sobota, 18 maja 2013

"Mini" zakupy

Witajcie po raz drugi dzisiaj :)

Obiecałam nadrabiać, więc nadrabiam. Poniżej przedstawiam zdobycze ostatniego tygodnia. Wiem, że niedawno był haul, ale w minionym tygodniu kupowałam głównie w okazyjnych cenach, pewnie gdzieś koło Was te promocje nadal obowiązują, więc może skorzystacie ;)


Na pierwszy ogień idzie gąbka Konjac, którą można zdobyć w Rossmannie, ale niestety jest aktualnie wycofywana. Ja w pobliskim Rossie zgarnęłam ostatnią sztukę i kosztowała mnie 8,99 zł, czyli dość tanio jak na tę gąbkę. Od zawsze chciałam ją wypróbować, ale zawsze jakoś tak w końcu nie wychodziło. Teraz wypróbowałam i przepadłam - zaczęłam mieć gąbeczkomanię w dziedzinie oczyszczania twarzy :D Ona temu winna! Rozejrzycie się w swoich Rossach jeśli też macie na nią ochotę, bo to ostatnia szansa, żeby ją wypróbować - potem zostają już tylko inne modele na Allegro i E-Bay.



Coś dla leniwców, którym nie chce się codziennie zmieniać ręcznika do twarzy czyli ręczniki jednorazowe Alouette z Rossmanna. Kupiłam je w promocyjnej cenie 3,99 zł. Spodobały mi się, więc chciałam dokupić jeszcze jedno opakowanie, ale okazało się że w moim najbliższym Rossmannie jakimś dziwnym trafem nie ma na nie promocji, więc szkoda mi było miejsca w i tak ledwie domykającej się już szufladzie na zapasy.

Do koszyka trafiły też peelingujące płatki Lilibe, które w promocji kosztują teraz ok. 5 zł. Kupiłam je głównie z myślą o wyjazdach, na które nie chce mi się targać peelingu, a czasem jednak delikatny peeling może okazać się potrzebny.


Tu już mamy zakupy z Biedronki. Skusiłam się na balsam do ciała i krem do rąk Be Beauty Green Nature. Oba kosmetyki dopadłam przypadkiem w Biedronce koło gabinetu mojej dentystki - polowałam na nie już jakiś czas temu i pogodziłam się już dawno z faktem, że ich nie zdobędę. A jednak się udało i to w cenie 2,99 zł za każdą z tych tubek.

Postanowiłam też dać kolejną szansę płatkom kosmetycznym Carea które większość z Was lubi. Tym razem postawiłam na wersję z wzmocnionymi brzegami. Naprawdę nie wiem jak ja to robię, ale również ta wersja mi się w rękach rozwarstwia i rozpada... Jakoś je zużyję, ale nie zamierzam ponownie kupować. Koszt ok. 2,50 zł w Biedronce.

Po porażce w Carea skusiłam się na dwie duże paczki płatków kosmetycznych Lilibe (brak zdjęć), które naprawdę są jedynymi na polskim rynku, które się u mnie sprawdzają. Na promocji w Rossmannie zapłaciłam za nie 2,59 zł za opakowanie.


Biedronka znajdująca się koło mojej dentystki skusiła mnie jeszcze na niewyprzedane kosmetyki Bell. W koszyku wylądował róż 2 Skin Pocket Rouge o numerze, którego nie pamiętam, bo wyrzuciłam kartonowe opakowanie. Jest to beżo-pomarańcz ze złotymi drobinkami. Niestety wyglądam w nim na chorą, więc wrzucę go jeszcze dziś na wymiankę. Drugim zakupem z Bell jest puder w kompakcie Satin Mat Powder w kolorze 02, czyli wbrew numeracji jaśniejszym. Wygląda on na mnie lepiej niż najjaśniejszy puder Synergen, więc jeśli Bell będzie się dobrze spisywać, to Synergen pójdzie na wymiankę, bo naprawdę mało go używałam (jest dla mnie za ciemny i nieco za żółty a szkoda, bo wiem że wielu z Was odpowiada). Za róż dałam 5,99 zł, a za puder 11,99 zł.


Jak już pisałam, stałam się od paru dni maniaczką gąbeczek do demakijażu. Dokupiłam więc w Rossmannie gąbeczki Calypso w cenie 4,99 zł (jest to regularna cena).


