piątek, 3 maja 2013

L'Biotica Biovax: Serum wzmacniające A+E

Witajcie kochane :)

Dzisiaj szybciutka recenzja mojego ulubionego kosmetyku do zabezpieczania końcówek włosów, czyli Serum wzmaniającego L'Biotica Biovax z witaminami A i E. Będę je oceniać wyłącznie jako preparat do końcowek, bo nie stosowałam go na całą długość włosów (wiem, że niektóre dziewczyny tak robią). Jeżeli jesteście ciekawe jak wpływa ono na moje włosy, zapraszam do dalszej lektury :)


Opakowanie jest całkiem w porządku. Mieści w sobie 15 ml preparatu, który kosztuje 12,99 zł w SuperPharm. Niestety w moim SuperPharm to serum jest bardzo często wyprzedane, więc dla mnie nie jest to produkt łatwo dostępny - muszę trafić na dzień lub dwa po dostawie, żeby je kupić. Opakowanie ma wygodną pompkę, która dozuje odpowiednią ilość serum. Przeszkadza mi jedynie, że opakowanie nie jest przezroczyste lub półprzezroczyste i nie widać przez nie ile kosmetyku jeszcze nam zostało.

środa, 1 maja 2013

Paleta cieni Catrice Absolute Nude: swatch'e i makijaż

Hej :)

Piszę tego posta późną nocą, bo przed południem wyjeżdżam do mamy i cały dzień spędzę w podróży. Przy moim braku czasu w niektórych dniach automatyczna publikacja notki jest zbawieniem. Wczoraj były pierwsze wrażenia z użytkowania palety Technic, więc jak już jesteśmy w temacie palet cieni, to znalazła się u mnie ostatnio jeszcze jedna nowość - nudziakowa paleta Catrice Absolute Nude, nr 010 All Nude.

Szczerze powiedzawszy miałam dylemat - kupić czy odpuścić? Różne opinie o niej czytałam na Waszych blogach. Ostatecznie urzekło mnie odpowiednio dobrane, rozsądne zestawienie odcieni nude - 2 jasne, 2 pośrednie i 2 ciemne, czyli coś czego brakuje mi choćby w palecie Sleek Au Naturel. Drugim argumentem przemawiającym za szybkim kupnem było to jak szybko ta paleta znika z półek.
Najpierw weszłam do Hebe, popatrzyłam na nią niezdecydowana, bo nie było testera. Wyszłam robić dalsze zakupy i załatwiać różne swoje sprawy na mieście. Po godzinie weszłam do Natury myśląc, że chyba jednak ją sobie kupię. Patrzę - ani jednej sztuki. Zdesperowana poszłam znowu do Hebe i tam z około 10 palet jakie widziałam wcześniej, zostały dwie. Szybko więc chwyciłam swój egzemplarz i poszłam do kasy :D Drogie torunianki, jeżeli Hebe czy Natura nie miały większych dostaw i nie dorzuciły nic na półki, to raczej nieprędko dorwiecie tą paletkę...

Paleta kosztowała 19,99 zł za 6 cieni - moim zdaniem cena całkiem w porządku, zwłaszcza jeśli będę z tych cieni zadowolona (a to się jeszcze okaże).

Tak wygląda moja nowa zdobycz:



wtorek, 30 kwietnia 2013

Makijaż z paletą cieni Technic Ultra Violet

Hej :)

Tak na szybko wrzucam Wam makijaż wykonany przeze mnie jakiś czas temu paletą Technic Ultra Violet. Pewnie pamiętacie moje zachwyty nad kolorystyką tej palety. Dziś natomiast macie okazję przekonać się jak sprawuje się w akcji, gdyż wszystkie cienie których używałam w pokazanym niżej makijażu, pochodzą właśnie z tej palety :) Z góry przepraszam za stan mojej skóry, szczególnie na policzkach, ale makijaż ten zrobiłam jakiś czas temu, gdy po walce ze stadem kosmitów pojawił się zmasowany atak suchych skórek... Na szczęście już jest znacznie lepiej :)

Tak prezentuje się paleta o jej swatche:





poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Kolejna część zmian na blogu

Witajcie :)

Nie wiem czy dziś znajdę czas na napisanie normalnej notki. Być może wieczorem wrzucę jakiś makijaż, ale nie obiecuję. Teraz natomiast mam dla Was coś w stylu ogłoszeń parafialnych. 

