a raczej efekt ciemno-szaro-czarnego koloru, ale dość długo się utrzymuje, więc nie jest źle, zwłaszcza jak na tę cenę. Czarna kredka dobrze się sprawdziła również jako baza. Białej nie testowałam w tym wariancie, ale niedługo pewnie to zrobię, bo chcę znaleźć jej jakieś sensowne zastosowanie - dam w tej notce znać jak poszło :)

Bez roztarcia


W związku z powyższym mam problem z ocenieniem obu kredek jedną oceną. Czarnej dam 3,5, bo wolałabym bardziej wyrazisty efekt na linii wodnej, zaś białą oceniam na 2, bo nie sprawdziła się, ale przynajmniej jest miękka i precyzyjna, może sprawdzi się jeszcze jako baza.

EDIT: Wypróbowałam i okazuje się, że ta biała kredka nadaje się jako baza do podbijania kolorów jasnych lub bardzo kolorowych cieni prasowanych. Jej pigmentacja nie jest może jakaś powalająca, ale właśnie jako baza do podbijania kolorów cieni daje radę i pewnie do tego głównie będę jej używać. Ocenę podnoszę więc na 2,5, bo niestety zawiodła mnie na linii wodnej, a do tego przecież ją kupiłam.

Używałyście kredek Catrice Kohl Kajal? Co o nich myślicie? A może macie już inne kredkowe ideały w przystępnej cenie? :)


piątek, 1 marca 2013

Lutowe denko

Witam wszystkich po raz drugi dzisiaj :)



W tej notce opiszę pokrótce moje lutowe denka. Nie jest to jakieś szałowe zużycie, ale raczej normalne, jak na mnie ;)



Pielęgnacja ciała



1) Joanna, Z Apteczki Babuni, Regenerujący balsam do ciała do skóry bardzo suchej z ekstraktem z bzu i słodkich migdałów - recenzja TUTAJ. Następca: Intensywnie regenerujący balsam do ciała Neutrogena.

2) Neutrogena, Odżywczy balsam do ciała do skóry suchej z maliną nordycką - recenzja TUTAJ. Następca: Intensywnie regenerujący balsam do ciała Neutrogena.



Pielęgnacja włosów



1) Szampon Babydream - w zasadzie nie napisałam o nim jeszcze osobnej recenzji, ale często wspominam o jego działaniu i o tym jak bardzo jestem z niego zadowolona. Muszę w końcu napisać jego recenzję. Następca: oczywiście szampon Babydream ;)


Pielęgnacja twarzy



1) Płyn Miceralny Ziaja Ulga dla Skóry Wrażliwej - recenzja TUTAJ. Następca: płyn miceralny BeBeauty do skóry wrażliwej.

2) Ziaja, de-makijaż dwufazowy, płyn do demakijażu oczu - recenzja TUTAJ. Następca: Płyn 2-fazowy do demakijażu oczu Bielenda Awokado - z tego płynu jestem bardziej zadowolona niż z Ziaji i dlatego do Ziaji już nie wrócę.

3) Flos-Lek Laboratorium, Żel do powiek i pod oczy ze świetlikiem lekarskim i chabrem bławatkiem - recenzja ukaże się wkrótce. Używałam go na spółkę z moim ukochanym i oboje byliśmy z niego zadowoleni. Następca: Flos-Lek Laboratorium, Żel do powiek i pod oczy ze świetlikiem lekarskim i rumiankiem - ten jest niestety mniej kojący, więc po jego zdenkowaniu powrócimy do wersji z chabrem.

4) Kapsułki do twarzy Hydro Rival De Loop - 1 opakowanie. Następca: brak :(


Kolorówka



1) Mineralny podkład kryjący Annabelle Minerals, Beige Light, 10 g - recenzja TUTAJ, aktualizacja recenzji TUTAJ. Następca: Bell BB Cream, 010 Nude.

2) Rimmel Hide The Blemish Concealer, 001 Ivory - recenzja TUTAJ. Następca: korektor w sztyfcie Miss Sporty, odcień 01.

3) Miss Sporty Liquid Concealer with vitamins E&C, 001 Light - recenzja TUTAJ. Może tego nie widać, bo resztki korektora osadziły się na ściankach i nie da się już ich stamtąd wydobyć, ale naprawdę zużyłam go w całości, mimo że go nie lubię :P Następca: Collection 2000 Lasting Perfection, 1 Fair.