No i dzisiejsze szaleństwo... Przed wejściem do Natury dostałam 10 % zniżki, więc jak tu się nie skusić. Szukałam nowej limitowanki Essence, ale nigdzie jej nie było. W koszyku wylądował natomiast cień w kremie MaybellineColor Tattoo w słynnym już kolorze 040 Permanent Taupe, który jest na tyle uniwersalny, że może być bazą, cieniem do powiek oraz cieniem do brwi. Ba - zamierzam nawet wypróbować go jako eyeliner w dyskretnym kolorze ;) Przyjemność ta kosztowała mnie 19,79 zł. Na cienie te jest też promocja w SuperPharm w ramach zniżki na szafę Maybelline, ale tam cena końcowa wynosiła 21,99 zł, więc dobrze że wcześniej kupiłam go w Naturze.

Drugim zakupem z Natury był różowy kawior z limitki Candy Shock nr C02 Sugar Shock. Zapłaciłam za niego po obniżce 11,69 zł (zdaje się, że normalnie kosztuje 12,99 zł). Trochę drogo jak na kawior, ale strasznie mi się spodobały te różowe perełki. Kusiły mnie też lakiery z tej limitki, ale w sumie najbardziej podobały mi się kolory, których odpowiedniki posiadam z asortymentu innych marek, więc uznałam, że szkoda pieniędzy.

Do SuperPharm weszłam tylko po to, żeby kupić serum do końcówek L'Biotica Biovax, na które w moim SP często jest deficyt. Udało mi się je dorwać w cenie regularnej, czyli 13,99 zł. Jest to ponowny zakup, na moim blogu możecie znaleźć jego recenzję, więc nie będę się rozwodzić. W koszyku natomiast wylądował jeszcze lakier Delia Coral nr 9, czyli taki bardzo dziewczęcy róż. Liczyłam na to, że będzie kryjący, ale niestety się przeliczyłam, bo krycia nie ma prawie wcale. Pewnie będę używać do tylko do frencza. Za ten nietrafiony zakup dałam 5,99 zł. 

A teraz gwóźdź programu. Do koszyka wpadł top coat Essie Good To Go. Kusił mnie od jakiegoś czasu i dzisiaj jakoś tak spontanicznie go zakupiłam. Kosztował mnie 36,99 zł (moje konto płacze). Gratis dostałam ogromny pilniczek szklany Essie, który wydaje się całkiem fajny (zawsze zapominam kupić drugiego szklanego pilniczka, mój jedyny noszę w torebce w razie jakichś wypadków i przez to w domu zapominam o jego używaniu - zbrodnia! ten pilnik Essie jest wielki, więc na pewno znajdzie stały dom w koszyku z lakierami). W ogóle aktualnie w SuperPharm aktualnie jest promocja na Essie - przy zakupie odżywek i topów pilniczek gratis, a przy zakupie lakieru drugi lakier gratis. Fajny ten pilniczek i na pewno mi się przyda, ale wolałabym jednak dostać gratis lakier :P Dodam, że lakiery są do odbioru przy kasie, więc pewnie nie będziecie mieć pełnego wyboru kolorów.

A teraz przechodzę na odwyk, bo szuflada z zapasami już ledwie się domyka, a moje konto krwawi. A na dodatek jeszcze mam perspektywę odbioru zamówienia Avon i 40 % obniżki na kolorówkę i pielęgnację twarzy w Rossmannie w dniach 23-26 maja. Biedne to moje konto...

Też udało Wam się trafić na jakieś fajne promocje ostatnio? Koniecznie się pochwalcie :)


Maskara Oriflame Volume Build

Witajcie :)

Trochę mnie tutaj nie było. Najpierw miałam wyjazd do Warszawy w ramach zajęć, potem byłam albo zbyt zajęta, albo zbyt zmęczona. Ale się nie zrażam, bo w ten weekend na pewno nadrobię trochę tą kilkudniową nieobecność - już dziś możecie spodziewać się trzech nowych postów ;)

Przejdźmy już do tematu tej notki, jakim jest maskara Oriflame Volume Build, która według producenta pozwala na budowanie objętości rzęs poprzez nieograniczoną ilość aplikacji. Ma to nam pozwolić na dostosowanie wyglądu naszych rzęs do każdej okazji za pomocą jednego tuszu. Ja posiadam kolor czarny. Tusz ten dostałam na testy w ramach współpracy z Oriflame, która nie ma wpływu na moją opinię o tym kosmetyku. Jeżeli jesteście ciekawe mojej opinii o tym kosmetyku, zapraszam do czytania dalszej części notki.