Bardziej spostrzegawcze dziewczyny pewnie zauważyły, że blog przechodzi powolną metamorfozę. Chciałam po prostu, by wyglądał bardziej profesjonalnie. Dodany został skrypt do ciasteczek, no ale to już wymóg ustawodawcy. Na zdjęciach pojawił się znak wodny, a każdy post jest sygnowany moim "podpisem". Zmiany te zawdzięczam mojemu ukochanemu, który uczy się grafiki i rysunku, więc wykonał znaczek do podpisu i znak wodny oraz znalazł program do obróbki zdjęć idealnie odpowiadający moim potrzebom - PhotoScape (pewnie większość z Was z niego korzysta od dawna, ale ja naprawdę jestem zacofana w tej dziedzinie i gdyby nie mój TŻ, to pewnie dalej bym tkwiła w jakiejś fotograficzno-graficznej prahistorii :P). Planujemy jeszcze zmieniać nagłówek oczywiście, ale ciągle brakuje nam czasu. Chociaż kto wie - może jutro uda się coś zdziałać, bo popołudniu będziemy mieć trochę wolnego. Mój TŻ chce wykonać te grafiki szczególnie starannie, bo zbiera materiały do swojego portfolio. Daję mu dużo swobody w tworzeniu tych małych dziełek, bo często jest mi trudno sprecyzować czego dokładnie oczekuję. Na szczęście mój ukochany ma świetne wyczucie i wystarczy, że przedstawię mu ogólną wizję, a on już dalej sobie poradzi ;)

Jak zapewne wiecie 1 lipca znika Google Reader. Dla mnie to jakaś pomyłka, ale mówi się trudno - nic z tym nie zrobimy. Część z Was pewnie wie, że mam konto w Google+ (za którym nie przepadam), więc możecie mnie tam obserwować - udostępniam tam zwykle wszystkie nowe wpisy na blogu. Jest jeszcze stronka Bloglovin, ale raczej się na nią nie przerzucę, gdyż nie przypadła mi do gustu. Planuję natomiast w ciągu niedługiego czasu założyć do bloga konto na FaceBook'u (więc mój biedny TŻ, który ma ostatnio trochę zleceń na głowie, będzie musiał projektować kolejny nagłówek i takie tam :P).

Nawiązałam też kilka nowych współprac, ale o tym dowiecie się już niedługo :)

Mam nadzieję, że zmiany na blogu przypadną Wam do gustu. Piszcie, jeżeli macie jakieś sugestie :)


niedziela, 28 kwietnia 2013

Makijaż w barwach ziemi

Hej :)

Tym razem przychodzę do Was z makijażem w nieco mniej radosnych i nie tak lekkich kolorach. Chcąc nadal wyciągać jak najwięcej kombinacji z palety cieni Sleek Lagoon, zdecydowałam się na połączenie karmelowego brązu i szmaragdu. Jeżeli jesteście ciekawe jak wyszło, zapraszam do dalszej części notki :)





Użyte kolory:
  • Reflection (perłowy liliowy róż) - jako cień bazowy, który całkowicie zakryłam następnymi cieniami
  • Sea Shell (perłowy karmelowy brąz) - na ruchomej powiece i pomieszany z Emerald na dolnej powiece
  • Emerald (perłowa szmaragdowa zieleń) - w załamaniu i na niewielkiej części ruchomej powieki oraz na dolnej powiece pomieszany z Sea Shell (nakładałam je osobno - najpierw Emerald, a potem roztarłam go Sea Shell)
  • Black Pearl (perłowa czerń - jestem w niej zakochana) - do przyciemnienia zewnętrznego kącika i załamania oraz roztarcia kreski zrobionej żelowym eyelinerem
  • Sand Dollar (perłowe żółte złoto) - w wewnętrznym kąciku.


