środa, 18 lipca 2012

Makijaż # 9: Liliowy makijaż z mocno podkreśloną dolną powieką

Makijaż inspirowany tym, że wczoraj na wyprzedaży w Naturze dorwałam piękny liliowy cień z Catrice, no nie mogłam mu się oprzeć - od dawna coś takiego za mną chodziło ;) No i kupiłam. Okazało się, że pięknie wydobywa zieleń z moich szaro-zielonych oczu, także polecam taką kolorystykę wszystkim zielonookim o chłodnym typie urody. Myślę, że zaprezentowany makijaż również będzie pasował paniom o typie urody zima.

Makijaż prezentuje się następująco:






Na górnej powiece dominuje perłowy liliowy wycieniowany fioletem, załamanie neutralne (beż), tradycyjnie delikatnie rozjaśniony wewnętrzny kącik i łuk brwiowy, no i mocno podkreślona dolna powieka - czarna kredka na linii wodnej (co się rzadko pojawia w moich makijażach), no i niebieski cień na dolnej powiece. Nie szalałam z żadnymi kreskami na górnej powiece, gdyż mocno została podkreślona dolna powieka. Postawiłam też na neutralne usta i policzki. Tylko liliowy cień jest perłowy, reszta matowa, by oko nie wyglądało jak kula dyskotekowa.

Mam nadzieję, że ta propozycja komuś przypadnie do gustu :)

poniedziałek, 16 lipca 2012

Podkład mineralny kryjący Annabelle Minerals - pierwsze wrażenia

Od razu zaznaczam, że nie jest to jeszcze pełna, typowa recenzja, gdyż nie wiem jeszcze jakie będzie pielęgnacyjne działanie podkładu - używam go niecałe 2 tygodnie. Ale postanowiłam napisać tę krótką notkę, w razie jakby ktoś chciał ten podkład zamówić i nie może się zdecydować jaką formułę wybrać.

Posiadam podkład kryjący w kolorze Beige Light, czyli w chłodnej tonacji.

Podkład mam przyjemność testować dzięki wygranej w rozdaniu na blogu Kosmetyczne Pokusy, za co ogromnie dziękuję :)

Przejdę zatem do rzeczy.

Opakowanie na początku moje obawy wzbudziły dziurki w tym wewnętrznym wieczku (dozującym) - myślałam, że są za duże i będzie się z nich wysypywać multum podkładu. Tak się na szczęście nie dzieje. Opakowanie jest wygodne i praktyczne, nie ma problemu z utrzymaniem go w czystości.




Skład cudowny! Faktycznie są to same minerały, bez ulepszaczy. Składników jest 5, więc w porządku. Podkład zawiera naturalne filtry, co daje nam SPF 15, czyli jak na tak naturalny skład, całkiem nieźle.



Aplikacja wysypuję na wieczko trochę podkładu, nabieram na pędzel typu flat top - używam na zmianę HAkuro H50 i H51 (H50 jest do tego wg mnie nieco lepszy - zależy od preferencji, ale H51 też naprawdę dobrze się tu spisuje). Nabieram dużo podkładu i strzepuję nadmiar, po czym kolistymi ruchami wcieram go w twarz - robię to dokładnie, by podkład dobrze współgrał ze skórą, dłużej się trzymał i nie dawał efektu maski (jak nie wpracuję go dobrze np. w czoło, podkreśla mi zmarszczki mimiczne, gdy dobrze go wpracuję tuszuje te zmarszczki, dlatego trzeba go solidnie wetrzeć w skórę). Ważne by nakładać podkład, gdy już krem się wchłonie, żeby nie powstała nam skamielina na twarzy.

Efekt podkład jest lekki, nie czuję że mam go na twarzy, wygląda bardzo naturalnie i przy tym daje dość duże krycie - nie zakrywa tylko mocniejszych przebarwień i niedoskonałości, z resztą radzi sobie świetnie (nie chcę większego krycia, bo nie zależy mi na efekcie photoshopa, a poza tym na większe przebarwienia czy inne niedoskonałości mam przecież korektor). Dużo dziewczyn pisze, że ten odcień jest dla nich za różowy - dla mnie jest w porządku - nie jest to taki mocny odcień różu - wg mnie bardzo wpada w beż, więc dla mnie jest idealny, skoro mam różową skórę, ale nie chcę efektu świnki - w neutralnej tonacji wyglądałabym pewnie blado, a w gold zbyt żółto, więc beige jest w sam raz.