Opis producenta:

"Pierwszy tusz Oriflame, który pozwala na budowanie objętości rzęs w zależności od okazji. Mega szczoteczka oraz formuła VoluFlex zapewniają nieograniczoną możliwość budowania rzęs, nieograniczoną ilość aplikacji oraz elastyczną formułę tuszu nawet po jego wyschnięciu.

84% kobiet przyznaje, że tusz zachowuje elastyczność od pierwszej warstwy aż do ostatniej * 
*testy konsumencie z udziałem 91 kobiet

Formuła VoluFlex
Elastyczna formuła pozwalająca zwiększać objętość rzęs nieskończoną ilość razy. Tusz zachowuje elastyczność nawet po wyschnięciu, dzięki czemu nakładanie każdej kolejnej warstwy jest tak samo proste i przyjemne.

Tusz do rzęs Oriflame Beauty Volume Build pozwala budować objętość rzęs i stworzyć własny styl. Decyzja, ile warstw nałożyć, należy tylko do Ciebie.
Objętość na zamówienie 
Dzięki mega szczoteczce oraz formule VoluFlex tusz daje nieograniczoną możliwośćbudowania rzęs, pozwala na nieograniczoną ilość aplikacji oraz utrzymuje elastyczną formułę nawet po jego wyschnięciu.

Rzęsy na każdą okazję
Niezależnie od pory dnia i sytuacji, tusz do rzęs Volume Build daje swobodę budowania wybranej przez Ciebie objętości rzęs. Spotkanie ze znajomymi na lunch? Nałóż jedną warstwę tuszu, by uzyskać luksusową objętość. Ważne spotkanie w pracy? Zwiększ objętość nakładając trzy warstwy i uzyskaj bardziej dramatyczny efekt. Randka z kimś wyjątkowym? Zachwyć go nakładając pięć warstw tuszu i tworząc efekt sztucznych rzęs. Nie ważne, ile warstw nałożysz, tusz pozostanie elastyczny i będzie prezentował się świetnie."

Moja opinia:

Maskara mieści się w fioletowym, wąskim, prostym opakowaniu z połyskującymi różowymi napisami, które trudno dobrze uchwycić na zdjęciach ;) Lubię takie proste opakowania, a to że nie jest ono czarne sprawia, że łatwo mi odnaleźć ten tusz w pojemniku, w którym trzymam kredki i maskary (większość z nich ma czarne opakowania). Napisy się nie ścierają, więc całość wygląda bardzo estetycznie.


Szczoteczka jest naprawdę duża. Jej włosie zmniejsza się ku końcowi. W przekroju około połowa włosków jest długa (widać to na dolnej połowie szczoteczki na powyższym i poniższym zdjęciu). Od tej części włosia, która na zdjęciu jest na górze te dłuższe włoski oddzielają przerwy bez włosia, zaś włosie na górze jest krótsze. Efekt? To krótsze włosie sprawdza się u mnie świetnie do tuszowania dolnych rzęs.


Końcówka szczoteczki zbiera za dużo tuszu, którym można zrobić sobie krzywdę np. w postaci plam na nosie. Warto więc wytrzeć nadmiar tuszu w chusteczkę higieniczną. Takie małe glutki tuszu mają też tendencję do zbierania się na dłuższej części włosia szczoteczki.

Sam tusz jest dość rzadki, ale nadaje się do używania od razu po otwarciu (czyli nie jest strasznie rzadki).

Początkującym aplikacja może sprawiać trudności. Myślę, że dużo ułatwia właśnie dokładne poznanie kształtu szczoteczki i wtedy człowiek szybciej się wprawia. A jaki efekt tusz daje na rzęsach?

Od razu zaznaczam, że nie używałam żadnych baz, zalotek, pudrów, grzebyków i innych cudów. Na poniższych zdjęciach działałam samym tuszem, nie odciskając nawet nadmiaru w chusteczkę.