Pozostałe kosmetyki:
  • Pharmaceris F, Delikatny fluid intensywnie kryjący, Ivory 01
  • transparentny puder mineralny Jadwiga
  • mineralne duo brązujące Alverde
  • kredka do brwi Catrice, 020
  • eyeliner w żelu Maybelline Lasting Drama Eyestudio, 01 Black
  • maskara Max Factor 2000 Calorie Dramatic Volume, Black
  • kredka Catrice, 010 Ultra Black
  • szminka Avon Ultra Colour Rich, Pout.
Nie wyszło oczywiście idealnie, ale chyba robię postępy ;) Jak Wam się podoba taka propozycja makijażu? Przyznaję, że zieleń jest trudnym kolorem w makijażu, bo podkreśla zaczerwienienia oka, a blendowanie jej z ciepłym brązem nie ułatwia sprawy. Pozdrawiam ciepło.


sobota, 27 kwietnia 2013

Ulubieńcy kwietnia: pielęgnacja

Witajcie :)

Dziś, zgodnie z obietnicą, druga część ulubieńców. Wczoraj miałyście okazję poczytać o makijażu i paznokciach, a dziś kolej na pielęgnację.


Tutaj przewija się już więcej starych ulubieńców, więc ta notka będzie mniej odkrywcza, ale myślę że jest kilka nowych rzeczy, na które warto zwrócić uwagę.

Pielęgnacja włosów


Muszę przyznać, że po przeprowadzce strasznie  zaniedbałam swoje włosy, bo ciągle brak mi czasu lub energii na ich pielęgnację, a czasami wchodzi też w grę zwykłe lenistwo. Tak mi wstyd, że nie zrobiłam w tym miesiącu notki z aktualizacją stanu moich włosów. No ale jest kilka produktów, które sprawiają, że stan moich włosów nie jest jeszcze tragiczny i wciąż wyglądam jak człowiek (mimo że włosy zrobiły się matowe i trochę brakuje im nawilżenia). Standardowo mamy tu szampon Babydream, który jest moim ulubieńcem od kilku miesięcy. Nie zabrakło też 2-fazowej odżywki w spray'u L'Biotica Biovax z jedwabiem i proteinami mlecznymi oraz serum do końcówek tej samej marki. W awaryjnych sytuacjach przywracałam moim włosom świeżość suchym szamponem Batiste Medium&Brunette. U mnie po użyciu tego specyfiku włosy wyglądają mniej więcej jak ok. dobę wcześniej, z tym że są bardziej matowe, no i niespecjalnie przepadam za zapachem tego szamponu. Dla mnie najważniejsze jest jednak to, że przyzwoicie odświeża włosy (no ale wiadomo że mycia nie zastąpi) i nie bieli ich u nasady. Moim świętym gralem w przypadku rozczesywanie został Tanglee Teezer. Pokochałam go na tyle, że przymierzam się do kupna wersji kompaktowej, żeby nie ryzykować, że uszkodzę model Salon Elite w podróży. Nie jest to szczotka idealna oczywiście, ale rozczesuje moje włosy znacznie lepiej niż inne szczotki, z jakimi miałam do czynienia i nie wyobrażam sobie teraz czesania włosów czymś innym.

Pielęgnacja ciała


Tutaj szczególnie przypadły mi do gustu trzy kosmetyki. Pierwszym jest peeling borówkowy BeBeauty Spa, który było mi trudno upolować, bo jako biedronkowa limitka znikał błyskawicznie. Szkoda, że dorwałam tylko jedną sztukę, no ale lepszy rydz niż nic :) Jest to delikatny, lecz skuteczny peeling, czyli coś w sam raz dla osoby z suchą i wrażliwą skórą. Nie cierpię ostrych ździeraków i wolę robić peeling częściej niż raz w tygodniu, ale za to czymś delikatniejszym. Ponadto peeling ten ma dość przyjemny skład i piękny zapach, no i kosztuje niewielkie pieniądze. Szkoda tylko, że jest trudno dostępny, więc nie wiem czy uda mi się kupić go ponownie :( Kolejnym ulubieńcem jest masło do ciała Green Pharmacy Masło Shea i Zielona Kawa, który recenzowałam TUTAJ, no i tropikalny krem do stóp i łokci z kwasami AHA Avon Planet Spa, o którym piszę Wam w ulubieńcach już od kilku miesięcy.