Ta część postu jest tylko dla odważnych, ponieważ zobaczycie w niej moją twarz bez podkładu :P

Zdjęcia przed i po aplikacji podkładu:




Jak widać, podkład dobrze zakrył większość niedoskonałości, będących efektem ostatnich szaleńśtw moich hormonów.

Trwałość gdy nałożę go rano teraz, w upały, ok. godz. 17-18 twarz zaczyna mi się już świecić, ale wystarczy do poprawek bibułka i trochę pudru mineralnego i mam mat do późnej nocy. W chłodniejsze dni pewnie będzie trzymać się dłużej. Ja uważam, że prawie cały dzień w tych warunkach, biorąc pod uwagę lekkość podkładu, to naprawdę rewelacyjny wynik.

Cena 50 zł/10 g

Ocena pierwszych wrażeń: 5/5

Aktualizacja opini: TUTAJ

czwartek, 12 lipca 2012

Pędzle do twarzy - nowi ulubieńcy

Hej!
Wczoraj nie było posta, dzisiaj też miało nie być, bo jestem chora, ale że jutro jadę do mojego rodzinnego miasta i też nie wiem czy znajdę czas na pisanie, to jednak postanowiłam dziś coś wrzucić. Tym bardziej, że mam na kompie sporo fotek różnych produktów do recenzji, więc aż się prosi, żeby o którymś napisać.

Wpis o pędzlach podzieliłam na dwie części, żeby Was nie zanudzić i żebym sama nie padła z wycieńczenia podczas pisania tego posta :P Jak jakiś czas temu wspomniałam, jakiś czas temu przybyło mi trochę nowych pędzli, wśród których mam już swoje typy. Napomknę też trochę o pozostałych pędzelkach z mojej kolekcji - tych starych i nowych (na zasadzie porównania na przykład). Żeby nie przedłużać, przejdę do rzeczy - dziś moi ulubieńcy wśród pędzli to twarzy.

Pędzel do podkładu: Hakuro H51




To chyba nie jest wielkie zaskoczenie. Pędzel ten dostałam w prezencie od mojego chłopaka. Jest to znany pewnie wszystkich flat top z włosia syntetycznego. Idealny do podkładu płynnego, ale świetnie sprawdza się też przy podkładzie sypkim mineralnym - takiego ostatnio właśnie używam i gdy mój ulubiony pędzel do podkładu mineralnego jest mokry, czy brudny, podkład ten aplikuję właśnie pędzlem Hakuro H51. Nie wypadł miz tego pędzla żaden włos (ale na razie używam do 3 tygodnie - jak coś się zmieni, dam znać). Włosie jest gęste, dzięki czemu pochłania mało podkładu. W przypadku podkładu płynnego czy kremowego warto jest przed aplikacją spryskać pędzel wodą lub płynem miceralnym, czy tonikiem (ja tak robię) i wtedy włosie pochłania jeszcze mniej produktu. Gęste włosie pozwala również równomiernie, bez żadnych smug rozprowadzić podkład na twarzy, dając bardzo naturalny efekt. Minusem tego pędzla jest to, że przez to gęste włosie dość długo schnie, choć zwykle gdy umyję do wieczorem, rano jest już suchy, także schnie jakieś 10-12 godzin. Czasami ciężko domyć go z podkładu płynnego, mineralny schodzi znacznie łatwiej. Ale i tak póki co całe włosie jest bielutkie - nie mam żadnych pomarańczowych plam w środku włosia, jak niektóre dziewczyny. Jeśli chodzi o zużycie podkładu, to nie widzę różnicy - przy nadkładaniu palcami, czy płaskim pędzlem zużywam tyle samo podkładu (więcej zużywam tylko przy aplikacji gąbką). Pędzel wygodnie leży w dłoni, rączka ma odpowiednią długość (nie stukam nią o lustro). Włosie jest delikatne, nie podrażnia mojej wrażliwej skóry.

Polubiłam ten pędzel na tyle, że płaski pędzel z Riv Gosha poszedł w odstawkę i używam do aktualnie do aplikacji maseczek (do czego swoją drogą świetnie się sprawdza).