Próbki



1) L'Biotica Biovax Latte, Intensywnie regenerująca maseczka odbudowa osłabionych włosów, 20 ml.

2) L'Biotica Biovax, Serum wzmacniające A+E do końcówek, 1,5 ml.


Nie jest to jakieś okazałe denko. Jak widzę denka innych dziewczyn, to czasami sobie myślę, że z moimi zuzyciami powinnam zapaść się pod ziemię :P Zaczynam się nawet zastanawiać nad pisaniem notki o denkach co 2-3 miesiące, tylko nie wiem czy aż tyle czasu będzie mi się chciało trzymać puste opakowania po kosmetykach ;) Dajcie znać co o tym myślicie i dajcie znać jak tam Wasze lutowe denka :)


Kosmetyczne zakupy w lutym

Hej :)




Dziś podsumowanie kosmetycznych zakupów lutowych. Chciałabym też pokazać kilka zakupów z akcesoriami do włosów, ale uznałam, że lepiej będzie pisać o tym w aktualizacji pielęgnacji włosów, bo moje notki z podsumowaniami miesiąca zakupów i tak są zwykle przydługie (dlatego w tym miesiącu również denka będą w osobnej notce). Bez zbędnych wstępów przejdźmy zatem do zakupów :)



Pielęgnacja ciała



1) Avon Planet Spa, Luksusowy kremowy mus do ciała Tajski Kwiat Lotosu - miałam okazję go zamówić za ok. 7 zł, dzięki zakupom kolorówkowym na dość dużą kwotę, więc żal było z tej okazji nie korzystać. Na razie za bardzo go nie używałam, bo mam jeszcze mnóstwo innych mazideł do ciała.

2) Green Pharmacy Herbal Cosmetics, Masło do ciała Masło Shea i Zielona Kawa - zakupione za ok. 11 zł w Naturze (generalnie ciężko dorwać te masła w Toruniu, więc skorzystałam z tego, że akurat jedno było na półce, gdy wpadłam do Natury po balsam z Neutrogeny, no i oczywiście Green Pharmacy również wylądowało w koszyku). Całkiem nieźle nawilża, ale radzi sobie nieco gorzej niż czerwona wersja Neutrogeny. Jego również na razie mało używałam, bo w zasadzie leży w zapasie :P

3) Neutrogena Intense Repair Body Balm, Intensywnie regenerujący balsam - pisałam już o nim w ulubieńcach lutego. Bardzo dobrze nawilża. Dorwałam je na promocji w Naturze w cenie 17,99 zł za 300 ml, więc dość korzystnie według mnie.

4) Joanna, Sweet Fantasy, Żel pod prysznic, Kokos - zdobycz w promocji z Biedronki - 5,99 zł za 250 ml. Ot taki zwykły żel pod prysznic, alternatywa dla Original Source w wersji czekolada i pomarańcza. Niestety liczyłam na intensywniejszy kokosowy aromat. Do tego żel jest rzadki i niezbyt dobrze się pieni.


Pielęgnacja włosów



Tutaj rządzi L'Biotica Biovax - zachwycona ich maską i korzystając z różnych promocji w SuperPharm zakupiłam Szampon intensywnie regenerujący do włosów suchych i zniszczonych (na promocji 13,99 zł za 200 ml, na razie leży w zapasie), Odżywka dwufazowa bez spłukiwania Latte Quick, Odbudowa osłabionych włosów + proteiny mleczne (w promocji ok. 15 zł za 150 ml), Intensywnie regenerująca maseczka do włosów farbowanych (19,99 zł za 250 ml) i Serum wzmacniające A+E do końcówek (0,01 zł za 15 ml w przypadku zakupu maseczki - swoją drogą fajna promocja, bo normalnie to serum kosztuje ok. 13 zł ;)). 