Pielęgnacja twarzy


W związku z oczyszczaniem skóry twarzy srebrem koloidalnym, pielęgnacja tej części ciała zdecydowanie była w minionym miesiącu moim konikiem i tutaj mam najwięcej produktów do pokazania. Na powyższym zdjęciu mamy trzech gagatków, którzy pojawiają się w moich ulubieńcach od jakiegoś czasu, więc nie będę się nad nimi jakoś specjalnie rozwodzić. Mamy tu biedronkowy duet, czyli płyn miceralny i żel miceralny do skóry wrażliwej marki BeBeauty. Są to moje drugie opakowania, więc wkrótce będzie recenzja. Pomiędzy nimi znajduje 2-fazowy płyn do demakijażu oczu Bielenda Awokado oczy wrażliwe, który recenzowałam TUTAJ.




Ulubieńcem w tym miesiącu stało się srebro koloidalne Argentum 200, którego recenzja ukaże się za jakieś 2-3 tygodnie, bo mniej więcej wtedy skończę kurację i będę w stanie dobrze opisać efekty końcowe. Na dzień dzisiejszy mogę stwierdzić, że substancja ta bardzo dobrze oczyszcza skórę - na zewnątrz wychodzą wszystkie syfy, które tkwiły pod skórą. Minus tego był taki, że najpierw miałam mega wysyp pryszczy - wyglądałam jakbym znów miała naście lat. Potem przyszło łuszczenie i masa suchych skórek - miałam wrażenie, że co kilka godzin pojawia się spora partia nowych. Teraz jeszcze mi wyskakują pojedyncze niespodzianki, ale stan mojej skóry już się stabilizuje. Srebro koloidalne ma ten plus, że przyspiesza gojenie i nie zapycha porów, no i działa antybakteryjnie. Na pewno nie podrażnia jak inne kuracje przeciwtrądzikowe.
W związku z kuracją srebrem koloidalnym wróciłam do peelingu enzymatycznego Lirene z wyciągiem z owoców. Naprawdę żałuję, że producent stworzył tylko wariant saszetkowy, bo mnie jedna saszetka wystarcza na kilka użyć. Znalazłam więc mały pojemniczek, do którego przelewam peeling. Peeling nie podrażnia skóry, nie wymaga tarcia i dobrze złuszcza, co jest u mnie bardzo pożądane w okresie wielkiego wysypu pryszczy.
Kolejny ulubieniec to nie jest już jakaś wielka fascynacja, lecz bardziej ciekawostka. A jest nią rewitalizująca maseczka Avon Planet Spa Chiński Żeń-szeń. Nie ma szczególnie odżywczego działania, więc normalnie wolę używać innych maseczek. Natomiast świetnie rozświetla, co przydaje się zszarzałej skórze po zimie. Zwykle stosuję ją przed wieczornymi wyjściami, bo skóra wygląda po niej na zdrowszą i lepiej wygląda na niej makijaż.


Ostatnim już ulubieńcem jest oczywiście masełko do ust Nivea Vanilla & Macadamia, które niestety już mi się kończy. Jego recenzję znajdziecie TUTAJ.

Gratuluję tym, które przebrnęły przez całą notkę :D Podzielcie się Waszymi pielęgnacyjnymi odkryciami ostatnich tygodni :)


piątek, 26 kwietnia 2013

Ulubieńcy kwietnia: kolorówka

Hej :)

W tym miesiącu jakoś wcześnie mnie naszło na ulubieńców, no ale niech będzie, skoro dzisiaj mam ochotę na napisanie akurat takiej notki. Od razu przejdę do rzeczy, bo sporo się tego zebrało - miałam naprawdę sporo fajnych odkryć, którymi chciałabym się z Wami podzielić :) Postaram się jednak, by ten post nie był strasznie długi, bo mnie samej rzadko się chce czytać tak długie notki u innych. Z tego też powodu notkę tę podzieliłam na dwie części i dzisiaj będziecie mogły poczytać o kolorówce, natomiast pielęgnację wrzucę jutro. Żeby nie przedłużać wstępu - zapraszam Was do lektury :)