Ocena: 4,5/5 (za to, że długo schnie odjęłam 0,5)

Pędzel do pudru i podkładu mineralnego: Hakuro H 50



Myślę, że tego pędzla również nie trzeba nikomu przedstawiać. Kolejny flat top z włosia syntetycznego, którego początkowo używałam go do nakładania pudru mineralnego. Ostatnio przerzuciłam się na puder mineralny i ten pędzel do jego nakładania również prześwietnie się sprawdza, gdyż jego włosie jest mega delikatne i dobrze wpracowuje podkład w skórę. Włosie jest gęste, ale nie tak jak w Hakuro H51. Jest go jednak więcej, gdyż pędzel ten jest większy. W związku z tym długo schnie, bo minimum 12 godzin i to jest jego ogromny minus. Ale przyjemność używania to rekompensuje. Dodam, że pędzel ten kupiłam używany po okazyjnej cenie na allegro w zestawie z paroma innymi akcesoriami i kosmetykami, ma on bardziej srebrzystą skuwkę niż nowsze pędzle, więc został wyprodukowany przed marcem 2011, kiedy to Hakuro miało jeszcze problemy z klejami i z wypadającym włosiem. I faktycznie poprzedniej właścicielce pędzel się rozkleił i pojawiło się lekkie pęknięcie na trzonku, na szczęście wystarczyło trochę kleju Kropelka i dało się to naprawić. Włosie natomiast mimo upływu czasu trzyma się doskonale i pędzel zapamiętuje swój kształt - po umyciu wkładam go tylko do kubeczka i nic więcej z nim nie robię i rano jest taki jaki ma być (podobnie również Hakuro H51).

W odstawkę poszedł więc mój pędzel kabuki z Riv Gosh, gdyż jego włosie trochę mnie drapało (do tego puszcza kolor w praniu, co mnie trochę irytuje - ale teraz nie puszcza go już tak dużo jak na początku). Na razie się o nie pozbyłam - chcę go sobie zostawić na wyjazdy, gdyż ma krótką rączkę i zajmuje mało miejsca w kosmetyczce.

Ocena: 4/5

Pędzel do różu: Hakuro H21




Widzę, że Hakuro u mnie ostatnio dominuje, ale po prostu miałam ochotę trochę intensywniej potestować pędzle tej marki ;)

Krótko: włosie naturalne (chyba kozy), tlenione, skośnie ścięte, dość gęste, mięciutkie, delikatne. Szybko schnie. Czasami trzeba mu pomóc odzyskać kształt po myciu (przy złym ułożeniu potrafi się odkształcić, nie na stałe na szczęście). Dobrze nabiera produkt, można nim stopniować efekt. Do różu świetny, do konturowania również, no chyba że ktoś na bardzo drobną twarz, to może być trudniej. Kupiłam na wypróbowanie, bo nigdy nie miałam pędzla skośnego do różu czy konturowania i bardzo się polubiliśmy.

Mój rozczapierzony i drapiący For Your Beauty stał się zatem pędzlem do odkurzania z laptopa :P (choć mam do niego sentyment, bo to mój pierwszy pędzel).

Ocena: 4/5

Pędzel do konturowania: Maestro 150, rozmiar 22



Pędzel w włosia naturalnego, dość miękki, kształt spłaszczonego jajeczka, ale zakończony w szpic, dzięki czemu jest wielofunkcyjny - bokiem nakładamy róż, a szpicem bronzer, którego nabieramy na koniuszek i rozcierany bokami pędzla, tworząc ładne przejście koloru. Dzięki swojemu kształtowi zapewnia nam precyzyjne konturowanie. Pędzel szybko schnie. Początkowo wypadło mu kilka włosów. Dobrze zapamiętuje swój kształt. Minusem jest długa rączka, którą często stukam o lusterko. Natomiast jej kształt jest świetny - pędzel dobrze i stabilnie leży w dłoni. Ostatnimi czasy stał się moim ulubieńcem do nakładania różu.

Ocena: 4,5/5 (za długą rączkę odejmuję 0,5)


Pędzel do korektora: Hakuro H60



Kupiłam na wypróbowanie przy okazji dużego zamówienia na allegro, bo pędzel jest tani (10,90 zł).

Krótko: włosie syntetyczne, ścięte w szpic, co daje precyzyjne nakładanie korektora, bo pędzel jest dość mały. Świetnie nakłada mój kremowy korektor z Rimmela na niedoskonałości, pod oczy jednak wolę nakładać ten korektor palcem, gdyż na większych powierzchniach skóry ten pędzelek robi maleńkie smugi. Sprawdza się też w aplikacji cieni do powiek na mokro, a także jako pędzelek do ust. Uwielbiam go za wielofunkcyjność. Włosie z niego nie wypada, szybko schnie, nie odkształca się.