Przez nieuwagę na prawym oku nie dotuszowałam zewnęrznego kącika i jeszcze żeby było ciekawiej zrobił się tam glutek, ale tutaj akurat zawiniła moja niezdarność i pośpiech. Gdybym od razu zauważyła błąd, to można by było jeszcze wyczesać to szczoteczką od tego tuszu. No ale nic straconego - błędy naprawiłam nakładając drugą warstwę. Generalnie pierwsza warstwa przyczernia, wydłuża i ładnie rozdziela rzęsy. Pogrubienia raczej nie zauważam. Lubię tę wersję rzęs w dni, kiedy się spieszę i nie mam nawet czasu na rysowanie kreski. Rzęsy są po prostu nieco widocznie i wyglądają na zadbane.

Tu już zewnętrzny kącik jest domalowany i wyczesany. Drugą warstwę dołożyłam też na dolne rzęsy. Ten wariant lubię najbardziej i tak maluję moje rzęsy na co dzień. Są one wydłużone, pogrubione, nadal całkiem fajnie rozdzielone, no i podkręcone. Na imprezę przyda się jednak coś bardziej dramatycznego, więc przejdźmy do trzeciej warstwy.

No i niestety tutaj już jest słabiej. Nie pożałowałam sobie tego tuszu przy wszystkich warstwach, więc przy trzeciej rzęsy się po prostu skleiły. Bez rozczesywania nie wygląda to zbyt dobrze moim zdaniem. Widać jednak większe pogrubienie i większe podkręcenie. Na dolne rzęsy nie dokładałam kolejnej warstwy, żeby nie przesadzić.

A tak wyglądają trzy warstwy po wyczesaniu. Zdecydowanie lepiej! Szczoteczka po starym tuszu, którą wyczesywałam rzęsy, zdjęła z nich nadmiar produktu.

Tak zatem prezentuje się tusz Oriflame Volume Build w akcji. Jeszcze raz podkreślam, że na powyższych zdjęciach w ramach każdej warstwy nakładałam sporo tuszu, dlatego przy trzeciej warstwie uzyskałam efekt pajęczych nóżek. Jeżeli zdarza mi się nakładać mniej tuszu, to udaje się nałożyć nawet cztery warstwy bez tandetnego efektu. Zalecam zatem zachować umiar w aplikacji poszczególnych warstw ;)

Na pewno w moim przypadku nie spełniła się obietnica o efekcie sztucznych rzęs, ale zdaję sobie sprawę z tego, że rzęsy mam marne i żeby wyglądały naprawdę dramatycznie, po prostu muszę dokleić sztuczne. U osób z gęstszymi rzęsami efekt na pewno będzie lepszy.

Co do samego noszenia, to podoba mi się w tym tuszu efekt głębokiej czerni, która nie blaknie w ciągu dnia i nie ma większych tendencji do osypywania się (przez prawie 2 tygodnie codziennego użytkowania tusz osypał mi się lekko tylko jeden raz). Efekt wydłużenia jest w moim przypadku na tyle duży, że nie mogę zaraz po nałożeniu otwierać szeroko oczu, bo tusz odbija mi się pod łukiem brwiowym i tak jest nawet po nałożeniu jednej warstwy. Cóż - przynajmniej pod względem długości po użyciu tego tuszu moje rzęsy przypominają firany :D Niby tusz nie jest wodoodporny, ale zmywa się naprawdę ciężko - płyn dwufazowy jest niezbędny.



Podsumowując:

Polubiłam ten tusz, szczególnie za szczoteczkę, która pozwala mi perfekcyjnie wytuszować dolne rzęsy, co nie zdarzyło mi się jeszcze w przypadku innych maskar, więc za to daję Oriflame ogromny plus. Aplikację można dość łatwo opanować. Faktycznie efekt można ładnie stopniować, o ile będziemy nakładać cienkie warstwy, inaczej rzęsy się skleją. Prawda jednak jest taka, że jeżeli trafimy na nie za rzadki i nie za gęsty tusz z przyzwoitą szczoteczką, to w przypadku każdego możemy w ten sposób stopniować efekt. Może tym faktycznie jest łatwiej, bo w przypadku innych maskar nie udało mi się jeszcze nałożyć czterech warstw. Efektu sztucznych rzęs nie ma, ale na to przy mojej marniźnie nie liczyłam. Jest natomiast głęboka czerń i świetna trwałość bez osypywania, a także. Rzęsy są bardzo wydłużone, ładnie rozdzielone i nieco pogrubione i podkręcone. Szczoteczka nabiera trochę za dużo produktu, natomiast po aplikacji trzeba uważać, by tusz nie odbił się pod łukiem brwiowym. Maskara najbardziej przypadła mi do gustu przy makijażach dziennych (w których lubię nosić dość wyraziste rzęsy, ale nie przesadzone), ale świetnie się też sprawdza z tzw. rzęsami w butelce (lub ich tańszymi odpowiednikami), więc na wieczór też zdarza mi się jej używać i efekt mnie zadowala.