Kolorówka


Makijaż twarzy


Kosmetyki z powyższego zdjęcia doczekają się oczywiście osobnych recenzji, więc tu napiszę tylko krótko za co je polubiłam.
Delikatny Fluid Intensywnie Kryjący Pharmaceris F polubiłam za dobre krycie, satynowe wykończenie i idealny kolor dla mojej skóry (Ivory 01), który utlenia się w niewielkim stopniu i to dopiero po ładnych kilku godzinach. Mimo całkiem solidnego krycia fluid jest faktycznie delikatny i nie wysusza mi skróry na policzkach, co często ma miejsce w przypadku innych kryjących podkładów. Świetnie wygląda nakładany zarówno palcami jak i pędzlem flat-top z niezbyt zbitym włosiem.
Korektor w płynie Collection 2000 Lastin Perfection - daje świetne krycie i jest mega trwały, a przy tym nie wysusza mi skóry pod oczami. Przy moich mocno łzawiących oczach ściera się minimalnie po kilku godzinach, co w porównaniu z innymi korektorami stanowi wynik mistrzowski. Kolor 1 Fair jest za jasny do mojego podkładu mineralnego, dlatego zaczęłam używać tego korektora dopiero po kupnie fluidu Pharmaceris i w duecie z nim korektor ten nadaje się u mnie nawet do zakrywania innych niedoskonałości niż sińce pod oczami.
Kredka do brwi Catrice 020 Date With Ash-ton - wiele razy pisałam o niej w ulubieńcach. Uwielbiam ją przede wszystkim za kolor - chłodny, niezbyt ciemny brąz.
Mineralne duo brązujące Alverde, 10 Light Bronze - o nim również już wspominałam kilka razy. Bardzo przyjemny brązer - nie za ciemny, ma ładny odcień (choć mógłby być jeszcze ciut chłodniejszy), przyjemny skład i całkiem niezłą trwałość, no i wydajność kosmetyku wypiekanego ;)
Mgiełka do wykańczania makijażu ELF - nie utrwala makijażu, ale świetnie stapia wszystkie warstwy makijażu, dając mu lekko satynowe wykończenie, więc efekt końcowy jest bardzo naturalny. W tym własnie celu ją kupiłam. Ma też bardzo przyjemny skład, no i jest niedroga w porównaniu z innymi tego typu produktami (zapłaciłam 18,99 zł za 60 ml w Minti Shop).

Makijaż oczu


Tutaj już mamy same nowości. W kwietniu miałam niewiele czasu na makijaż i zwykle w przypadku oczu kończyło się na kresce i tuszu do rzęs. No i tutaj wspaniały duet stworzyli eyeliner w żelu Maybelline Lasting Drama oraz tusz do rzęs Max Factor 2000 Calorie Dramatic Volume. Oba te kosmetyki stały się moimi Kosmetykami Wszech Czasów w kategorii makijażu oczu. Eyeliner jest trwały, ma kolor głębokiej czerni i przede wszystkim sunie po powiece jak masełko - malowanie nim kresek to po prostu bajka. Tusz Max Factor natomiast pogrubia, wydłuża i podkręca mi rzęsy i dzięki temu nie muszę katować ich zalotką. Mogę nim stopniować efekt od dziennego do wieczorowego. O dziwo nie skleja mi rzęs (no chyba, że naprawdę przesadzę z warstwami). Myślałam, że nie ma opcji, żebym osiągnęła efekt moich rzęs, tylko grubszych, dłuższych i bardziej podkręconych, unikając przy tym sztuczności czy tandety. Udało się jednak - w przypadku tego tuszu moje rzęsy wyglądają na znacznie lepsze, a efekt wciąż wygląda dość naturalnie.
Gry miałam ochotę, a raczej czas na cieniowanie, to niemal za każdym razem sięgałam po paletkę cieni Sleek Aqua Collection Lagoon, która ma bardzo wiosenne kolory :)