Ocena: 4,5/5

Jak widać preferuję pędzle dość przystępne cenowo, z przy tym dobrej jakości i wielofunkcyjne. Ale jako że lubię nowości moja kolekcja mimo że jestem sknerą będzie się pewnie powiększać - ciekawość zwycięża. Kusi mnie na przykład nowość Hakuro - pędzel do korektora H22 - używałabym go zapewne do nakładania pudru mineralnego w okolicach oczu. Ale na razie oszczędzam, więc może jesienią pomyślę nad zakupem tego cuda.

A jakie są Wasze typy wśród pędzli do twarzy?

wtorek, 10 lipca 2012

Makijaż # 8: Granatowo-niebieski makijaż dla odważnych

Ostatnio się nie odzywałam, gdyż na nic nie miałam czasu - uczyłam się na zaliczenia, tak to już jest jak się spędza cały semestr na wymianie za granicą i wraca do kraju pod koniec czerwca, a tu wszystkie przedmioty czekają na zaliczenie. Wszystko na szczęście się udało. Jutro jeszcze powinnam mieć jeden egzamin, ale skorzystałam z możliwości przełożenie go na wrzesień, bo materiał na niego jest ogromny i choćbym zarwała kolejną noc (a już naprawdę nie mam na to siły) i tak bym miała marne szanse by to zdać.

Teraz będę mieć trochę więcej wolnego czasu, więc pewnie codziennie będzie się pojawiał jakiś wpis z makijażem lub recenzją.

Wczoraj pod wieczór, żeby trochę się odstresować zmalowałam paletką Sleek Darks coś takiego:






Pomyślałam po prostu, że mam tyle pięknych niebieskich cieni w różnych moich paletkach i ich nie wykorzystuję i szkoda by się marnowały. Niebieski szczerze powiedziawszy nie jest moim kolorem, ale w połączeniu z granatem, jak widać, przejdzie, gdyż granat pięknie się kontrastuje z szaro-zieloną tęczówką :)

Użyte produkty:
- podkład mineralny Annabelle Mineralls kryjący, odcień Light Beige
- korektor Rimmel Hide The Blemish
- puder mineralny Jadwiga
- balsam nawilżający do ust Avon Care
- szminka Rimmel Airy Fairy
- szary i ciemnobrązowy cień z paletki Sleek Paraguaya (brwi)
- oczy - cienie: Sleek Darks: górna powieka: biały, niebieski, granatowy, szary; dolna powieka: ciemnozielony
- cielista wysuwana kredka Essence
- tusz: Avon Super Shock Max + Rimmel Super Lash podkręcający.

piątek, 6 lipca 2012

Makijaż # 7: Lekko szalony zielony makijaż

Inspiracją do wykonania tego makijażu była długa zielona spódnica, którą miałam wtedy na sobie.
Tak prezentuje się makijaż:





Jak widać makijaż charakteryzuje się tym, że ciemnozielony sień wyciągnęłam wysoko ponad załamanie (ale im wyżej, tym mniej intensywny jest ten kolor). Do tego ciemnobrązową kreskę (wykonaną cieniem z paletki Paraguaya) poprowadziłam z dolnej powieki (z kreski na górnej powiece zrezygnowałam, żeby nie przedobrzyć). Od strony wewnętrznego kącika poprowadziłam cień w kolorze piasku, natomiast sam wewnętrzny kącik cieniowałam białym cieniem.

Mój aparat oczywiście nie oddaje w pełni intensywności tych kolorów. Mnie ten makijaż się podoba, choć nie należy raczej do wyjściowych. Oczywiście ja w nim na ulicę wyszłam, na wieczorny spacerek po toruńskiej starówce, a co :P Biedni ci torunianie - muszę się tyle moich wariacji makijażowych naoglądać :P

wtorek, 3 lipca 2012

Recenzja paletki Sleek Ultra Matte V2 Darks

Dzisiaj wreszcie planowana od jakiegoś czasu recenzja paletki Sleek Darks. Jest to moja pierwsza paletka Sleeka. Kupiłam ją, ponieważ gdy tylko ją zobaczyłam doznałam olśnienia. Wreszcie zobaczyłam zestaw, w którym wszystkie cienie mi się mega podobają, więc pomyślałam, że to jest to i zamówiłam na allegro. Cena z wysyłką wyniosła ok. 35 zł.