Na pewno chętnie zużyję ten tusz do końca i nie wykluczam powrotu do niego w przyszłości.

Ocena: 4/5

Cena i dostępność:

Kosmetyki Oriflame możecie nabyć w cenie katalogowej u konsultantki (w przypadku tej maskary 21,90 zł/8ml, ważność 6 miesiący od otwarcia). Możecie je również zamówić w sklepie internetowym Oriflame ze zniżką 23%, rejestrując się bezpłatnie jako konsultantka na stronie my.oriflame.pl/oridanuta . Przesyłka kosmetyków jest bezpłatna. W razie pytań możecie pisać na maila: origroup@wp.pl .

Co sądzicie o takich maskarowych nowinkach jak tusz z nieograniczoną liczbą aplikacji kolejnych warstw? A może znacie inne tusze tego typu?



poniedziałek, 13 maja 2013

Srebro koloidalne Argentum200

Witajcie :)

Wreszcie nadeszła pora na recenzję mojego ulubieńca do pielęgnacji twarzy, jakim jest srebro koloidalne Argentum200. Trochę zwlekałam, ponieważ musiałam się upewnić czy aby na pewno ten preparat miał wpływ na poprawę stanu mojej cery. Jeżeli jesteście ciekawe szczegółów, zapraszam do dalszej lektury :)

Srebro koloidalne, które dostałam do testów ufundował sklep AuraHerbals . W sklepie tym można je zamówić w dwóch wariantach:

  • z zawartością srebra minimum 25 PPM, pojemność butelki 500 ml - cena 39,00 zł
  • z zawartością srebra minimum 50 PPM, pojemność butelki 500 ml - cena 49,00 zł.
Ja posiadam wariant 25 PPM.


sobota, 11 maja 2013

Zakupy i inne nowości w kosmetyczce z ostatnich tygodni

Witajcie :)

Wczoraj nie było notki, bo byłam na koncercie mojego kolegi z pracy, na który zaprosił mnie praktycznie kilka godzin przed tym wielkim wydarzeniem. Było naprawdę świetnie! :D Dzisiaj szybki post o nowościach w mojej kosmetyczce, bo ostatni był mniej więcej w połowie kwietnia. A jutro będzie nareszcie recenzja srebra koloidalnego, bo wreszcie mam ostatecznie wyrobioną opinię o tym specyfiku. Mam nadzieję, że wynagrodzę Wam tym ostatnie zaniedbania wywołane brakiem czasu :) 

Przejdźmy zatem do zakupów. Tym razem jest tego może odrobinę mniej niż zwykle, bo głównie kupuję to co jest mi na bieżąco potrzebne. Czasami pokuszę się jeszcze na zakup kosmetyku, który mnie zaciekawi lub uznam że zapowiada się świetnie, a do tego trafi się okazyjna cena ;) W ostatnim miesiącu mamy mniej więcej równowagę kolorówki i pielęgnacji, co jest u mnie raczej nie spotykane, bo zwykle króluje kolorówka :D

Pielęgnacja

czwartek, 9 maja 2013

Makijaż na wiosnę i lato: dwukolorowa kreska - niebieski i czerń

Hej :)

Dzisiaj przedstawiam Wam dość banalny makijaż. Wymaga jedynie umiejętności w miarę swobodnego rysowania kresek eyelinerem w dowolnej postaci. Makijaż ten jest inspirowany makijażem, jaki około 2 tygodnie temu AgaBil publikowała na portalu wizaz.pl . Zainspirowałam się jej kreskami. Usta w kolorze intensywnej fuksji też mi się spodobały, ale jako że wybierałam się właśnie do uczelnianej biblioteki, postanowiłam postawić jednak na coś łagodniejszego, ale nadal w dość widocznym, chłodnym różu. Jeżeli jesteście ciekawe jak wyszło, zapraszam do oglądania zdjęć :)

środa, 8 maja 2013

Współpraca z dobry-salon.pl

Hej :)

W dzisiejszej notce chciałabym poinformować Was o tym, że jakiś czas temu rozpoczęłam współpracę z serwisem dobry-salon.pl . Polega ona na publikowaniu na tym portalu niektórych recenzji, które pojawiają się na moim blogu.