Makijaż ust


Jak wiecie, w ostatnim czasie makijaż ust to mój konik, bo nie mam czasu na zabawę w cieniowanie powiek, a gdzieś jakiś akcent być musi ;) W codziennym makijażu przez niemal cały miesiąc używałam szminki Avon Ultra Colour Rich w odcieniu Carnation. Jest to czysty róż, jednak w odcieniu bardziej pudrowym i przygaszonym. Fajna alternatywa dla nude - nie rzuca się strasznie w oczy, a jednak coś się dzieje na tych ustach. Niedawno kupiłam jeszcze Lip Tint Bell nr 4, który daje na moich ustach kolor soczystej maliny. Używam go na dłuższe wyjścia, gdy nie chcę biegać co 2 godziny do łazienki, żeby poprawiać makijaż. Przy okazji wieczornych wyjść za każdym razem stawiałam na Manhattan Sof Mat 45H - piękna, nieco zgaszona czerwień, którą recenzowałam TUTAJ.

Pędzle do makijażu


Wybaczcie, że są brudne, ale przed zrobieniem zdjęcia wykonywałam nimi makijaż ;)
W tym miesiącu szczególnie polubiłam Hakuro H50, bo idealnie rozprowadza mi się nim fluid Pharmaceris (Hakuro H51 okazał się do tego zbyt zbity, czego efektem były smugi). Hakuro H15 kupiłam przez pomyłkę - chciałam zamówić H14, czyli większe jajo do konturowania. H15 okazał się jednak świetny, bo konturuje bardzo precyzyjnie (tyle tylko, że trzeba się nim więcej namachać niż większym pędzlem). Szczególnie niezastąpiony okazał się w podróży, bo świetnie nakłada bronzer, róż i rozświetlacz (jednorazowo oczywiście nie nakładałam nim wszystkich tych trzech kosmetyków - pominęłam rozświetlacz). Super sprawdza się przy mocno napigmentowanych pudrach do konturowania, bo syntetyczne włosie daje na twarzy delikatniejszą smugę koloru - łatwiej więc stopniować efekt. Kolejnym ulubieńcem jest Hakuro H76, czyli mistrz precyzji w makijażu oczu - świetny do rozświetlania wewnętrznego kącika, podkreślania dolnej powieki, rozcierania kreski - no cud, miód i orzeszki. No i ostatnim ulubionym pędzlem jest pędzelek ze sklepu dla artystów, wyprodukowany przez markę Milano, który upodobałam sobie ponad wszystkie do nakładania eyelinera i na pewno dokupię jeszcze jedną sztukę. Włosie jest odpowiednio sztywne, nie rozjeżdża się i można nim namalować ekstremalnie cienkie kreski.

Paznokcie



Umieściłam je w tym dziale, bo lakier do paznokci to też kosmetyk kolorowy. W kwietniu raczej rzadko malowałam paznokcie, ale zdążył mnie zachwycić lakier Joko J169 Perfect Blue, który ma kolor błękitny z subtelną nutką szarości. Świetny na dzień i jednocześnie ciekawszy niż nudziaki. Ma świetne krycie, łatwo się aplikuje, szybko wysycha i ma świetną trwałość - na moich paznokciach wytrzymuje 4-5 dni, podczas gdy przeciętny lakier trzyma się na nich 2-3 dni. Coś czuję, że przepadłam i sprawię sobie więcej lakierów marki Joko.

Znacie któryś z tych kosmetyków? Jakie są Wasze ulubione kosmetyki do makijażu i manicure w tym miesiącu? :)


czwartek, 25 kwietnia 2013

Mój nie taki mały całuśny zbiorek, czyli kolorówka do ust

Hej :)

Pozostając w temacie ust, chciałabym zaprezentować Wam mój zbiorek kolorowych produktów do ust. Skleroza mnie dopadła i zapomniałam o konturówkach, no ale mam tylko trzy, więc wielkiej straty nie ma. A propos - szukam fajnych różowych konturówek, bo mam tylko nude'owy róż, więc szukam też takiego typowego różu i fuksji. Jak znacie coś fajnego, dajcie znać :)

Wpadłam na pomysł na taką notkę, bo moja całuśna kolekcja od paru miesięcy powiększa się dość szybko (wpadam w małe szminkomaniactwo). W tym poście macie po prostu taki wykaz wszystkiego co posiadam. Jeżeli coś Was szczególnie zainteresuje, a jeszcze nie było zrecenzowane, to dajcie znać w komentarzu - postaram się naskrobać o tym notkę jak najszybciej :) W ogóle dopiero teraz sobie uświadamiam jak niewielka część tych skarbów została zrecenzowana i postanawiam koniecznie to nadrobić, więc pewnie przez najbliższy miesiąc czy dwa ciągle będziecie czytać na moim blogu o szminkach i błyszczykach.