To teraz konkrety.

W paletce jak zwykle jest 12 cieni (każdy 1,1 g), w tej konkretnej wszystkie są matowe. W opakowaniu zamontowane jest dość praktyczne lusterko. Dołączony jest także aplikator, którego czasem używam (dalej napiszę, w jakich przypadkach jest on przydatny). Aplikator jest wygodny, ponieważ jest na długiej rączce. Używam go ostrożnie, gdyż podobnie jak inne aplikatory czasami może podrażniać moją wrażliwą powiekę tarciem.

Większość cieni w tej paletce jest ciemna (stąd nazwa). W serii Ultra Matte wyszła też jeszcze jedna paletka - V1 Brights z jaśniejszymi, bardzo żywymi odcieniami, w sam raz na lato. Ja tej drugiej nie kupiłam, ponieważ rzadko używam takich kolorów (zwłaszcza tych intensywnych róży), choć nie ukrywam, że czasem mnie kusi jak widzę makijaże innych dziewczyn wykonane paletką Brights :)

Paletka wygląda tak:

Zaś swatche prezentują się tak:


Jak widać pigmentacja jest naprawdę dobra. Jedyny słabo moim zdaniem napigmentowany cień to jasna żółć w górnym rzędzie. Widać też, że cienie te mogą dawać prześwity i ciężko je równomiernie nałożyć. Ale to już jest specyfika cieni matowych. Ja znalazłam na nie metodę - kolory, które dają prześwity w aplikacji pędzlem na sucho, można nakładać załączoną do cieni pacynką - wtedy krycie jest dobre i równomierne. Ja tak często robię jak chcę użyć mojego ulubionego koloru z tej paletki, czyli bordu. Oczywiście można też aplikować cienie na mokro - wtedy kolor jest intensywny, bez prześwitów, trwalszy. Tylko ja nie zawsze mam ochotę na aplikację na mokro. Ostatnio zresztą aplikowałam w ten sposób ciemnozielony cień z tej paletki. Ten cień sam w sobie jest bardzo twardy, ale mnie wręcz tępy i wydobywam go pędzlem do oczu z bardzo twardym włosiem (zawsze niezastąpiony rosyjski Riv Gosh Professional oczywiście). Po tym jak grzebałam w tym cieniu zwilżonym (nie mokrym!) pędzelkiem z włosia syntetycznego, po wyschnięciu cień zrobił się jak kamień. Musiałam w nim wręcz ryć pędzlem z Riv Gosha, żeby znów nadawał się do użytku. nie wiem czy tylko ten cień tak ma, czy inne cienie z tej paletki też się tak po styczności z wilgocią zachowują. Wolę nie ryzykować i teraz przy aplikacji na mokro wolę ukruszyć na dłoń czy do jakiegoś pojemniczka troszkę danego cienia trzonkiem pędzelka i dopiero potem nabierać go na wilgotny pędzel, a nie bezpośrednio w paletce grzebać zwilżonym pędzelkiem.

Poza zielonym cieniem żaden inny nie jest tak twardy. Biały, brązowy i czarny moim zdaniem są trochę za miękkie i przez to kruszą się gdy nabieramy je na pędzel. Większość tych cieni się nieco osypuje przy aplikacji, zwłaszcza brąz, czerń i bord (generalnie na ciemniejsze kolory trzeba uważać). Cienie te są dość trwałe - u mnie trzymają się na zwykłej bazie cały dzień, mimo że mam dość tłuste powieki. Kolory są pięknie zestawione, można tą paletką tworzyć wspaniałe makijaże, raczej wieczorowe i artystyczne, choć ja używam jej czasem na dzień, gdy mam ochotę na odważniejszy makijaż.

Podsumowując: Faktycznie niektóre z tych cieni są trudne i trzeba się nauczyć odpowiedniej ich aplikacji, by osiągnąć pożądany efekt. Jednak trzeba brać pod uwagę to, że ciężko na polskim rynku kupić dobre cienie matowe, a już na pewno za tą cenę nie kupimy lepszych. Do tego jeszcze w tej palecie znalazłam kilka kolorów, które ubóstwiam. Jestem zatem na tak i uważam, że jest ona warta zakupu. Co więcej, obecnie jest to moja ulubiona paletka. Polecam!