Zdecydowałam się na taką współpracę, ponieważ takie portale są naprawdę potrzebne, gdyż zawierają bazę polskim salonów kosmetycznych, fryzjerskich, salonów odnowy biologicznej, spa, tatuażu, piercingu i wiele innych. Dzięki temu serwisowi możemy się rozeznać we wszystkich tego typu salonach w naszej okolicy i poznać ich oferty, a także oceny i opinie osób korzystających z ich usług. Niewiele znam takich portali, a myślę że warto wspierać tworzenie takowych, bo dzięki temu mogę się na przykład wreszcie dowiedzieć gdzie w Toruniu jest fryzjer godny uwagi, który nie skasuje zbyt wiele pieniędzy za podcięcie ;)

Jeżeli również jesteście zainteresowane wyszukiwaniem tego typu miejsc przez portale internetowe, zapraszam do odwiedzenia strony dobry-salon.pl


Korzystacie z tego typu portali? A może macie już jakiś sprawdzony? :)



wtorek, 7 maja 2013

Rok istnienia bloga + Rozdanie Urodzinowe


Witajcie :)

Dziś mija rok istnienia mojego bloga urodowego. Sporo się działo przez ten rok. Dzięki blogowaniu poznałam wiele fantastycznych dziewczyn o podobnych zainteresowaniach, od których wiele się nauczyłam i otrzymałam ogromne dawki inspiracji. Bardzo Wam za to dziękuję! :) Dziękuję też wszystkim czytelniczkom mojego bloga - za to, że zaglądacie, że komentujecie, dajecie mi cenne rady. Bez Was nie miałabym motywacji do tego co robię.

Przede wszystkim z okazji roku istnienia bloga, ale i też z tego powodu, że 2 dni temu stuknęły mi 24 lata, że wreszcie mamy piękną wiosnę, że zbliżają się wakacje i w ogóle życie jest piękne, postanowiłam zorganizować rozdanie :) Nagrody są bardzo wakacyjne - myślę, że przydadzą się zwyciężczyni w tym wspaniałym okresie.

Co można wygrać?


Nagrodę dostanie jedna osoba, którą wylosuję. W skład nagrody wchodzi:
  • kulki brązujące Avon Glow
  • Lip Tint Bell nr 4 (na większości ust daje kolor soczystej maliny - mam identyczny i uwielbiam go!)
  • lakier do paznokci Joko Cosmetics Colors Of Luxury w kolorze J160 Unique Coral (ubóstwiam jakość tej serii lakierów Joko, mam nadzieję, że zwyciężczyni też przypadnie on do gustu)
  • lakier do paznokci Golden Rose Classics Charming nr 52 (intensywny niebieski, taki smerfowy :D)
  • lakier do paznokci Golden Rose Classics Charming nr 23 (pastelowy pomarańcz)
  • maseczka odżywczo-oczyszczająca z zieloną glinką kambryjską Dermo Minerały.

poniedziałek, 6 maja 2013

Avon Planet Spa: Tropikalny krem do stóp i łokci z kwasami AHA

Witajcie :)

Późno już, więc tym razem znów publikuję szybką recenzję i znów jest to recenzja pielęgnacyjnego ulubieńca - jakoś tak wyszło ;) Generalnie nie przepadam za kosmetykami do pielęgnacji w wykonaniu Avonu, a jednak ten mnie urzekł. Jeżeli jesteście ciekawe czym mnie zachwycił, zapraszam do dalszej części notki :)


Krem możecie zamówić u konsultantek Avon lub poprzez Internet. Jego regularna cena to 20,00 zł za 75 ml, ale na szczęście bardzo często jest on dostępny w promocyjnych cenach. W katalogu 7/2013 kosztuje ok. 13 zł. Ja kupuje zapas, gdy cena schodzi do ok. 10 zł. Krem nadaja się do użytku 12 miesięcy od pierwszego otwarcia.