Może na wstępie wyjaśnię dlaczego tak uwielbiam kolorówkę do ust, szczególnie szminki. Moim zdaniem są one niezastąpione w ekspresowych makijażach. Ja od jakiegoś czasu niemal każdego ranka nie mam czasu na zabawę z jakiś fajny makijaż oczu i zazwyczaj poprzestaję na kresce i tuszu do rzęs, a gdy się naprawdę bardzo spieszę, to w grę wchodzi tylko maskara. W takich sytuacjach warto postawić na jakiś fajny kolor na ustach i róż do policzków, żeby tę twarz trochę ożywić, nadać jej zdrowszy wygląd i wyglądać na bardziej zadbaną. Za to właśnie pokochałam szminki i dlatego w ciągu ostatnich kilku miesięcy, kiedy jestem zabiegana, mój zbiorek tego typu produktów mocno się rozrósł. To tyle słowem przydługiego wstępu :)

Tak mój całuśny zbiorek prezentował się rok temu:


A tak wygląda teraz:


Przy czym tylko w ciągu ostatnich kilku miesięcy (mniej więcej od grudnia) moja kolekcja powiększyła się dwukrotnie. Nie piszę tego, żeby się chwalić - raczej przeciwnie, próbuję się uświadomić, że pora przystopować. Ja po prostu lubię mieć duży wybór. Jak powiedziała kiedyś na YouTube Ewa z kanału RedLipstickMonster tak naprawdę wystarczą nam 3 bardziej nudowe kolory i 3 bardziej intensywne, bo możemy przecież te kolory mieszać i uzyskiwać różne efekty. Ba - jedną szminką możemy uzyskać kilka różnych efektów, w zależności od sposobu nakładania - świetny filmik zrobiła o tym Lisa Eldridge:


Na swoje usprawiedliwienie natomiast mogę powiedzieć tylko tyle, że naprawdę kocham szminki i lubię mieć ich duży wybór. Wiem, że są dziewczyny, które mają większe szminkowe zbiory, ale jednak uważam, że mój jak na jedną osobę jest ciut za duży. Na szczęście gdy coś się u mnie nie sprawdza lub mi się znudzi, wędruje dalej w świat (inaczej, o zgrozo, miałabym tego na stanie znacznie więcej). Aktualnie dokupuję coś nowego tylko wtedy, gdy coś naprawdę mocno mnie zainteresuje lub ma ciekawy kolor, którego jeszcze nie posiadam i istnieje duże prawdopodobieństwo, że będę do używać.

Przejdźmy teraz do konkretnych produktów. Będę zamieszczać nazwy, numery i krótkie opisy kolorów, bo zdjęcia mogą lekko przekłamywać kolory ze swatch'y.

Błyszczyki

Od nich najłatwiej mi zacząć, bo jest ich po prostu mniej.


Na swatch'ach od lewej:
  • Essence XXXL Shine, 01 Pure Chic - czyli zwykły bezbarwny błyszczyk, który każda fanka makijażu ust powinna mieć w swoim zbiorze
  • Lavelle, bez numeracji - piękna brzoskwinka, zakupiona w Rosji, a w Polsce niestety się na niego nie natknęłam. Recenzja TUTAJ
  • Essence Glossy Lipbalm - czyli błyszczyko-balsam do ust, zabarwia usta na delikatną, półtransparentną czerwień
  • My Secret Star Gloss, nr 413 - dość ciemny, ciepły róż ze mnóstwem drobnych srebrnych drobinek
  • Essence Stay With Me: 05 I Like Cotton Candy (delikatna fuksja), 02 My Favourite Milkshake (łososiowo-beżowy nude), 03 Candy Bar (brzoskwiniowo-koralowy), 07 Kiss Kiss Kiss (chłodna czerwień)


Na tym zdjęciu kolory są oddane bardzo realistycznie, w razie jakby ktoś nie rozumiał mojego arcy-fantazyjnego opisu kolorów :P

I to by było na tyle, jeśli chodzi o błyszczyki - "tylko" 8, choć moim zdaniem imponujący wynik jak na kogoś, kto zbytnio za błyszczykami nie przepada (przydają się, gdy mam mocno przesuszone usta).