No i standardowo już zakupiłam Szampon Babydream - ostatnio zaczęłam go też używać do codziennego mycia włosów i w ten oto sposób jedna buteleczka starcza mi na miesiąc, bo myję nim włosy (innych szamponów używam tylko uzupełniająco), spłukuję oleje z włosów i myję w nim pędzle. Czekam tylko aż pojawi się jakaś promocja na ten szampon, to kupię od razu chyba z 10 butelek, bo tak szybko mi idzie jego zużywanie :P


Pielęgnacja twarzy



1) BeBeauty Face Expertiv, Płyn miceralny do demakijażu i tonizacji twarzy i oczu, skóra wrażliwa - zakupiony jako następca dla micela Ziaja Ulga, który właśnie mi się skończył. O tym micelu słyszałam tyle dobrych opinii, że za cenę 4,99 zł za 200 ml żal było go nie wypróbować. Dostępny oczywiście w Biedronce.

2) Alterra Naturkosmetik, Nawilżone chusteczki oczyszczające z aloesem do skóry suchej i wrażliwej - jedni je kochają, inni nienawidzą, a ja jeszcze nie wiem, bo jeszcze ich nie używałam. Uznałam, że za cenę 3,39 zł za 25 sztuk w Rossmannie warto jednak wypróbować ;)

3) Lirene Dermoprogram, intensywny biokrem odżywczo-regenerujący na noc - spontaniczny zakup z promocji w SuperPharm - 10 zł za 50 ml. W sumie przydał się, bo nawilża nieco bardziej niż Ziaja Kozie Mleko, a że skórę twarzy mam ostatnio mocno wysuszoną z powodu ogrzewania i poprzedniego choróbska (długo gorączkowałam), ten krem mnie ratuje i nareszcie stan skóry mojej twarzy zaczął się normować.

4) FlosLek Winter Care, Pomadka ochronna do ust na zimę z filtrem UV - ok. 6 zł w Rossmannie. Noszę ją w torebce. Całkiem dobrze nawilża usta i myślę, że nada się nie tylko na zimę.

5) Avon Care, Intensywnie nawilżający balsam do ust z mleczkiem pszczelim SPF 15 - również zakupiłam go do torebki, jednak na mrozy zbytnio się nie sprawdził, więc leży w szufladzie mojego biurka i czeka na wiosnę lub lato. Kosztował ok. 6-7 zł za 10 ml.

6) Kapsułki Hydro Rival De Loop - niestety nie mam zdjęcia, bo wyrzuciłam już opakowanie, zapominając o projekcie denko :P Kosztowały 6,99 zł za 7 sztuk w Rossmannie.


Makijaż twarzy



1) Próbki podkładów mineralnych, róży mineralnych i korektora mineralnego Annabelle Minerals, o których pisałam TUTAJ.

2) Puder Synergen, kolor 03 - 6,99 zł za 9 g, dostępny w Rossmannie. Kupiłam do torebki, bo w domu wolę używać mineralnego pudru transparentnego.

3) Avon Glow, Perełki brązujące, odcień Warm - 19,99 zł za 22 g - miałam okazję je zamówić za tak okazyjną cenę, więc postanowiłam wypróbować ten dość popularny kosmetyk Avonu.

4) Puszek do pudru AnnCo. - ok. 5 zł za sztukę. Myślałam, że mieści się do opakowania z pudrem Synergen, ale okazało się, że jest za duży. Przyda się zatem do makijaży wieczorowych, w których wciskam puder transparentny w pory, żeby lepiej utrwalić makijaż.

5) Róż Avon Ideal Luminous, odcień Peach - 19,99 zł za 6 g (cena regularna ok. 35 zł, więc warto czekać na promocje). Pisałam już o nim w ulubieńcach - piękny, naturalny kolor i jest to róż, który ostatnio najczęściej gości na moich policzkach.

6) Korektor płynny Collection 2000 Lasting Perfection Ultimate Wear Concealer, kolor 1 Fair - kupiony na Allegro za 32 zł (wliczając w to koszt przesyłki). Odcień jest bardzo jasny - polecam ekstremalnie bladym dziewczynom, które maja problem ze znalezieniem odpowiednio jasnego korektora. Ja będę go używać oczywiście pod oczy, dlatego zdecydowałam się na tak jasny odcień.


Makijaż oczu



1) Baza pod cienie Avon - 12,99 zł za 3 g. Czytałam o niej sporo dobrych opinii, a akurat kończy mi się baza Kobo, więc postanowiłam, że wypróbuję wynalazek Avonu.