Ocena: 4,5/5

poniedziałek, 2 lipca 2012

Makijaż # 6: Różowo-szary makijaż dzienny Sleek Paraguaya

Hej! Dziś makijaż dzienny oczu, który miałam na sobie rano na egzaminie (a w sumie to nadal mam go na oczach i ładnie się trzyma). Wykonałam go paletką Sleek Paraguaya, którą zakupiłam jakiś czas temu i intensywnie testuję jej możliwości. Postawiłam na delikatne kolory i rozświetlenie, więc użyłam na całą ruchomą powiekę perłowego różowego cienia (aplikowałam go pacynką, gdyż perłę z tak dużą ilością drobinek ciężko aplikuje się pędzelkiem i trudno wtedy o sensowną pigmentację, generalnie w takich przypadkach preferuję pacynkę, aplikację na mokro, lub aplikację palcem). W załamanie nałożyłam matowy szary. Pod łuk brwiowy i w kącik wewnętrzny nałożyłam jasny matowy róż. Kreskę na górnej i dolnej powiece wykonałam matowym ciemnym chłodnym brązem (na dolnej powiece użyłam tej matowej jasnej pomarańczy, by połączyć brąz z cieniem rozświetlającym i stworzyć ładne przejście). Brwi podkreśliłam mieszanką szarego i ciemnego brązu, jako że chwilowo mam ciemne włosy (dopóki farba trochę się nie wypłucze ;). Oto efekty (szkoda, że aparat ich właściwie nie oddaje i w ogóle nie widać cieniowania w załamaniu powieki :/):




Użyte cienie:

To tyle na dzisiaj. Mam nadzieję, że makijaż się podoba, mimo że fotki w pełni nie oddają tego jak wygląda w rzeczywistości.

niedziela, 1 lipca 2012

Makijaż # 5: Mroczny makijaż imprezowy + miesiąc za 50 zł

Hej!
Dzisiaj obiecany makijaż wieczorowy. Na początku planowałam śliwową zwiewną bluzeczkę i jakąś ciemną spódnicę, więc makijaż miał być fioletowo-bordowy, pod kolor do bluzki. Ostatecznie jednak postanowiłam zaszaleć i założyłam długą bordową spódnicę, a do niej czarną bluzkę z szerokim dekoltem, długimi rozszerzanymi rękawkami i z odkrytymi plecami (i wiązaniem na tych plecach). Jednym słowem dość mrocznie. Do tego dobrałam elegancką bardziej gotycką biżuterię.

Oczywiście postanowiłam dopasować do tej stylizacji makijaż. Nie chciałam czegoś całkowicie ciemnego, gdyż kiepsko wyglądam w mega ciemnych makijażach, ale chciałam też poszaleć i dopasować makijaż do stroju. od zewnętrznej strony zaczęłam więc aplikować chłodny ciemnobrązowy cień (paletka Sleek Paraguaya), następnie bliżej środka średni brąz (Sleek Darks), potem na środku powieki bord (Sleek Darks), a od strony wewnętrznego kącika położyłam ceglasty cień z Paraguayi opalizujący na złoto. Dolną powiekę podkreśliłam brązem. No i darowałam sobie kreskę - chciałam by cieniowanie przemawiało samo przez się. Twarz wykonturowałam tylko różem, a usta podkreśliłam karminową szminką (Avon UCR Buttered Rum). Jako ciekawostkę powiem, że bord z paletki Darks do tak intensywnego makijażu lepiej aplikował mi się pacynką - aplikując cień na sucho pędzlem za nim nie mogłam osiągnąć takiego efektu o jaki mi chodziło, a nie chciało mi się bawić w aplikację na mokro. Ostatecznie wyszło coś takiego nieco ognistego jak dla mnie, choć mój współlokator stwierdził, że wyglądam jak wampir :P Jak szaleć to szaleć - w końcu to makijaż na domówkę w gronie przyjaciół ;) Zresztą same oceńcie efekty:




Na koniec ciekawostka. Postanowiłam wziąć przykład z Rodzynki89 i rozpoczynam dziś miesiąc za 50 zł. W sumie nie powinno być to u mnie aż tak trudne, bo w czerwcu robiłam spore zakupy kosmetyczne, ale z drugiej strony zawsze wiele rzeczy wokół kusi, żeby je kupić - a to nowa paletka cieni, czy fajna szminka ;)

Podsumowując: do końca lipca zamierzam wydać na kosmetyki nie więcej niż 50 zł. Trzymajcie za mnie kciuki! :)