Tinty

W tej dziedzinie jestem mocno zacofana, bo posiadam aż jeden marki Bell, który zakupiłam kilka dni temu w Jasmin, bo akurat miał atrakcyjną cenę i postanowiłam wypróbować co to takiego. Posiadam kolor 4, który na moich ustach daje piękny malinowy kolor, a takiego w swoim zbiorku jeszcze nie miałam, więc strzał w dziesiątkę :)



Coś czuję, że na tym jednym tincie nie poprzestanę ;>

Matowe szminki w musie

Pisałam o obu bardzo niedawno. Chyba na tej dwójce zakończy się moja "kolekcja" matowych szminek w formie musu.


Od góry na swatch'ach:
  • Essence Stay Matt, 01 Velvet Rose - nude'owy róż, recenzja TUTAJ
  • Manhattan Soft Matt, nr 45H - dość intensywna, chłodna czerwień, recenzja TUTAJ



Szminko-błyszczyki


Na swatch'ach od lewej:
  • Wibo Eliksir, nr 9 - typowa śliwka, półtransparentny
  • Kobo Extreme Lipgloss, nr 205 India Rose - w rzeczywistości dość ciemny (lecz nie mocno kryjący) róż z odrobiną wiśni, recenzja TUTAJ



Szminki

Zacznę od Avon, bo o dziwo z Avonu mam najwięcej szminek. W sumie lubię ich szminki. Jedne serie są bardziej udane, inne mniej. Na pewno mogę polecić klasyczną wersję Ultra Colour Rich i Idealny Pocałunek. Reszta mniej przypadła mi do gustu.


Od lewej na swatch'ach:
  • Idealny Pocałunek: Plum Intrugue (subtelna śliwka), Berry Smooch (delikatna, chłodna fuksja), Coral Connection (typowy koral)
  • Ultra Colour Rich: Pout (bardzo jasny nude'owy róż), Carnation (typowy róż, nieco zgaszony), Buttered Rum (bardzo ciemna, karminowa czerwień, która nie wiedzieć czemu na zdjęciu wpada w brąz :/)
  • Ultra Colour Rich (seria w kwadratowych, różowych opakowaniach), Cappucino (nudowy beżo-brąz, nieco złocisty)
  • nawilżająca szminka chłodząca, już dawno wycofana ze sprzedaży, kolor Frozen Berry - ciepły róż



Dalej mamy już mix różnych firm.


Od lewej na swatch'ach:
  • Maybelline Hydra Extreme: 535 Passion Red (typowa, bardzo intensywna, wręcz teatralna czerwień, na zdjęciu wyszła bardzo zgaszona), 670 Natural Rosewood (ciepły róż)
  • Catrice Ultimate Colour: 050 Princess Peach (jasny, delikatny pomarańcz), 190 The Nuder The Better (beżowy nude z odrobiną różu)
  • Rimmel Lasting Finish, 070 Airy Fairy - nie muszę jej chyba przedstawiać, dość ciepły, nude'owy róż z subtelnym złotawym połyskiem, recenzja TUTAJ
  • Kobo Fasion Colour, 105 Velvet Rose - chłodny róż, recenzja TUTAJ
  • NYC, 320 Mahogany  - bardzo ciemny, ciepły śliwkowy kolor



Też cierpicie na taką manię kolorówki do ust, czy jednak ponad wszystko preferujecie ciekawy makijaż oka? Ja bardzo lubię ciekawe makijaże oczu, ale żyjąc w pośpiechu mam na nie czas zwykle tylko w weekendy, więc na co dzień stawiam na usta. Które kolory spodobały Wam się najbardziej? No i będę wdzięczna za podpowiedź, którą recenzję chciałybyście przeczytać w pierwszej kolejności :)