2) Pędzelek okrągły z włosia syntetycznego Milan nr 301, rozmiar 3/0 - tak, to zwykły pędzelek ze sklepu dla artystów. Kupiłam go w ramach eksperymentu i nie zawiodłam się - znakomicie sprawdza się w rysowaniu kreski eyelinerem - najlepszy pędzelek do eyelinera, jaki posiadam! Zapłaciłam za niego mniej niż 3 zł i czuję, że dokupię jeszcze jedną sztukę w innym rozmiarze. (w rzeczywistości włosie ma beżowy kolor, ale musicie mi wybaczyć tę czerń, bo niedawno wykonywałam tym pędzelkiem makijaż i jest brudny od eyelinera)

3) Żelowa kredka do oczu Avon Super Shock w kolorze Silver - nie wiem dlaczego, ale wkręciło mi się, że chcę żelową kredkę lub cień w kremie właśnie w takim kolorze ;) Zapłaciłam za nią 13,99 zł.



Makijaż ust



O kolorówce do ust pisałam notkę przedwczoraj, znajdziecie ją TUTAJ. Tu wspomnę tylko nazwy kosmetyków, ich ceny i miejsca zakupu:

1) Szminki Avon "Idealny Pocałunek" - kolory: Berry Smooch (ciemny, chłodny róż, wpadający w fuksję), Coral Connection (typowy koral właśnie) i Plum Intrigue (jasna śliwka). Mam jeszcze próbki w kolorach Coral Connection (noszę ją w torebce i nie muszę dzięki temu nosić przy sobie pełnowymiarowej szminki), Deep Orchid (ciemna, chłodna śliwka) i Racy Red (dość ciemna, malinowa czerwień). Próbki dostałam za darmo, więc nie wiem ile kosztują, a za pełnowymiarowe szminki zapłaciłam w promocji 15,99 zł za sztukę (3,6 g).

2) Szminka Catrice Ultimate Colour - kolory: 050 Princess Peach (ciepła, intensywna pomarańcz, dająca bardziej brzoskwiniowy efekt na ustach), 190 The Nuder, The Better (jasny beż, wpadający w róż). Szminki kupiłam w Naturze za 16,99 zł za sztukę (3,8 g).

3) Błyszczyki Essence Stay With Me - kolory: 03 Candy Bar (koralowo-łososiowy/brzoskwiniowy?), 07 Kiss Kiss Kiss (chłodna półtransparentna czerwień). 8,99 zł za 4 ml w Naturze.

4) Błyszczyk Kobo Professional Lip Care Balm, 403 Hot Autumn - ciepła, niemal transparentna pomarańcz ze złotymi drobinkami. Zgarnięty z wyprzedaży za 4 zł za 10 ml (cena regularna 8,99 zł).



Zapachy



1) Avon, Perfumetka Treselle - 9,99 zł za 10 ml (ceny regularnej nie pamiętam). Cały czas noszę ostatnio tę perfumetkę w torebce. Do tej pory nosiłam roletki i przyznaję, że perfumetka jest wygodniejsza ze względu na atomizer :)


Gratuluję tym, którzy dobrnęli do końca tego postu. Piszcie czy któryś kosmetyk Was zainteresował, a jeśli którąś z tych rzeczy posiadacie, dajcie znać jak się sprawuje. A może Wy załapałyście się na jakieś ciekawe lub okazyjne zakupy kosmetyczne? - chętnie poczytam :)

No i byłabym wdzięczna, gdybyście napisały czy wolicie jeden zakupowy post w miesiącu, w konsekwencji niekiedy przydługi, czy może przy dużych zakupach lepiej pisać o tym 2-3 posty w miesiącu. Na razie trwam przy opcji jeden post zakupowy w miesiącu, bo nie chcę by blog ten był blogiem typowo zakupowym, gdzie chwalę się tylko moimi zdobyczami, bo nie sądzę by komuś to się na coś przydało. Ale przyznaję, że czasami warto zdać taki miesiączny "raport" ;) z zakupów, żebyście mogły poznać nowości w mojej kosmetyczce i na przykład zasugerowały, które kosmetyki w szczególności Was interesują, bo mam to na uwadze przy pisaniu recenzji (a konkretnie to przy planowaniu kolejności recenzji czy testowania).